czwartek, 2 lutego 2017

PORTER BAŁUCKI z PIWOTEKI




Jak wiecie kilkanaście dni temu zrobiłem sobie na blogu „tydzień z porterem bałtyckim”, kiedy to przez sześć kolejnych dni z wielkim zamiłowaniem i premedytacją wlewałem w siebie porterowe nowości. To znaczy nowości na blogu, bo np. porter z Podgórza to już stare dzieje. Zabieg ten skutecznie opróżnił moją piwniczkę z tego typu napitków. Zostało jeszcze kilka RISów, ale to już inna bajka. No więc wyobraźcie sobie, że minęło zaledwie półtora tygodnia, a mogę już robić kolejny „tydzień z porterem bałtyckim”! Świadczy to co najmniej o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że jestem zdrowo pierdolnięty na temat tego stylu piwa. Po drugie, że w Polsce trwa właśnie porterowy zawrót głowy. Z tego drugiego faktu należy się oczywiście tylko i wyłącznie cieszyć, natomiast z tego pierwszego niekoniecznie. Zostawmy jednak te moje dywagacje, bo oto jeden z nich. Z tych nowych porterów znaczy się. Porter Bałucki z Piwoteki. Jest to druga warka tego piwa, w której zmieniono nieco recepturę. Nie znam jednak szczegółów tego procederu. Nie piłem pierwszej warki, więc i tak nie miałbym porównania.
Wyróżnikiem tego napitku są dębowe płatki sherry (wery najs) oraz drożdże górnej fermentacji (sic!). Tak drodzy czytacze. Kolejny po Konstancinie i Baranie z Jajem „bałtyk” na „górniakach”. Nie zamierzam z tego powodu bojkotować tego piwa, ale naprawdę nie rozumiem takiego postępowania. Jaki jest tego cel? Żeby zyskać te kilka dni na fermentacji? Żeby piwo było bardziej zadziorne? Żeby celowo upodobnić je do RISa? Naprawdę nie potrafię tego rozkminić. Porter bałtycki powinien być rdzennym lagerem i kropka! To mówię ja – Amator Piwa kurna jego mać!


Z tego co mi wiadomo rodzaj drożdży w tego typu piwie odgrywa raczej niewielką rolę. Tu zasyp (słody) ma robić robotę, no i ewentualne dodatki. Dlatego też Porter Bałucki smakuje dość porterowo. Jest sporo słodko-gorzkiej czekolady, są palone słody, ale nie w jakichś ekstremalnych ilościach. Towarzyszy im przyjemna nuta kawy zbożowej, kakao i odrobina lukrecji, która jest jednym z wyróżników porteru bałtyckiego. W tle można też dostrzec lekkie echa suszonych owoców, cukru trzcinowego oraz subtelne muśnięcie orzechem laskowym i mokrym drewnem. Smaczne to jest, nawet bardzo. Smaczne i ułożone. Alkoholu nie czuję praktycznie wcale. Wysycenie jest średnie w kierunku niskiego, czyli w tym wypadku optymalne. Goryczka nie udziela się tutaj jakoś szczególnie mocno. Jej moc jest stosunkowo niewielka, ale to jednak wystarcza by zbalansować słodową pełnię. Piwo nie jest za słodkie. Nie ma takiej opcji.
Do wyglądu także nie sposób się przyczepić. Całość prezentuje się naprawdę przepięknie. Piwo jest totalnie czarne (co nie jest w stylu, ale ja na takie rzeczy raczej nie patrzę), a wieńczy je obfita czapa beżowej piany. Drobnej, mega puszystej i niebywale trwałej. Pianka lejsinguje przeciętnie i do miszczów tego tematu nawet nie ma startu. Ale cóż to znaczy w stosunku do smaku i zapachu, który piwo oferuje?

W smaku już wiecie o co kaman, no to teraz aromat. Jest dość wyraźny, choć daleki od urywania nosa. Całość pachnie słodkawo, czekoladowo, lukrecjowo. Czekolada deserowa przejmuje ster i nie oddaje go, mimo usilnych starań odbicia go przez lukrecję. Walce tej z politowanie przygląda się przyjemna nutka kawy zbożowej, karmelu i dębiny! Tuż za nimi, jak mysz pod miotłą, cichutko siedzą subtelne tony prażonych słodów, cukru kandyzowanego, suszonych owoców i ponownie orzechów. Alkohol delikatnie pobrzmiewa, ale sprawia miłe likierowe wrażenie. Bardzo przyjemnie to pachnie. Nie jest to oczywiście jakiś mistrzowski poziom, ale naprawdę piwko pachnie zacnie :)
Cieszę się jak mysz z nowej porcji Ementalera z racji tego, że wióry dębowe z beczki po Sherry naprawdę coś wniosły do tego piwa. Oczywiście to nie to samo, co bezpośrednie leżakowanie w beczce, no ale naprawdę jest spoko. Całe piwo jest bardzo spoko. Pełnia jest duża, treściwość także niczego sobie. Ciecz jest umiarkowanie gęsta, ale przypominam, że to tylko 20° Plato, więc do likieru, czy syropu mu daleko. Goryczka też jest jak najbardziej w stylu. Na pewno nie przegięta, ale też nie za słaba. Piwo nie zamula i nie jest jakieś strasznie słodkie, choć z drugiej strony do całkiem wytrawnych daleko mu jak stąd do Hollywood. No, ale to przecież dobrze. Całość pije się dość żwawo, jak na te parametry. Smakuje mi ten porter. Nawet bardzo.
Teraz zapewne zapytacie mnie, po co ta cała heja, że piwo na górnych drożdżach? Przecież smakuje to jak czystej postaci porter bałtycki. No w sumie tak. To ja zapytam, czemu to nie jest lager? Jestem niemal pewien, że wrażenia byłyby nader zbliżone.
OCENA: 8/10
CENA: ok 9.50ZŁ
ALK. 8%
TERMIN WAŻNOŚCI: 20.06.2017
BROWAR PIWOTEKA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz