piątek, 11 listopada 2016

ŻYWOT BARLEY'A



Kolejny smutny dzień chyli się ku końcowi. Jest szaro, buro, zimno i mokro. Deszcz, plucha i szaruga to znaki szczególne tegorocznej jesieni. Dlatego nie ma co owijać w sreberka - przysłowiowa złota polska jesień dała w tym roku dupy. Olała nas ciepłym moczem franca jedna.
Ale to nic. Najważniejsze to się nie załamywać. Zawsze trzeba szukać tych pozytywnych stron. Ja na przykład je znalazłem – dzięki takiej pogodzie sezon na tęgie, rozgrzewające napitki zaczął się w tym roku wyjątkowo wcześnie ;D W zasadzie już od połowy września możesz bez żenady, w pełni legalnie, na tzw. lajcie popijać mocarne i wysoce ekstraktywne trunki, pokazując środkowy palec piwnym purystom. No bo wiecie, latem to tak trochę nie przystoi. Może nie wypada, bo wstyd, bo obciach, może nawet strach… No, chyba że jesteś taki ziom jak ja, który środkowy palec piwnym purystom pokazuje cały rok ;p
Jak widzicie na fotce poniżej dziś na tapecie ląduje Żywot Barley’a z Browaru Maryensztadt. Tęgi, mocny i bezkompromisowy Barley Wine idealnie wpisuje się w panującą za oknem aurę. 


Osobiście wolę amerykańską interpretację tego stylu, ale tradycyjna angielska wersja z Maryensztadtu robi nad wyraz dobrą robotę. Piwo jest mocne, dość gęste i solidne. 22° Plato to już nie przelewki. Z jednej strony atakuje nas olbrzymia słodowa podbudowa o przyjemnym karmelowo-opiekanym charakterze. Na drugim końcu kija natomiast została osadzona dość rześka chmielowa strona, zahaczająca chwilami o lekką ziołowo-korzenną nutkę. Bardzo fajnie to smakuje, zwłaszcza że w tle czai się prażone ziarno, tosty i suszone owoce polane tu i ówdzie słodkim miodkiem. Takie coś to ja rozumiem! :D Mordka sama układa się w kształt banana. Całość nie jest jakoś mocno słodka, czy zalepiająca, a alkohol jest świetnie ukryty, co jedynie lekko rozgrzewa nas od środka. Wysycenie jest niskie, a finisz został zaakcentowany sympatyczną, krótką i szlachetną goryczką o przyjemnym ziołowo-chmielowym rodowodzie. Mniam!
Mętne, brunatno-miedziane piwo nalało mi się z umiarkowanie obfitą pianką. Kołderka jednak głównie będzie się podobać za sprawą drobnej i puszystej faktury oraz ładnej kremowej barwy. Piana długo i dzielnie trzyma się przy życiu, tworząc niewielki, ale zauważalny lacing.

Wąchając to piwo nadal można piać z zachwytu. Zapach jest silny, mocny i zdecydowany jak elektor Republikanów, czy Demokratów w USA. Pierwsze co rzuca się w oczy, czy może bardziej w nos jest bardzo przyjemna słodowo-karmelowa nuta. To ona tutaj rozdaje karty i rozstawia wszystkich po kątach. Tak więc w prawym górnym narożniku prężnie działa silna miodowość, która trzyma sztamę z suszoną śliwką węgierką i rodzynkami znajdującymi się poniżej. Lewy górny róg został obsadzony subtelnymi chmielowymi cieniami, a lewy dolny zamieszkują melanoidy z opiekaną skórką chleba, biszkoptami i tostami na czele. Gdzieś pośrodku, pomiędzy nimi majaczy ułożona i niewielka doza etanolu oraz niezdecydowana przyprawowość o miłym dla nosa, lekko korzennym profilu. Bardzo fajnie to wszystko pachnie. Każdy element zna swoje miejsce i nie przysłania drugiego.
Mój dzisiejszy gość to bardzo solidne piwo. Smaczne, gęste, wielowątkowe, bogate i esencjonalne. Każdy łyk niesie tutaj wiele radości. Wzorcowa pełnia smaku, znakomity balans i odpowiednia do stylu treściwość to jego znaki szczególne. Do tego można jeszcze dołożyć szlachetną, ułożoną goryczkę i niezłą pijalność. Oczywiście należy pamiętać, że jest to typowo degustacyjny napitek, który z łatwością potrafi zaorać nam podsufitkę ;>
OCENA: 8/10
CENA: ok 10.50ZŁ
ALK. 9,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 18.05.2017
BROWAR MARYENSZTADT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz