środa, 1 lutego 2017

UCHO OD ŚLEDZIA z PIWOTEKI




Kontynuujemy szalony „Tydzień z Browarem Piwoteka”. Czas na trunek nr 3.
Jeśli w tym kraju istnieje jakieś piwo, które nie jest RISem lub porterem bałtyckim, a ja napaliłem się na niego jak babcia na krem Corega, to musi to być Ucho Od Śledzia. Chorowałem na nie od dawna, ale jakoś w „moim” sklepie go nie było, a jak raz było to jakimś cudem mi umknęło. No, ale wiadomo – co się odwlecze, to nie uciecze.
Jeśli ktoś z Was jeszcze o nim nie słyszał, to z chęcią wyjaśniam. Ucho Od Śledzia to Foreign Extra Stout z płatkami owsianymi, słodem wędzonym i śledziami w składzie!!!! Tak. Śledzik. Taki sam, co to go do wódeczki zagryzamy. A tak dokładniej to część rybek, która tu trafiła była wędzona, a część zupełnie świeża, ale mniejsza o większość. Ważne jest to, że jest to jedno z najsłynniejszych piw od Piwoteki i jednocześnie jedno z najbardziej odjechanych (pod względem składu), które zostały w tym kraju zmajstrowane. Lecimy z koksem, czy może raczej ze śledziem ;)


Piwo w szkle wygląda cudnie. Po prostu palce lizać. Ślinotok murowany. Jest czarne jak Twój najczarniejszy koszmar. Nie ma mowy o jakichkolwiek prześwitach. Do tego ta piana! Obłędna, puszysta, drobna, głęboko beżowa, zwarta, nieziemsko trwała. Mam wyliczać dalej? Naprawdę genialnie się to prezentuje. Szacun.
Jak wspominałem nie piłem nigdy tego piwa, któremu piwosze zarzucają w zasadzie zupełny brak obecności akcentów śledziowych. Mimo śledzia w składzie, nie czuć go. Co najwyżej część osób wspomina o jakiejś mineralności, soli morskiej i tego typu klimatach. No, a jak wiadomo to nie to samo, co nasza narodowa zakąska do okowity. Ponoć receptura najnowszej warki jest wciąż taka sama, a przynajmniej jeśli chodzi o ilość rzeczonej ryby, topionej w tanku (taki żarcik). No więc jak to jest z tym śledziem? No kuźwa ja go tu nie czuję. Mlaskam na lewo i prawo, wywijam ozorem, ale śledzia jak nie było tak nie ma. Piwko jest bardzo dobre. Jest przyjemnie palone, wyraźnie kawowe, lekko czekoladowe. Czuć nawet tą dymną wędzonkę, ale śledzia (sorry za mięso) ni chuja! Ani świeżego, ani wędzonego. Jestem wyraźnie rozczarowany. Lud miał jednak rację :( Zgodzę się również z tą mineralnością. Coś tam na języku zostaje, ale są przecież piwa o takich klimatach i niepotrzebny jest im kontakt ze śledziem. Subtelna palona goryczka też jest spoko. Generalnie piwko gitara, tylko ten śledź zjebał sprawę.

Wącham i dalej szukam śledzika. Aromat nie jest mocno intensywny. Piwo już mam dosyć ciepłe, więc jeśli nie teraz to kiedy? No chyba jednak nigdy. Ponownie wypadałoby rzucić mięsem, ale  może jakiś dzieciak będzie to czytał, więc się powstrzymam. Naprawdę zapach może się podobać, ale kupując to piwo ludzie szukają czegoś innego. Zostać zrobionym w balona naprawdę nie jest fajne. Mamy tu przyjemnie palone słody, lekką wędzoną nutę typu szynkowo-ogniskowego. Jest także fajna, świeża kawusia oraz tony czekolady deserowej, może też nieco pralinek, gorzkiego kakao, a nawet ociupinka suszonych owoców. W sumie jest wszystko co powinien mieć w sobie śledziowy FES za wyjątkiem śledzia właśnie.
Całość jest dość pełna w smaku, dobrze zbalansowana i to pomimo niewysokiej goryczki. Finisz sprawia półwytrawne wrażenie, choć samej słodyczy jest bardzo niewiele. Piwo jest przyjemnie gładkie (płatki owsiane zdały egzamin), wręcz aksamitne. Lekko wędzone klimaty także świetnie się tu komponują. Naprawdę trunek mi smakuje. Jako dymiony FES robi robotę, ale jak wiadomo każdy człek kupując to piwo napala się głównie na śledzika, prawda? No, a jeśli takie piwerko zakupisz i owego śledzika w nim totalnie nie czuć, inaczej mówiąc  możesz go sobie w dupę wsadzić, no to człowiek ma prawo być wkur… prawda? Gdyby przy takiej formie czuć go było chociaż odrobinkę, to byłaby ósemeczka jak nic. Niestety za rzekome obietnice się srogo płaci, dlatego właśnie taka, a nie inna nota.
OCENA: 6/10
CENA: ok 9ZŁ
ALK. 5,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 10.04.2017
BROWAR PIWOTEKA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz