czwartek, 29 grudnia 2016

KONSTANCIN PORTER



Znacie mnie. Wiecie, że jestem zdrowo pieprznięty na punkcie porterów bałtyckich i ruskich stałtów. Ostatnio stanąłem dosłownie na głowie, aby być w posiadaniu nowości z Browaru Czarnków, tudzież Kamionki. Chodzi o piwo Konstancin Porter. O piwie napiszę za chwilę, bo wpierw muszę wyjaśnić zawiłości związane w producentem (zakładam, że nie każdy kuma tutaj czaczę). Otóż Browar Czarnków powstał w XIX wieku w miejscowości o wiadomej nazwie. W 2011 roku jego właścicielem została spółka „Browar Gontyniec”, która rozpoczęła też budowę własnego browaru w Kamionce. W między czasie firma ta zakupiła podwarszawski Browar Konstancin, w sumie tylko po to, by sprzęt tam zainstalowany wywieźć do Kamionki i tam zamontować w nowo wybudowanym browarze. Jakiś rok lub dwa lata temu firma ta zmieniła nazwę na „Browar Czarnków S.A.” (z siedzibą w Kamionce). Tak to w skrócie wyglądało. Obecnie z tego co mi wiadomo marki piwa Gniewosz oraz Noteckie powstają w Czarnkowie, a piwa Konstancin w Kamionce.
Wracając do rzeczonej nowości, napaliłem się na tego portera jak szczerbaty na sucharka. Trzymając już piwo w dłoni, z bananem na gębie zacząłem uważnie studiować etykietę. 24°Blg - bardzo dużo jak na ten styl, nawet więcej niż ustawa BJCP przewiduje. 8,3% alko – przy takim ekstrakcie niezbyt wiele, więc pewnie będzie słodko, bardzo słodko! W składzie prócz tradycyjnych słodów mamy takie cymesy jak: słód wędzony (szacun), suszona śliwka (podwójny szacun), słód carared (nice), jęczmień prażony (gitara), słód barwiący (a na cholerę mi to badziewie?) oraz uwaga…. drożdże górnej fermentacji!!! OMG! Cóż oni uczynili?! Jak oni mogli mi to zrobić?! Teraz przez co najmniej tydzień nie będę mógł zasnąć. 


Z technicznego punktu widzenia nie jest to porter bałtycki, choć wszystkie znaki na niebie, ziemi i etykiecie na to wskazywały. Oczywiście do sądu nie pójdę, bo zgodnie z prawem nigdzie na butelce nie ma słowa „bałtycki”, ale mieszkając nad Wisłą i patrząc na tak wysokie parametry, każdy kumaty beer geek dałby się pociąć w talarki, że to nasz piwowarski skarb Polski. A tu taki zonk :/

Mam pomysł – udam, że nie wiem nic o drożdżach i traktuję to piwo jak tradycyjnego baltic portera. Zaczynam je smakować. Pierwszy łyk, potem drugi. Kurde mocne jest. Tęgie jest. Gęste jak syrop jakiś. Bardzo gładkie, oleiste i aksamitne jak kozaki mojej żony. Czarne jak smoła, totalnie nieprzejrzyste jak rasowy RIS (słód barwiący się kłania). W ustach mam sporo słodyczy, a jednocześnie dużo bardzo mocnej kawy, palonych słodów i cholernie gorzkiej czekolady. Uff… dużo tego. Jest ostro, wyraziście i bezkompromisowo. Nieco w głębi spotykam na swej drodze gorzkie kakao, opiekany karmel, akcenty czekolady deserowej, niuanse suszonych owoców, a także nuty ciasta tiramisu oraz brownie. Wszystko jednak niknie pod naporem solidnej - jak japońskie samochody - goryczki, która naprawdę nieźle daje popalić. Goryczka o ziołowo-kawowo-palonym profilu jest niebywale mocna, ale zarazem dość krótka i szlachetna. Robi co trzeba i spiernicza w krzaki. Nasycenie jest średnie, optymalne. Alkohol jest nawet nieźle ukryty - coś tam łaskocze w przełyku, ale głównie to grzeje w kiszkach. W ustach natomiast prawie go nie czuć. Bardzo charakterne piwo, które nie bierze jeńców. Wow!

Tak wyrazistym i niebywale zadziornym jak na porter smakiem, zostałem mocno zbity z tropu, ale przyszedł w końcu czas zapuścić kichawę do szkła. Trochę się dziwię, bo aromat jakoś mocno nie bucha mi w twarz. Piwo sprawia wrażenie łagodnego i ułożonego, ale przecież smak wydaje się być zupełnym tego zaprzeczeniem. Konstancin Porter pachnie głównie czekoladą deserową, lekką kawą oraz prażonym słodem polanym sowitą dawką karmelu. W tle odnalazłem jeszcze ślady suszonych owoców (bardzo przyjemne), cukru trzcinowego, melasy i ulotnej lukrecji. Alkohol także gdzieś tam się pałęta, trochę nawet gryzie w nozdrza, ale nie jest to jakieś ekstremalnie traumatyczne odczucie. Dość porterowy to zapaszek. Sumarycznie całkiem niezły, choć mocno odstaje do tego, co piwo prezentuje w smaku. Tam jest totalny diabeł, a tu łagodny baranek ;)
Jasna Twoja mać! Cóż za dziwne piwo. Trunek o dwóch twarzach. Bardzo pełne w smaku, gęste, solidne, tęgie, mocarne i okrutnie wyraziste. Słodko-gorzkie, aksamitne z zabójczą dozą goryczki i rozgrzewającym, lekko alkoholowym finiszem. Balans nieźle zdaje tu egzamin, podobnie jak sporych rozmiarów treściwość oraz pijalność, która też nie jest najgorsza. Mam jednak wrażenie, że całość jest jeszcze nieułożona. Zapach zaś to druga strona medalu z dominantą słodkich, łagodnych, typowo porterowych i zaokrąglonych klimatów.
Piwo jest naprawdę mocno agresywne i zadziorne. Pod paroma względami przypomina mi pite niedawno Lilith od Golema. Powiem Wam coś jeszcze – nieźle wali w dekiel. Piłem bardzo powoli, a i tak szumi we łbie ;)
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK. 8,3%
TERMIN WAŻNOŚCI: 11.2017
BROWAR CZARNKÓW//BROWAR KAMIONKA

2 komentarze: