poniedziałek, 20 lutego 2017

LODOŁAMACZ z BROWARU SPÓŁDZIELCZEGO



Dwie wymrażane nowości z Browaru Spółdzielczego wywołały kolejną gównoburzę w piwnym półświatku. Jak zwykle poszło o ceny i to głównie w kontekście Kopyra, który jak wiadomo jest zwolennikiem wysokich cen piwa, czy mówiąc dokładniej piwnych sztosów. Ja tradycyjnie mam to wszystko w dupie i robię swoje. Wiecie, że nawet nie chce mi się pisać komentarzy na temat tego, co o tym sądzę?
Dziś drugi wymrażany mocarz z Pucka. Królowa Lodu spisała się znakomicie, ale to właśnie Lodołamacza jestem bardziej ciekaw. Wymrażany koźlak, czy RIS raczej nikogo nie dziwi, ale żeby wymrozić podwójną ipę, to albo trzeba mieć wyobraźnię pięciolatka, albo jaja ze stali. Kto to w ogóle wymyślił? Kto na świecie widział, by wymrażać kultowe dziecko piwnej rewolucji? Jaki to ma cel? Żeby było jeszcze bardziej gorzkie? Czy bardziej owocowe? Bardziej słodowe, a może bardziej chmielowe? Sprawdźmy. 


Piwo ma ładną prezencję. Może nie jest to Natalia Siwiec, ale też jest wporzo. Ciecz jest lekko zamglona, bursztynowa z niewielką domieszką miedzianych odcieni. Piana ładna, zwarta, bujna i drobna. Pięknie krążkuje i diabelnie długo cieszy oko.
Smak nie jest jakiś nadzwyczajny. Z pewnością mocno słodowy i okrutnie wyrazisty. O tak, słodu tu na pewno nie brakuje. Są też tosty, opiekane pieczywo, biszkopty, melanoidy, karmel i morze żywicy. Z tyłu chowają się niewielkie akcenty chmielu, ziół oraz cienie bardzo subtelnych owoców, niech będzie że tropikalnych. Do gry dość szybko włącza się chmielowa goryczka. Mocna i zdecydowana, ale też raczej krótka, niezalegająca i bardzo przyjemna. Świetnie sobie radzi z opasłym słodowym cielskiem. Troszkę też czuć gryzący alkohol, który nieco piecze w gardełko. Nie najgorzej to smakuje, choć całość jest taka trochę mdła. Chyba za dużo tu tej słodowości. Brakuje mi tu większego owocowego kopa, głównie cytrusów ma się rozumieć.

W aromacie za to miła niespodzianka, bo ze szkła wyraźnie buchają kwaskowe cytrusy, wspierane przez słodsze tropiki – marakuję, mango oraz liczi. Naprawdę przyjemnie owocowy to zapaszek. Strona słodowa występuje dopiero na drugim planie wnosząc lekko opiekane, zbożowe nutki polane sowitą ilością słodkiego karmelu i posypane cukrem kandyzowanym. W tle natomiast egzystuje niewielka domieszka trawiastego chmielu, kwiatów, ziół, lasu i żywicy. Bardzo rześko i świeżo to pachnie w odróżnieniu do tego, co piwo oferuje kubkom smakowym. Alkohol w zasadzie nieobecny. Takie coś to ja kurna rozumiem ;)
Piwo jest dosyć gęste, lepkie i wyraźnie czuć jego ciężar. Body naprawdę jest zabójcze. Trochę szkoda, że wymrażanie pchnęło ten trunek w smaku w stronę nadmiernej słodowości, wyraźnie odzierając je tym samym z owocowej podbudowy. No, chyba że jej tu zbyt dużo nigdy nie było, tego nie wiem. Lodołamacz to kawał mięsistego napitku, dobrze zbalansowanego, ale chyba zbyt monotonnego jeśli chodzi o smak. Pełnia jest duża, to samo tyczy się treściwości. Goryczka jest za to całkiem sympatyczna, dość tęga, a przy tym nie unicestwia kubków smakowych. Sumarycznie zatem smakowo piwo wypada niewiele lepiej niż przeciętnie, jestem wyraźnie zawiedziony. Aromat natomiast to już zupełnie inna bajka. Jest mega intensywny, bogaty i przede wszystkim rześki, a o to przecież chodzi w tym stylu.
Mimo to zaczynam się zastanawiać, czy wymrażanie nowofalowego trunku ma większy sens?
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK. 11%
TERMIN WAŻNOŚCI: 14.02.2018
BROWAR SPÓŁDZIELCZY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz