niedziela, 25 grudnia 2016

MOJA PIWNICZKA: 4,5-LETNI PORTER WARMIŃSKI



Witam Was w Mojej Piwniczce – prawdopodobnie jedynym w Polsce regularnie ukazującym się cyklu, poświęconym długo leżakowanym piwom. Są to piwa minimum czteroletnie, a wpisy z tej serii ukazują się mniej więcej raz w miesiącu w okresach jesienno-zimowych.
To tak gwoli przypomnienia. Teraz czas na konkrety. Po Żywieckim Porterze przyszedł czas na niemal równie znanego i jeszcze bardziej poważanego polskiego portera bałtyckiego. Porter Warmiński jest bardzo popularnym i względnie dostępnym piwem. Przez smakoszy jest uważany za jeden z lepszych przedstawicieli tego stylu. Od wielu lat święci triumfy na polskich, a także zagranicznych konkursach piwnych (złoto oraz brąz na European Beer Star).
Mój egzemplarz pochodzi z 2012 roku i jest jeszcze odziany w stare szaty, a nawet podwójnie stare można rzec. Między tym co widzicie na zdjęciu, a najnowszą wersją, przez pewien czas funkcjonowała jeszcze jedna etykieta.
Dla mnie jest to jeden z najrzadziej pitych porterów, więc znam go bardzo słabo. Głównie dlatego, że jest jednym z najdroższych. Przy zakupie trzeba się liczyć z wydatkiem co najmniej 7 złociszy. To dość sporo, bo równie smacznego porterka możemy nabyć na przykład za 4.5zł :)
Ząb czasu trochę już nadgryzł kontretykietę oraz kapsel, na którym ruda tańczy już jak szalona. Data ważności jest nieczytelna, czy może raczej niekompletna, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że był tam rok 2013. Jestem pewny na 110%! Mam bardzo dużą wilgotność w piwnicy, z którą nie radzi sobie niskiej jakości papier. Etykiety niektórych piw z biegiem lat po prostu rozpadają się przy najmniejszym dotknięciu. Wystarczy potrzeć je przez przypadek palcem, a papier się rozpada jak babka z piasku. Taka kurde sytuacja.

Producent
Browar Kormoran
Termin ważności
01.06.2013
Wiek (miesiące)
57
Zawartość alkoholu (%)
9
Ekstrakt (°Blg)
21

Ponad czteroletni Porter Warmiński prezentuje się naprawdę zacnie. Jest totalnie czarny jak RIS jakiś! Wyraźnie beżowa piana jest drobna, zwarta, niebywale puszysta i trwała jak niemieckie samochody, a na szkle zostawia liczne i wzorzyste firany. Naprawdę pięknie się na to patrzy. 


Smak to nektar i ambrozja w jednym. Piwo jest niesamowicie aksamitne, ułożone, gładkie i zaokrąglone jak pupa Kim Kardashian. Umiarkowanie palone słody łączą się tutaj z najwyższej klasy czekoladą deserową, wspieraną przez łagodną, świeżo parzoną kawę. Mniam! Jakież to gęste, jakie bogate, jakie pyszne! :D Drugi plan to popis słodkich pralinek i suszonych owoców spod znaku śliwek, rodzynek, fig oraz czarnych porzeczek. Totalny odlot. W tle dumnie pręży pierś lekka kawowo-czekoladowa goryczka. Pojawiają się także echa lukrecji, karmelu i cukru kandyzowanego. Jest raczej słodko, ale okrutnie przyjemnie. Super się to pije.
Aromat bucha ze szkła niczym para z lokomotywy parowej. Tu jest równie pięknie, a może nawet piękniej! Ludzie przecież to pachnie jak rasowy ruski stałt (przynajmniej jeśli chodzi i estry owocowe). Suszonych owoców jest tu w pytę, od cholery i ciut jeszcze. Wszędzie walają się suszone śliwki, wiśnie, porzeczki i rodzynki. Dalej mamy masę czekolady, przeważnie mlecznej, choć i tabliczka gorzkiej się znajdzie. Jest też sporo ciemnych palonych słodów oraz kawy. Paloność jednak jest dość lekka i zwiewna, w żadnym razie się nie narzuca. Kawka też jest dobrze posłodzona, może nie totalna lura, ale do typowej „siekiery” jej daleko. Tłem suną cienie cukru trzcinowego, karmelu i łagodnej melasy. Słodko to pachnie, słodko i mega owocowo. W to mi graj! :D

Wyleżakowany Porter Warmiński to typowo deserowe piwo, w którym balans jest wyraźnie przechylony w stronę słodowej słodyczy (niektórym może to przeszkadzać, ale nie mi). Dzięki temu trunek jest bardzo treściwy, poniekąd też gęsty, lepki, a nawet nieco oleisty. Alkohol ułożył się tutaj tak mocno, jak to tylko możliwe. W zasadzie w ogóle go nie czuć. Nie ma mowy o jakimkolwiek drapaniu, pieczeniu, czy choćby grzaniu w przełyku, co na pewno jest ewenementem przy tym woltażu. Piwo jest strasznie estrowe, owocowe, ale też wielowątkowe, gładkie i ułożone jak przysłowiowa przyzwoitka. Jego pijalność jest nad wyraz wysoka – bez przerwy sięgam po szkło. Chyba tylko kajdanki i kaloryfer mogłyby mnie przed tym powstrzymać.
Czas wyraźnie mu posłużył – jest jeszcze lepszy niż świeża wersja. Czas to sprzymierzeniec każdego porteru bałtyckiego (chyba, a przynajmniej mam taką nadzieję).

W przypadku tego porteru data ważności wynosi 9 miesięcy. Określając jego wiek dodałem również czas leżakowania w browarze, który wynosi (jak podaje producent) minimum 5 miesięcy. Gdy browar będzie publicznie informował ile dane piwo dojrzewało sobie in situ, to zawsze będę dodawał ten czas do jego ogólnego wieku. Ma to niebagatelne znaczenie szczególnie w przypadku naprawdę długo leżakowanych piw (np. porteru z Browaru Podgórz).
Przecież piwo jest już piwem (istnieje) od momentu zakończenia procesu fermentacji, a nie dopiero od chwili wlania go do butelki.

OCENA: 9/10

Jeśli ten tekst Ci się spodobał i nie chcesz, by w przyszłości ominęły Cię kolejne, ciekawe artykuły na temat wyleżakowanych piw – już teraz zapisz się do newslettera, dołącz mnie do swoich kręgów Google+ lub polub mój profil na fejsie ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz