sobota, 16 kwietnia 2016

BAŁTYK-PACIFIC COLLABORATON PORTER

Pinta nigdy nie zwalnia tempa. Rzuca piwami na lewo i prawo. Trzeba uważać, by w łeb nie dostać. Jednym z ich najnowszych napitków jest właśnie Bałtyk-Pacific Collaboration Porter. Niby porter bałtycki, niby nie. Jedni mówią, że tak, a Kopyr np. gada, że to takie lagerowe Barley Wine. Cholera wie. Cyferki się zgadzają, drożdże dolnej fermentacji także, choć na butelce nigdzie nie jest napisane, że to Baltic Porter. Jak w zeszłym roku Pinta leciała do Japonii, to mówili, że będą warzyć nasze dobro narodowe – piwowarski skarb Polski. Zresztą, nie ważne. Nie będę tego rozgrzebywał, bo dokopie się do jądra Ziemi...
Jak już zapewne wiecie piwo to powstało w Azji w ramach kooperacji, kolaboracji, współpracy, konsolidacji, koprodukcji, czy jak się tam to teraz nazywa. Niniejszy specjał jest dziełem Baird Brewing z kraju kwitnącej wiśni i Browaru Pinta z kraju kwitnącej jabłoni. Wszystko w tym piwie jest kooperacyjne. Polacy z Ziemkiem na czele ostentacyjnie wrzucali polski chmiel do kadzi, podczas gdy Japońce w tym czasie cieszyli michy, majstrowali przy panelu sterowniczym warzelni i porozumiewawczo kiwali głowami. Grzesiek wrzucał słód do śrutownika, a żółtek naciskał przycisk „start”. Każda nawet najmniejsza czynność była wykonywana kooperacyjnie. Po fajrancie picie polskiej wódki też było kooperacyjne. Poważnie ;) 


Otwieram i przelewam. Jeśli faktycznie ma być to porter bałtycki, to jest to najjaśniejsza jego wersja jaką w życiu widziałem. Piwo jest raczej klarowne, a jego barwa przypomina miedziano-brązowy odcień (wypisz wymaluj Barley Wine!). Wieńczy je dość wysoka piana koloru ecru, zbudowana ze średniej wielkości pęcherzy. Pianka jest żywotna, opada powoli, sowicie brudząc przy tym szkło – lacing pierwsza klasa! Firanki jak u mojej babci w oknie ;>
Jak na 20° Plato kooperacyjny trunek jest dość gęsty i oleisty. Aksamitna gładkość długo sunie na języku, zostawiając po sobie słodowo-karmelowe cienie. Słód jest wyraźnie opiekany, ale nie palony. Przez chwilę jest słodko, lecz po chwili do gry włącza się bardzo wyrazista chmielowo-ziołowa goryczka. Od razu widać, że szyszek to tu nie pożałowali. Gorycz jest dosyć długa, nieco mdła i minimalnie zalega, jednak doskonale wykonuje swoją robotę. Z nawiązką równoważy solidną przecież słodową pełnię. Z tła można wyłapać niewielkie nuty jakichś owoców, tostów, przypieczonej skórki chleba i prażonego ziarna.

Aromat także jest wyraźnie słodowy i karmelowy. Jego intensywność jest bez zarzutu, szkoda tylko, że niewiele się w nim dzieje. Słodowa słodycz, karmel, lekkie muśnięcie suszonych owoców (rodzynki, śliwki, figi) i może jeszcze jakieś pieczywo razowe. O jakiejkolwiek czekoladzie, kawie, czy paloności można tylko pomarzyć. Alkohol? Nieźle ukryty, wręcz minimalny, choć w smaku piwo delikatnie grzeje w przełyku.
No kuźwa sorry, ale porteru bałtyckiego to ja tu nie widzę. Barli łajn owszem, Doppelbock owszem, może nawet Old Ale nieleżakowane w drewnie, ale nie porter bałtycki!
Piwo ma zabójczą pełnię smaku, a dzięki swojej gęstości wywołuje konotacje z jakimś likierem. Jego wyraźna treściwość natychmiast jest unieszkodliwiana przez mocarną i niezbyt szlachetną goryczkę (polsko-niemiecko-japońskie chmiele nie zrobiły roboty). Peszek.
Całkiem niezły balans nieco ratuje tą niezbyt korzystną sytuację. Mimo to Bałtyk-Pacific pije się niezbyt szybko. Pijalność głównie dzięki zalegającej ziołowej goryczce naprawdę jest bardzo przeciętna.
Dziwne to piwo. Zawiodłem się. Fajna, mała, poręczna i nader zgrabna buteleczka za tyle hajsu, a w środku zwykły, niczego nie urywający przeciętniak, którego każdy łyk wywołuje mało przyjemny grymas na twarzy. W głowie zaś powstaje pytanie: „O co tu kurwa chodzi?”.
OCENA: 5/10
CENA: 19ZŁ (Skład Piwa)
ALK.8,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 04.12.2017
BROWAR PINTA & BAIRD BREWING

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz