piątek, 23 grudnia 2016

LILITH z BROWARU GOLEM



Dzisiaj przytargałem na kwadrat choinkę. Sztuczną z marketu. Imitacja jodły kaukaskiej – ładne drzewko. Zjeździłem całą Częstochowę, by kupić to cudo. Wszystkie OBI, Castoramy i Praktikery. Nawet w Żabce byłem, ale choinek nie mieli. Tak mi pani powiedziała.
Montaż trzech elementów i stojaka zajął mi dwie minuty, natomiast rozginanie oraz równomiernie układanie wszystkich gałązek (jest ich multum) dobre ponad pół godziny! Reszta już należy do mojej żony. Ja się do bombek i światełek nie wpierdzielam.
Naprawdę się przy tym narobiłem, zmachałem się. W związku z czym zachciało mi się piwa. Wierzcie mi, nie planowałem dzisiaj moczyć gęby, no ale przecież nową choinkę koniecznie trzeba było oblać! Wszystko co nowe trzeba oblewać, aby długo nam służyło. Choinkę na przykład oblewa się, by nie zwiędła po trzech dniach, by chociaż do Trzech Króli wytrzymała. Chyba dobrze zrobiłem, co nie? ;p
Świąteczne drzewko postanowiłem oblać ruskim stałtem z Browaru Golem. Do tej pory piłem od nich tylko jedno piwo – debiutanckiego Dybuka. Był bardzo dobry. Czy Lilith jest w stanie mu dorównać?


Z początku ciężko powiedzieć, bo mimo czarnej barwy, są to dwa zupełnie inne piwa. Lilith w smaku pokazuje pazurki już od pierwszego łyku (łyka?). Piwo jest naprawdę ciężkie, okrutnie palone i mega wyraziste. Kawa, kawa i jeszcze raz kawa. Świeżo parzona, bardzo mocna, tęga i bardzo gorzka. O śmietance, albo cukrze możesz tylko pomarzyć. To jest kawa dla prawdziwych twardzieli, co mają cojones jak arbuzy. Jak się do tej kawy już przyzwyczaisz, to wyczujesz jeszcze olbrzymią ilość palonych słodów, sporo gorzkiej czekolady i nieco popiołu. Niestety w to wszystko miesza się wyraźna alkoholowa nuta, która ciągnie się, aż do finiszu. Alko drażni i piecze, zostawiając w ustach naprawdę niefajne odczucie. Do gry włącza się także konkretna kawowo-ziołowa goryczka, niestety podszyta wspomnianym etanolem. Goryczka jest długa, mdła, toporna i wysoce alkoholowa. Fuck! Ale żem se piwo otworzył...
Lilith może nie smakuje wybornie, ale wygląd ma całkiem wporzo. Ciecz jest czarna jak smoła i gęsta jak syrop przeciwkaszlowy. Piana nie jest zbyt obfita, ale za to dość zwarta i puszysta. Kolor też ma zacny – niemalże zupełnie brązowy, co nawet w RISach jest rzadkością.

Wyraźnie alkoholowe w smaku piwo na szczęście w aromacie wódą już tak nie wali. Choć oczywiście coś tam z lekka nos trąca. Ale takie lekkie trącanie przy takim woltażu, to ja jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Ogólnie rzecz biorąc RIS od Golema nie pachnie jakoś mocno intensywnie. Dominuje tu oczywiście wyraźna kawa i palone słody. Na drugim planie możesz doszukać się gorzkiej czekolady, pralinek z alkoholem oraz lekkich tonów suszonych owoców – czarnej porzeczki oraz śliwki węgierki. W tle cały czas pałęta się likierowa nuta, która jak już pisałem nie uprzykrza życia tak bardzo, jak to miało miejsce w smaku. Sumarycznie nie najgorzej się to wącha, ale daleki jestem od jakichś piwnych uniesień.
Lilith to dość gęste i pełne w smaku piwo. Słodyczy tu nie uświadczysz, nawet nie próbuj szukać. Ciecz jest do bólu wytrawna, a mocarna i alkoholowa goryczka nieźle wykrzywią Ci  facjatę. Skopią ci dupsko, że przez miesiąc nie siądziesz na stołku. Goryczka jest naprawdę zadziorna, tępa i ordynarna. Coś jak opozycja ostatnio w naszym Sejmie ;)
Słaby balans, zupełnie nieułożona goryczka oraz wyraźny spiryt na języku, to trzy główne grzechy tegoż napitku. Grzechy poważne i niewybaczalne, które skutecznie uprzykrzają konsumpcję. Gdyby nie to, byłby z tego świetny RIS.
Piwo wypiłem, ale naprawdę z niemałym trudem. To piwo dla prawdziwych hardcorów, co to wódę z gwinta walą :p
Aż dziw bierze, że opinie innych o tym piwie są tak pozytywne.
OCENA: 5/10
CENA: 11ZŁ (Skład Piwa)
ALK. 10%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.2018
BROWAR GOLEM//BROWAR CZARNKÓW

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz