środa, 15 marca 2017

PO GODZINACH - BARLEY WINE z AMBERA



Wiecie co? Dawno nie piłem żadnego barli łajna, a przecież bardzo lubię ten styl. Zwłaszcza jak jest dobrze wykonany. Naprawdę piwo takie potrafi pozytywnie zaskoczyć, a przy okazji porządnie sczochrać beret ;)
Kilka tygodni temu Browar Amber szeroko otworzył usta wszystkim birgikom, serwując kolejny trunek z serii Po Godzinach – rzeczone Barley Wine o bardzo prawilnych cyferkach (22°Plato i 10% alko). No, wino jęczmienne pełną gębą można rzec. Chmielone po polsku i hamerykańsku. Nic, tylko klaskać z zachwytu.
Niestety piwosze niezbyt chcą klaskać po konsumpcji tegoż napitku, zarzucając mu nadmierną alkoholowość i ogólnie nieułożony charakter. Nie wiem jeszcze, czy mówią prawdę, ale za chwilę się o tym przekonam. Czek dis ałt!


Piwo w szkle prezentuje się naprawdę cudnie. Piękna, klarowna, miedziana barwa pod światło mieni się równie pięknymi rubinowymi refleksami. Całość wieńczy ładna i obfita piana, średnio pęcherzykowa. Długo cieszy zmysł wzroku, do tego nieźle oblepia ścianki.
Przejdźmy jednak do meritum. Piwo jest nisko wysycone, przeciętnie pełne w smaku. Nie jest też tak gęste i lepkie, jak sugerowałby nam to spory przecież ekstrakt. Z drugiej strony po parametrach widać, że ciecz została głęboko odfermentowana, więc mamy już winowajcę. Całość ma półwytrawny charakter i na pewno nie można powiedzieć, że piwo jest słodkie. Mamy tu bardzo dużo opiekanych i słodowych klimatów, różnej maści ciastka i ciasteczka. Tuż za nimi podąża trochę karmelu, opiekanej skórki chleba oraz tostów. Suszone owoce są chyba bardziej w domyśle, niż w stanie faktycznym. Daleko w głębi natomiast czuć niewielki powiew chmielowych akcentów, może nawet są tam jakieś zioła. Co oczywiście ma swoje odzwierciedlenie w całkiem zgrabnej i przyjemnej goryczce. Jej poziom jest niewielka, ale akurat w tym wypadku w zupełności wystarcza. A co z alkoholem? Panie i Panowie, coś tam z lekka smyra podniebienie, ale do krasnej jędzy nie można powiedzieć, że to piwo jest nazbyt alkoholowe! 10 voltów, to całkiem dużo, więc nie może być tak, że alko schowa się jak w Harnasiu. Poważnie etanol jest na stosunkowo niskim i na pewno akceptowalnym poziomie. Nie zmienia to jednak faktu, iż piwo nie oferuje zbyt wiele wrażeń i po prostu jest poniekąd jednowymiarowe.

To co, wąchamy? No chyba nie ma wyjścia. Zapach nie jest mocno intensywny, ani też jakoś szalenie złożony. Słodowość dominuje, ale nie jest jakaś ciężka, czy natarczywa. Mamy tu głównie melanoidy – karmel, opiekany chlebek, tosty, przypieczona skórka, herbatniki, biszkopty, spód od ciasta. Całość podszyta jest lekkim, ale dość rześkim muśnięciem chmielowym. W tle są jakieś bliżej nie określone owoce… sam nie wiem, coś jakby subtelny owoc tropikalny. W każdym bądź razie na pewno pochodzi on od chmielu Mosaic. Nie ma tu żadnej tragedii, alkohol został nieźle ukryty, ale mam nieodparte wrażenie, że piwo zostało zrobione na pół gwizdka. Brakuje mu charakteru, wszystko jest tu grzeczne i takie jednowymiarowe. Mało się tu dzieje.
Brak pazura, zbyt głębokie odfermentowanie oraz nie za wysoka pełnia smaku to główne grzechy tegoż specjału. Wbrew temu, co sądzą inni, alkohol nie jest tutaj większym problemem. Oczywiście czuć go, ale jak dla mnie jego poziom jest jak najbardziej akceptowalny.
Jeszcze jedna rzecz – cena. Ja kupiłem to piwo w Teskaczu za w miarę rozsądną wg mnie i jak się później okazało niską cenę (nie była to chyba żadna promocja), ale w sklepie, gdzie się zawsze zaopatruję w krafty koszt tego piwa wynosi 12,5zł!! Co wg mnie jest już niezłą przeginką. Przecież za tyle, to można już kupić Barley Wine od typowego rzemieślnika i to nawet od kontraktowca! Amber nie jest wcale takim malutkim browarem i mimo, że to piwo jest mocne i ekstraktywne nie powinno nigdzie kosztować więcej niż dyszkę. Zwłaszcza, mając na uwadze to, co oferuje nam w smaku…
OCENA: 6/10
CENA: 8.99ZŁ (Tesco)
ALK. 10%
TERMIN WAŻNOŚCI: 02.02.2018
BROWAR AMBER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz