niedziela, 10 kwietnia 2016

MADAGASKAR


Zaglądam dzisiaj do jakże cennej dla mnie piwnicy, patrzę, a tam cichutko jak mysz pod miotłą siedzi sobie Madagaskar z Browaru Setka. Szczerze to o nim już troszkę zapomniałem, leżało tam już z półtora miesiąca. Może gdybym był bardziej ogarnięty wziąłbym ową butelczynę na X Degustację Sweet Stoutów Bractwa Piwnego, z której to kilka dni temu pisałem relację. Chociaż sam nie wiem... piwo dostałem w prezencie od Pawła Galeji z Krotoszyna (pozdro), więc ciężko byłoby się rozstać z prezentem. Druga sprawa, że trunki z Setki są u mnie ciężko dostępne, a to kolejny powód dla którego ucieszyłem się z tego niby drobnego, ale dla mnie cennego daru.
Madagaskar to Milk Stout, choć nie taki do końca klasyczny. Oprócz laktozy macherzy z Browaru Setka dodali do niego wanilię madagaskarską oraz kardamon. Całość nachmielili hamerykańskim Chinookiem. Od razu napomnę, że nie jestem wielkim wielbicielem stoutów mlecznych, ale przyznam, że brzmi to dosyć interesująco. 


Zaczynam tradycyjnie od wyglądu. Wiem, że tego widać na fotce, ale w rzeczywistości od razu rzuciła mi się w oczy dość jasna jak na stout barwa. Okej, jest ciemna, a nawet bardzo ciemna, ale do koloru czarnej dziury (tej z kosmosu) to jej sporo brakuje. Ciemno brązowa ciecz patrząc pod światło generuje niewielkie burgundowe refleksy. Całość wygląda jak jakiś Dark Lager, no ale niech już tam będzie.
Rzeczony trunek okrył się bardzo obfitą czapą beżowej, grubo pęcherzykowej piany, która niezbyt piknie wygląda. Jest rzadka i dziurawa jak stary durszlak, w dodatku jej żywotność pozostawia wiele do życzenia. Lacing również marginalny. Nieciekawie to wszystko się zaczyna.
Biorę pierwszy, a potem drugi łyk. Kurka wodna! Toż to jakiś Christmas Ale, a nie żaden stout. Kardamon wyczuję nawet w najmniejszym stężeniu, choć w tym wypadku nie muszę się aż tak bardzo skupiać – jest go tu całkiem sporo, przez co pojawiły się u mnie konotacje z piwem świątecznym. Delikatnie piernikowo-kardamonowe klimaty chwilę później łączą się z subtelną dozą wanilii i ciemnym, ale raczej mało palonym słodem. Tuż za nim kroczy laktozowa słodycz, wsparta na niewielkiej i ulotnej nucie mlecznej czekolady. Tłem sunie przyjemny lekki kwasek, chlebek razowy, a także odrobina chmielowych wtrętów. Goryczka znikoma jak opady deszczu na Saharze. Całość wyraźnie słodka, choć nie przesadzona. Wysycenie niskie, poprawne. Jak na ten styl, to dziwnie to wszystko smakuje, choć nie mówię wcale, że źle. Po prostu inaczej.
W aromacie jest bardzo podobnie. Pierwsze uderzenie to wyraźna fala kardamonu, wanilii i piernika. Przy drugim akordzie pojawiają się opiekane słody, a wraz z nimi zwiewna czekolada, tosty i przypieczona skórka od chleba. Na finiszu majaczy subtelny kwasek podbity lekkim chmielem i tropikalnym owocem, coś jakby grejpfrutem. Nader urozmaicony to zapaszek jak na Milk Stouta, ale jak pisałem już wcześniej, przyprawowe dodatki zrobiły z tego piwa dziwną świąteczno-stoutową hybrydę. Wyszła z tego taka ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra ;)
Piwo jest bardzo sesyjne, lekkie i gładkie w smaku. Chyba mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest delikatnie wodniste. Pełnia smaku nie powala, choć do samej pijalności nie sposób się przyczepić. Dzięki lekkiej fakturze i niskiemu nasyceniu ciecz wchodzi jak woda. Laktozowa słodycz wyraźna, ale nie przesadzona. Zarówno smak jak i zapach są dość wielowątkowe, ale trochę brakuje mi tu paloności i większego nacisku na „czarne klimaty”.
Madagaskar z Setki to dosyć dziwne i luźne podejście do tematu. Spróbować można, ale zachwycać się nie ma nad czym.
OCENA: 6/10
CENA: nieznana
ALK.4,9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.04.2016
BROWAR SETKA//BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz