niedziela, 5 marca 2017

SERUM VERITATE z FABRYKI PIWA



„Sztosy, sztosy, sztosy… przetrzebiacie trzosy…”. No kuźwa jest hicior, jest. Bartek z Łukaszem dają radę ;) Od połowy stycznia nie milkną kolejne afery sztosowe. Dziś już pięć dyszek za polskie piwo żadnego birkiga nie dziwi, choć jeszcze dwa lata temu zapewne byłbym bliski zawału. A wczoraj np. wchodzę do sklepu, patrzę, a tam Samiec Alfa w cenie trzycyfrowej! Moja reakcja? Wzruszenie ramionami oraz zapakowanie do siatki kilku (5-6) innych sztosów w zdecydowanie bardziej rozsądnej cenie, choć wciąż nie małej. Rachunek wyszedł podobnie, ale miast jednego napitku mam tyle co w nawiasie :)
Dobra, przejdźmy do meritum. Dziś na blogu nowinka z Fabryki Piwa (jeszcze cieplutka). Chłopaki długo milczeli. Jakieś pół roku snuli plany, przymierzali się, rozkminiali, aż w końcu huknęli jak z armaty. Wypuścili RISa! :D Przyklasnąłem z aprobatą, choć oczywiście RISów ci u nas dostatek. Jednak to nie jest taki zwyczajny ruski Stout. Serum Veritate został przeleżakowany z pewną roślinką o nazwie przytulia wonna. W polskim piwowarstwie jeszcze nikt tego nie stosował. Zielarzem żadnym, czy innym szamanem nie jestem, stąd wiadoma rzecz, że nie mam bladego pojęcia jak to zielsko pachnie, czy smakuje. Mam wrażenie, że nie ja jeden…


Browar w tym przypadku zdecydował się zastosować małą butelkę (rozsądnie) oraz całkowicie inną szatę graficzną, niż używane do tej pory tak charakterystyczne, białe papierowe etykiety z różnymi dziwnymi obrazkami. Oczywiście malowana butelka, to nie to samo, co eleganckie kartonowe pudełko i lak na kapslu, ale i tak zwiastuje nam coś lepszego niż dostajemy w standardzie.
Otwieram i przelewam. Piwo w szkle wygląda genialnie! Ciecz jest czarna jak smoła, ale tak naprawdę to ta śliczna beżowa pianka robi tutaj robotę. Jest tak cholernie drobna i zbita, że aż mi słów brakuje! Zupełnie jakby ją potraktowano azotem. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Rzecz jasna pierzynka jest trwała jak Mercedesy ze swoich najlepszych lat. Panie, a jak to pięknie krążkuje. No naprawdę cudo :D
Nie mogę się doczekać tej przytulii, więc biorę do dzioba. Jest duża gęstość, jest gładkość, aksamit, jest olbrzymia pełnia. Bardzo bogate i złożone piwo. Strasznie czekoladowe, z wyraźną dozą małej czarnej z ekspresu. Czekolada deserowa przyjemnie rozpływa się w ustach, dając wrażenie sączenia czekolady na gorąco. Dalej mamy fajne kakaowe sznyty poprzecinane umiarkowanie palonym słodem z lekką nutką popiołu i spalenizny. Piękna sprawa. Przez tło cały czas przewija się jakaś dziwna ziołowa naleciałość i stawiam kamienie przeciwko orzechom, że jest to ta przytulia wonna. Dziwnie i niespotykanie ona smakuje, ale naprawdę strasznie pasuje mi to do charakteru tegoż RISa. Co ważne, dodatku tego wcale nie trzeba się doszukiwać, on po prostu jest i czeka na nas. Genialnie! Ale to jeszcze nie koniec wrażeń – stawkę zamyka okropelnie przyjemna nutka suszonych owoców ze śliwką węgierką i rodzynkami na czele. Finisz jest delikatnie wytrawny, lekko palony z odpowiednio zaznaczoną goryczką o łagodnym kawowym usposobieniu. Alkohol wyśmienicie ukryty. W zasadzie to nawet zapomniałem, że mam przed sobą ponad 9%.

Smak naprawdę zawładnął moim ciałem i duszą, a jak RIS z Fabryki Piwa wypada w aromacie? Z pewnością trzyma ten sam bardzo wysoki level. Piwo jest diabelnie fajnie ułożone. Tu również nie sposób odnotować obecności etanolu. W zapachu ponownie rządy sprawuje czekolada o wypadkowej odmiany gorzkiej i mlecznej. Są też pralinki, łagodna kawa ze śmietanką oraz gorzkie kakao. Jest i przytulia! A jakże. Również wyrazista i dobrze skomponowana z całą resztą towarzyszy. Tłem suną subtelne akcenty ciemnego pieczywa razowego, palonego słodu oraz suszonych śliwek, ciemnych winogron i daktyli. Bardzo wyraźnie i przede wszystkim oryginalnie to pachnie. Bardzo dawno czegoś takiego nie czułem w piwie.
Nowość z Fabryki Piwa to bardzo udany eksperyment. Trunek powala swoją złożonością, ułożeniem, głębią smaku i aksamitną teksturą. Balans także do najgorszych nie należy, choć mam wrażenie, że ciecz dla niektórych może wydawać się nazbyt słodka, ale ja nie widzę w tym żadnej przesady. Po prostu Serum Veritate nie jest typowo wytrawnym i zadziornym napitkiem, który tylko patrzy żeby spuścić nam łomot. Cechuje go raczej łagodne usposobienie. Dzięki temu pije go dość szybko, jak na piwo o takich parametrach.
No, generalnie bardzo polecam. Głównie jako odskocznię od tych wszystkich innych RISów na jedno kopyto. Tu naprawdę się sporo dzieje i to w taki dziwnie wyjątkowy sposób. Oczywiście papa wciąż jest na dachu, choć niewiele brakło by ją zerwało ;)
OCENA: 8/10
CENA: nieznana
ALK. 9,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 19.02.2018
FABRYKA PIWA//SZCZYRZYCKI BROWAR CYSTERSÓW „GRYF”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz