wtorek, 27 grudnia 2016

YGGDRASIL z BROWARU WASZCZUKOWE



Ale se dziś piwo walnąłem. Przedziwne, cudaczne, fikuśne, pokręcone jak moje włosy na jajach, albo nawet włosy na jajach murzyna (oni mają jeszcze bardziej pokręcone). Jest to piwo z serii „nawet nie próbuj poprawnie wymówić jego nazwy, bo sobie jęzor połamiesz”. Gips murowany. Ja nawet nie próbowałem tego powiedzieć. Zapewne zabrzmiało by to, jak bełkot urżniętego w trupa obszczymurka albo jeszcze gorzej.
Yggdrasil wg Browaru Waszczukowe to Malt Øl – takie wiejskie, norweskie piwo, poniekąd trochę spokrewnione z fińskim Sahti, co to Pinta ma w swojej ofercie. A dlaczego jest takie wyjątkowe? Co najmniej z kilku powodów. Poza groźnym wikingiem na etykiecie, który wygląda jakby za chwilę miał komuś spuścić łomot, piwo to zawiera w składzie jagody jałowca oraz ziele krwawnika. Nie pytajcie mnie co to jest ten krwawnik, zapytajcie wujka gugla, bo ja nie wiem. Prócz tego piwo było filtrowane przez te same gałązki jałowca, z których pochodziły jagody wrzucone do kadzi (ta sama metoda, co w Sahti). No i na koniec gwóźdź programu – drożdże górnej fermentacji typu Kveik (nie mylić z tym Kwejkiem). Słowo „górnej” nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia, bowiem piwo fermentowało sobie w granicach 40-45°C!!! Zapewne większości z Was nic to nie mówi, ale piwowarom domowym w tym momencie na bank gałka mocno zbielała. To dwukrotnie wyższa temperatura niż tradycyjnie stosowana przy górnej fermentacji! Taka kurde sytuacja. 


Yggdrasil to naprawdę kuriozalny trunek. Z jednej strony nieco słodkawy, z drugiej delikatnie gorzki, a z trzeciej lekko kwaskowy! Piwo jest dość gęstawe, lekko zawiesiste i bardzo mętne. Dominuje w nim oczywiście słodowość, ale nie jakaś nachalna, czy uporczywa. Powiedziałbym nawet, że ciecz jest dosyć rześka w smaku, jak na 16,5° Blg. Są tu ciasteczka, chlebek, miodek oraz biszkopty. Po chwili pojawia się też wyraźny jałowiec, jakieś zioła, (pewnie ten krwawnik), chmiel, trawa, a całość zwieńczona jest lekkim kwaskiem i niezwykle przyjemnym owocowym sznytem. Są to czerwone owoce o ile mnie kubki smakowe nie robią w konia. Finisz natomiast został okraszony bardzo niewielką goryczką o chmielowo-ziołowym nastawieniu. Wysycenie jest niskie i nieinwazyjne. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Oba kciuki w górę :)
Piwo ładnie wygląda w szkle. Może nie tak ładnie jak golutka Selena Gomez na Twoim kompie, ale też jest na co popatrzeć. Jego barwa to mariaż koloru typowego miodu oraz soku z pomarańczy. Wieńczy je umiarkowanie wysoka czapa kremowej i drobnej piany, która jest dość trwała i tworzy przepiękne firany na ściankach.

W aromacie też atakuje mnie cała feeria miłych dla nosa zapachów. Co ciekawe, wcale nie przeważają tutaj nuty słodowe, lecz owocowe! Tak, cudnie pachnie mi czerwonymi owocami, spod znaku poziomki, dzikiej róży, czerwonej porzeczki i granatu. Na dalszym planie mamy jałowiec, akcenty leśne, chmiel oraz zioła. Po tym wszystkim w oddali dopiero zaczyna majaczyć niewielka słodowość, niuanse chlebowe oraz mokre zboże. W tle ponownie pojawia się subtelny kwasek, który kojarzy mi się z rabarbarem! Mówiłem, że to dziwaczne piwo. Dziwaczne, ale niezwykle przyjemne. Takie, którego nie zapomnisz po pierwszym lepszym Żubrze, czy Harnasiu. Takim, które zapamiętasz na bardzo długo. Co najmniej tak długo jak golutką Selenę na Twoim kompie… ;)
Piwo fajnie się pije, a jeszcze lepiej wącha. Dziwoląg z niego totalny, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że mi nie smakuje. Pełnia jest tu dosyć wysoka, treściwość średnia, za to balans jest idealnie wymierzony, w punkt kontruje słodową podbudowę. Goryczka jest niewielka, ale i nie musi być. Słodyczy wbrew pozorom nie ma tu zbyt dużo.
Szczególnie podoba mi się tutaj ta subtelna kwaskowatość, która wnosi sporo rześkości i lekkości w smaku. Najbardziej jednak intryguje mnie wyraźna owocowa strona tegoż napitku, której zupełnie się tutaj nie spodziewałem. Czyżby to była zasługa polskiej Sybilli i Marynki?
Reasumując jest to świetne piwo o nieco zaskakującym profilu. Mimo niemałych parametrów pije się je gładko i szybko. Bez wątpienia kojarzy się z czymś dzikim, odległym i nieznanym. Szczerze polecam.
OCENA: 8/10
CENA: ok 9ZŁ
ALK. 6,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 10.04.2017
BROWAR WASZCZUKOWE//BROWAR RZEMIEŚLNICZY JAN OLBRACHT

2 komentarze:

  1. Owocowość zapewne od kveikowych drożdży. Te przypuszczenia wynikają z opinii piwowarów domowych, którzy przetestowali już te drożdże. Sam jeszcze na nich piwa nie piłem ;)

    OdpowiedzUsuń