sobota, 25 marca 2017

PALE ALE z NEPOMUCENA



Pora wrzucić na ruszt coś lekkiego, coś chmielowego, coś sesyjnego. Apkę jakąś, w końcu wiosna przyszła. Wiosna wiosną, ale ciężkich kalibrów też mi jeszcze sporo zostało i nie zamierzam ich odkładać do zimy. Stopniowo będą i one pojawiać się na blogu. Nie mam zboczenia odnośnie zależności aury do degustowanych napitków, bo w życiu trza pić to, na ma się akurat ochotę! :)
Rzeczone piwko to jak już mówiłem APA chmielona australijskimi lupulinami. Ciekawym jest to, że mamy tu serię piw (Around The World Edition) różniących się tylko chmieleniem. Mnie trafiła się wersja australijska. Etykieta jak to u Nepomucena szału nie robi, ale jest czytelna i bardzo przejrzysta. Karny kutas natomiast należy się za brak pełnego składu! Nie ma nawet podanych chmieli, które to przecież mają być wyróżnikiem całej serii tych piw.


Piwko w szkle wygląda apetycznie. Jest ciemno złote i bardzo klarowne, choć oczywiście osad z dna został w butelce. Pianka też fajniutka – biała jak świeży śnieżek, bardzo obfita, średnio ziarnista, no i trwała. Opada naprawdę wolno, cudownie brudząc przy tym szkło. No klasyka pełną gębą.
Biorę łyczka i smakuję. Niskie wysycenie, niskie ciało, gładka faktura. Jakoś wyjątkowo to, to nie smakuje. Powiedziałbym raczej, że poprawnie. Podstawą jest biszkoptowo-ciasteczkowa słodowość. W dalszej kolejności na scenę wjeżdżają owoce tropikalne (mango, marakuja, odrobina liczi) i garść cytrusów, głównie skórki z limonki i grejpfruta. Całość spięta jest lekko żywiczno-sosnowym muśnięciem i polana dla kontrastu kapką słodkawego karmelu. Oczywiście piwo słodkawe nie jest ani przez chwilę, bo na posterunku czuwa bardzo sympatyczna goryczka. Nie jest jakoś szalenie mocna, ale i nie musi  być, bo to przecież APA, a nie żadna Ultra DIPA. Ziołowo-grejpfrutowa goryczka jest krótka, szlachetna i gładka. Naprawdę robi co do niej należy. Nieźle to smakuje. Można wypić do grilla, do kiełby, czy innej karkówy. 

Pora wsadzić kinola do szkła i skupić się na aromacie. A jest na czym! Piwko zdecydowanie lepiej pachnie niż smakuje. Tutaj już nowa fala rządzi i dzieli, aż miło popatrzeć. Od zajebania słodkich owoców tropikalnych – liczi i mango dosłownie wyłażą mi z pokala! Jest też granat, marakuja, a nawet ananas i papaja. No ślicznie to pachnie. Cytrusów w sumie jest niewiele, ale pal licho. W tle ponownie pojawiają nuty leśne, sosnowe i żywiczne. Karmel także daje o sobie znać, ale to nawet dobrze. Daleko w głębi natomiast czai się fajna kwiatowa woń, zupełnie jakbym wąchał rabatę świeżo zakwitniętych kwiatów :) Ta owocowość jest tutaj tak silna, że chwilami kojarzy mi się z jakimiś perfumami, albo nawet landrynkami.
Sumarycznie piwko wypada dobrze. Jest naprawdę lekkie w odbiorze, sesyjne, świetnie zbalansowane, wytrawne na finiszu. Chwilami nawet powiedziałbym, że zahacza o rejony wodnistości. Smak urywa się szybko i znienacka, zostawiając dziwną pustkę na języku.
Co do zapachu, to już nie mam żadnych zastrzeżeń. Piwo pachnie świeżo, naturalnie i strasznie intensywnie. Aromat uzależnia lepiej niż dobra gandzia ;p
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK. 4,7%
TERMIN WAŻNOŚCI: 20.06.2017
BROWAR NEPOMUCEN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz