środa, 22 lutego 2017

MOJA PIWNICZKA: 4-LETNI KOMES PORTER



Obiecywałem Wam comiesięczne wizyty w Mojej Piwniczce, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło. W styczniu nie znalazłem po prostu „luki antenowej”, by wlać w siebie kolejne porządnie wyleżakowane piwko, bowiem zdegustowałem tyle nowych porterów bałtyckich, że nie jeden browar nie ma nawet takiego wybicia na warzelni ;p Ale spokojnie nerwusy – czas jest tutaj moim sprzymierzeńcem, więc rozluźnijcie poślady i poluzujcie gumkę w majtkach.
Tak, czy siak biję się mocno w pierś, chłostam pejczem po plerach i obiecuję obowiązkową poprawę w tym temacie. Zima wciąż trwa, więc prócz dzisiejszego Komesa na pewno coś jeszcze się pojawi w tym, jakże ciekawym cyklu.
A właśnie, Komes Porter – ikona polskich porterów bałtyckich. Jeden z najbardziej znanych w kraju, cenionych i chwalonych przedstawicieli tego gatunku. Zdobywca medali na międzynarodowych konkurach piwnych. Już świeża wersja smakuje wybornie. Jak zatem wypadnie ponad czteroletni egzemplarz?


Producent
Browar Fortuna
Termin ważności
19.05.2014
Wiek (miesiące)
51
Zawartość alkoholu (%)
9
Ekstrakt (°Blg)
21

W sferze wizualnej mamy porterową klasykę – niemal czarne piwo przystrojone bardzo ładną pianką. Umiarkowanie obfitą, ale nader zgrabną, drobną i powabną (zupełnie jak taka Kasia z mojej pracy ;)). Do tego długo utrzymującą się. Pięknie się to prezentuje w firmowym goblecie. 


Na wąchanko przyjdzie jeszcze czas, wpierw powiem Wam jak to smakuje. A smakuje oczywiście wybornie, ale chyba troszkę mniej odlotowo niż dobrze wyleżakowany Warmiński. Ciecz jest umiarkowanie gęsta, pełna w smaku i dość gładka. Gazu jest mało, czyli stylowo. Sporo tu mlecznej, słodkawej czekolady, pralinek i kakao. Kawa jeśli już jest, to bardzo łagodna i z mleczkiem. Mistrzem drugiego planu są lekko palone słody oraz subtelne pokłady lukrecji. Goryczka jest bardzo przeciętna, ale smaczna, ułożona i nad wyraz sympatyczna. W tle hałas robią suszone owoce, ale przyznam szczerze, że jak na czteroletnie piwo, to nie jest ich jakoś strasznie dużo. Bardzo smaczne to jest, ale jakiegoś szału, to ja tu nie widzę niestety. Jestem z lekka skonsternowany. Świeże Komesy są dużo bardziej zadziorne, palone i przede wszystkim wytrawne. Ten egzemplarz wraz z wiekiem poszedł w smaku w kierunku treściwości i słodyczy. Dziwne.

Czas na obiecane wąchanko. Nooo, tu już utlenienie poszło chyba w tą właściwą uliczkę. Zapaszek jest mocny i intensywny. Bogaty i złożony, wyraźnie estrowy. Mamy tu cudną śliweczkę, suszone daktyle, rodzynki oraz figę. A wszystko zostało osadzone na pięknej czekoladowo-kakaowej podbudowie. Dookoła krążą ciemne, opiekane słody, lekka kawusia, szczypta karmelu oraz cukru kandyzowanego. O jakimkolwiek alkoholu możesz z miejsca zapomnieć. Wbrew pozorom nie pachnie to jakoś nadmiernie słodko. Zapach jest dobrze rozłożony i cholernie ułożony zarazem. Podoba mi się :)
Cóż, piwko jest bardzo smaczne, ale czy lepsze niż świeżaczek? Niekoniecznie. Z pewnością jest inne, jego profil się zmienił, ale ocena pozostaje taka sama.

OCENA: 8/10

Jeśli ten tekst Ci się spodobał i nie chcesz, by w przyszłości ominęły Cię kolejne, ciekawe artykuły na temat wyleżakowanych piw – już teraz zapisz się do newslettera, dołącz mnie do swoich kręgów Google+ lub polub mój profil na fejsie ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz