czwartek, 7 kwietnia 2016

PORTER 24° z Browaru Widawa

Jest! Mam go! W końcu udało mi się zdobyć jedno z najbardziej pożądanych przeze mnie polskich piw (w kolejce wciąż czeka Samiec Alfa). Co najważniejsze nie musiałem nikogo okradać, zabijać, czy namawiać do współżycia ;p
Dla mnie to taki Święty Graal polskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Co prawda nie do końca jest to wersja o którą mi chodziło, ale co tam...
Porter wędzony z Browaru Widawa niejedno ma imię. Wojtek swoją przygodę z tym piwem zaczął dość ostrożnie w 2014 roku od 19° Plato. Piwo było ponoć spoko, ale dupy nie urywało. Wersja 2.0 została solidnie podbita do 24°Blg, co uczyniło go w zasadzie imperialnym porterem bałtyckim. Dodatkowo poddano ją leżakowaniu w drewnie – konkretnie w dębowej beczce po amerykańskiej whisky (bourbonie). No i w ten właśnie sposób Wojtek Frączyk rozbił bank! Piwo smakowało każdemu i w każdych okolicznościach. Ludzie nieomal zabijali się o nie. Było tak cholernie dobre, że zdobyło tytuł Kraft Roku 2015 na Konkursie Piw Rzemieślniczych w Poznaniu. Dzięki bardzo limitowanej ilości w sklepach rozeszło się w zasadzie zanim jeszcze się tam pojawiło.
Mnie też w końcu udało się zakupić to cudo. Niestety nie jest to wersja Barrel Aged, która wywoływała u beer geeków serię spazmów, orgazmów, a niekiedy nawet omdleń. W okolicach lutego pojawiła się bowiem w sklepach trzecia odsłona tego piwa. Od poprzedniej różni je tylko (albo aż) leżakowanie w stalowych tankach. Pies ją trącał! Biorę co jest. Trochę szkoda, że wersja 3.0 nie miała kontaktu z beczką, ale i tak cieszę michę jak głupi do sera :D


Szkoda czasu na pitolenie, bo pewnie jesteście ciekawi jak wypada widawski Porter 24°. Z miejsca mówię, że piwo wyrywa z kapci, jak prawy podbródkowy Kliczki! Każdy łyk tego niezwykłego cymesu wywołuje u mnie duży dreszczyk emocji. Pozytywny dreszczyk ma się rozumieć. Wędzonka w smaku jest bardzo wyraźna, mimo to nie przykrywa pozostałych aspektów. Dymne akcenty świetnie korespondują z palonym słodem i przyjemną, świeżo parzoną kawą. Później wchodzi słodko-gorzka czekolada oraz pralinki. Całe morze niezwykle smacznej czekolady. Mniam! W jej cieniu cichutko siedzą sobie suszone owoce (śliwka, rodzynki), które pomimo swojej obecności nie odgrywają tu znaczącej roli. W tle odnalazłem odrobinkę popiołu, sprytnie przechodzącego w dość zwiewną i łagodną, paloną goryczkę. Piwo jest bardzo gładkie i gęste zarazem. Jego aksamitnie oleista konsystencja sprawia, że ciecz długo sunie po języka, ciesząc mnie każdą najmniejszą kroplą. Alko ponad dyszkę, a kurna nie czuć go w ogóle! Mistrzostwo świata w ukrywaniu woltażu ;)


Smak sponiewierał mnie niczym Molina Adamka, ale zapach to już totalne kopanie dupska. Przede wszystkim czekolada w każdej możliwej odmianie – mleczna, gorzka, gorąca (z automatu) oraz praliny. Nie tanie czekoladopodobne podróbki z dyskontu, tylko jakiś drogi Wedel, czy Lindt. Później rządzi szynkowo-dymna wędzonka - przepiękna, wyrazista i okrutnie szlachetna. Nie można tu również zapominać o dość wyraźnej kawie i palonym słodzie, który świetnie się komponuje z resztą towarzystwa. Samej paloności nie jest jakoś szczególnie dużo, ale mi to akurat pasuje. Rolę tła pełni tutaj natomiast delikatna nutka suszonych owoców, które poznaliśmy już w smaku. Śliwka i rodzynki w miarę opróżniania pokala lekko przybierają na sile, mimo to wciąż nie jest to jakieś wybitnie estrowe piwo. Z drugiej strony kogo to obchodzi? Wywar nadrabia mega wyrazistym i nadspodziewanie nieźle skomponowanym wędzono-czekoladowym profilem!
Wędzony porter z Widawy urzeka nie tylko smakiem i aromatem, ale również wyglądem. Piwo jest niesamowicie czarne i nieprzejrzyste. Stanowi jeden z trzech najciemniejszych porterów bałtyckich jakie w życiu widziałem. Zdobi go umiarkowanie wysoka piana o mieszanej wielkości pęcherzy i pięknej ciemno beżowej barwie. Jej atutem jest nader wysoka trwałość oraz dość wyraźny lacing.
Mój dzisiejszy gość naprawdę nieźle mnie sponiewierał. Nie spodziewałem się aż takiej petardy, zwłaszcza w okrojonej wersji (nie mającej kontaktu z drewnem). Piwo ma absolutnie genialną pełnię, sporą treściwość oraz niespotykaną złożoność. Ciecz jest gęsta, gładka i przyjemnie aksamitna. Balans jest lekko przechylony w stronę słodyczy, choć nie powiedziałbym, żeby całość była nadmiernie słodka. Co prawda typowej goryczki jest niewiele, ale palone słody wystarczająco kontrują intensywne czekoladowe klimaty. A co z pijalnością? Jak to co? Super! Porterek smakuje jak cholera, więc pije się go z zawrotną szybkością. Trzeba się pilnować, by nie wychylić go „na hurrra”. Na uwagę zasługuje także mistrzowsko ukryty alkohol. Nie czuć go praktycznie ani w smaku, ani w aromacie!
Genialne piwo warte każdej wydanej na niego złotówki! Ciężko mi sobie wyobrazić jak musiała smakować wersja leżakowana w drewnie...
OCENA: 9/10
CENA: ok. 11ZŁ
ALK.10,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 25.05.2016
BROWAR WIDAWA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz