wtorek, 22 listopada 2016

DOCTOR BREW - RIS


Doctorzy Brew jacy są każdy widzi. Chmielą na potęgę, wypuszczając pińcet rodzajów AIPA na minutę. Jakieś single hopy, SMASHe i inne obco brzmiące nazwy. Testują coraz to nowsze i nikomu nieznane odmiany chmielu, sprawiając hop headom orgazm za orgazmem.
Tak było kiedyś, bo od jakiegoś czasu Doctorki mają nowe hobby – mocarne i tęgie trunki, które nie biorą jeńców. Popularne RISy i inne barli łajna. Często, gęsto leżakowane w drewnianych beczkach po czym tylko się da (do kompletu brakuje tylko beczki po kiszonej kapuście i po ogórkach małosolnych). Ja już się w tym naprawdę pogubiłem. W pytę tego było w ostatnim roku. Wątpię, czy nawet Docent to jeszcze ogarnia.
Drogie te piwa mają jak jasna cholera, ale raz postanowiłem się zabawić. Szarpnąłem się na któregoś tam z rzędu RISa, który uprawiał łomżing… znaczy się leżakował w beczce po brandy. Parametry miał spoko, więc biere – powiedziałem. Portfel stawiał spory opór, ale w końcu go przekonałem ;) Niech wie, kto tu rządzi.


Teraz już wiem, że źle nie zrobiłem. Piwo jest czarne jak cień nietoperza. Pieniste jak Weizen jakiś. Zazwyczaj mocne piwa pienią się słabo, ale nie to. Beżowa piana tworzy tutaj zwartą i drobną pierzynę, która praktycznie wcale nie opada! Całe wieki musiałem czekać na możliwość jakiejkolwiek dolewki. Panie, a jaki tu jest lacing. Szkoda w ogóle gadać. Ciecz wygląda po prostu obłędnie.
No, ale przecie od patrzenia procenty nie wejdą. Od wąchania też niby nie, ale grzechem byłoby wypić ten cymes na hejnał. Nos też potrzebuje uciechy, a jest co wąchać. Aromat jest bogaty jak właściciel pola naftowego. Ułożony jak stuletnia whisky. Jest intensywnie i wielowątkowo. Nie brakuje tu gorzkiej czekolady, świeżo palonej kawy i konkretnie palonych słodów. Wszystko w najdroższym wydaniu rzecz jasna. Dalej mamy akcenty winne, likierowe i sporo suszonych owoców (rodzynki, wiśnie i śliwka węgierka). Z tła natomiast kłaniają się subtelne cienie drewna i jakiegoś mocnego alkoholu, chyba brandy. Alko nieco wierci dziury w nozdrzach i przyznam, że mógłby być troszkę bardziej ułożony. Nie mniej jednak wciąż bardzo ładnie to wszystko pachnie. Można wąchać bez końca.

W smaku także jest na bogato, ale tylko przez chwilę. Piwo jest dość gęste, bardzo gładkie i aksamitne. Cholernie gorzka czekolada, ciemne słody, olbrzymia paloność i tęga, dopiero co zaparzona kawa (zapomnij o mleku, czy śmietance). To piwo jest do bólu wytrawne. Trzeba mu to przyznać – ma charakter skurkowaniec jeden! Każdy łyk kończy się długą i wszechogarniającą goryczką o ziołowo-chmielowo-palonym profilu. Goryczkowy bat niemiłosiernie mocno smaga moje bezbronne kubki smakowe. Niby 80 IBU, a ja mam wrażenie jakby było ze 150! Goryczka jest długa, zalegająca, szorstka, alkoholowa i kompletnie nieułożona. Wrażenie podobne do wychylenia pięćdziesiątki czystej, bez popity. Okropieństwo :/ Sytuację nieco ratują suszone owoce w tle, delikatne niuanse drewna i całkiem przystępna chmielowo-ziołowa nuta.
Kurka wodna jestem w sporym szoku. Piwo ma charakter, to fakt. Jest bardzo pełne w smaku, tęgie, ciężkie, wyraziste i bezkompromisowe. Nie ulega jednak wątpliwości, że jestem trochę zawiedziony. Zapach to orgazm wielokrotny, ale sam smak pozostawia już sporo do życzenia. Chodzi głównie o nad wyraz ordynarną postać etanolu. Nie wiem, czy pobyt w beczce miał na to jakiś wpływ, ale alko daje tutaj porządnie się we znaki. Do tego dochodzi ta – czyhająca na Twoją śmierć – goryczka o naprawdę nieciekawym CV. Izo-alfa kwasy spuszczają mi niezły łomot. Co oczywiście odbija się na pijalności, która jest zwyczajnie niska. Ja wiem, że ruski imperialny stout, to nie jakiś Kubuś w plastiku, no ale szanujmy się drodzy Państwo. Nie oczekuję, że piwo zniknie w pięć sekund, ale z drugiej strony beczka po brandy miała przecież zrobić tu robotę.
Przy tego rzędu wydatkach oczekuję totalnej nirwany, oderwania od rzeczywistości. Tymczasem piwo jest co najwyżej dobre i to w głównej mierze dzięki pięknemu zapachowi. Może trunek się jeszcze ułoży, złagodnieje? Czas pokaże, bo mam w piwniczce drugą butelkę…
OCENA: 7/10
CENA: ok 24ZŁ
ALK.10,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.06.2017
DOCTOR BREW//BROWAR BARTEK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz