sobota, 26 listopada 2016

DRY COOLA


W Polsce powstaje coraz więcej browarów. Obecnie jest ich tyle, że jeszcze kilka lat temu „fizjologom się nawet nie śniło”, że może ich być tak dużo ;) Jednym z nich jest na przykład Browars z Limanowej, który powstał zaledwie kilka miesięcy temu. Inicjatorem oraz piwowarem tego przedsięwzięcia jest Mariusz Marek (nie pytajcie mnie, które jest imieniem).
Tak się składa, że będąc niedawno w Krakowie wpadło mi w łapska piwko z Browarsu, choć chyba bardziej pasuje tu określenie: przytuliłem z wielką ochotą. Może i bym go nie kupił, gdyby nie ekstra promocja w jednym ze sklepów. Z natury jestem łowcą okazji, no to żem się skusił.
Piwo to zwie się Dry Coola i jest to American Dry Stout. Gry słowne w nazwie to ewidentnie coś, co mnie rajcuje, więc propsa mają już na wstępie. Druga rzecz to świetna obrazkowa/komiksowa etykieta, z tytułowym i przezabawnym draculą. Śliski, najwyższej jakości papier, dopracowane szczegóły oraz estetyczne wykonanie – widać, że nie śmierdzi to amatorszczyzną. Kolejny plusik na koncie Browarsu :)


Wygląd to jedna sprawa, ale tak naprawdę człek cieszy michę dopiero jak się piwa napije. Dry Coola na szczęście szybko udowadnia, że Mariusz Marek, czy też Marek Mariusz zna się na rzeczy. Piwo jest konkret - wyraziste, ułożone, dopracowane i przemyślane. Każdy element zna swoje miejsce i wie, po co Pan Bóg go stworzył. Wyraźna świeżo parzona kawa, mocna i nie mniej wyrazista gorzka czekolada oraz całe morze sowicie palonych słodów. Mniam! W tle i na finiszu moje zmysły pieści dość mocna i wytrawna goryczka o cudownym kawowo-grejpfrutowym zacięciu. Tak jak nie przepadam za wytrawnymi Stoutami, tak ten mi bardzo podszedł. Ale to jeszcze nie wszystko. Tuż za ciemną stroną mocy podąża bowiem amerykańska rewolucja – rześkie cytrusy, grejpfrut, szczypta słodszych tropików, akcenty leśne i żywica. Wszystkiego jest tu napchane po same pachy. Wszystkiego w bród, od cholery i jeszcze trochę. Jedno z najlepszych piw w tym stylu, jakie piłem! :D

Co ważne smak dobrze koresponduje tutaj z aromatem, który także jest złożony i bogaty, niczym kopalnie Króla Salomona. Dominują w nim palone słody oraz mocna kawa, uzupełniane nutami chmielu, czerwonych owoców tropikalnych i żywicy. W roli drugoplanowej występują łagodne cienie gorzkiej czekolady, kawy zbożowej i odrobiny prażonej cykorii. Tłem sunie szczypta popiołu, palonego jęczmienia i skórki z cytrusów. Bardzo to wszystko jest uwypuklone oraz intensywne. Dawno nie widziałem takiej idealnej równowagi pomiędzy naleciałościami pochodzącymi od słodu i od chmielu. Wprost nie można oderwać nosa od szkła! Takie to jest fajne.
Dry Coola może poszczycić się też nieskazitelnym wyglądem. Piwo jest totalnie czarne i nieprzejrzyste. Wieńczy je ładna, drobna i beżowa piana, która może nie jest jakoś mega obfita, ale na pewno jest trwała i długowieczna niczym żółwie z Galapagos.
Piwo jest bardzo gładkie w smaku, smukłe, lekkie w odbiorze, wielowątkowe, nisko nasycone. Pełnia jest średnia, ale w tym stylu to normalka. Balans znakomicie wywiązuje się ze swoje roli, podobnie jak super gładka i szlachetna goryczka, która świetnie kontruje słodową podbudowę. Wszystko wydaje się być zapięte na ostatni guzik, dopracowane z pedantyczną wręcz dokładnością.
Super wytrawne i super złożone piwko, które pije się wielkimi haustami! Brawo Browar Browars! (taki łamaniec językowy mi wyszedł na koniec).
OCENA: 9/10
CENA: promocja 3.99ZŁ (Skład Piwa i Alkoholi)
ALK. 4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 07.12.2016
BROWAR BROWARS

2 komentarze: