czwartek, 3 listopada 2016

THE GRAVEDIGGER



Czemu ja zawsze muszę być w plecy, mieć pod górkę, do tyłu? Zawsze jestem drugi, trzeci, piąty, dziesiąty, ale nigdy pierwszy. Może brakuje mi trochę refleksu, może poczucia czasu, a może po prostu szczęścia? A może luzu, tak jak polskim chłopakom? ;) A może to przez to, że lewe jądro mam niżej niż prawe? Sam już nie wiem.
Mimo to nie poddaje się, walczę, staram się i kroczę przez świat z podniesionym czołem. Dziś tak wysoko podniosłem czoło, że zaryłem łbem o żyrandol! Dlatego, że za chwilę będę pić The Gravediggera z Brokreacji :D Wspaniały sobie zrobiłem prezent z okazji dzisiejszego International Stout Day. Piwo nie jest nowe, ale mimo to jaram się jak wiązka słomy. To nic, że o jego premierze można przeczytać już tylko w książkach do historii. To nic, że Brokreacja wypuściła już ze cztery nowe wersje tego piwa. Leżakowane w drewnie! To nic. Dla mnie i tak jest dzisiaj święto, bo piję jedno z bardziej pożądanych przeze mnie piw. Russian Imperial Stout The Gravedigger – wg Anglosasów kopacz grobów, wg Polaków grabarz. Anglicy są po prostu bardziej dosłowni. 


Kopacz… tfu, przepraszam Grabarz prezentuje się cudnie. Niemal tak samo cudnie co Dżoana Krupa, tylko że brakuje mu fajnych cycków. Piwo jest okrutnie czarne, totalnie czarne. Jak świeża smoła, podczas bezksiężycowej i pochmurnej nocy. Nalewając je przez chwilę myślałem, że to przepalony olej z mojej beemki. Aż zerknąłem na etykietę,  czy to aby na pewno jest piwo. Na szczęście tak, bo pokrywa je piana. Drobna, zbita i puszysta o jasno brązowym odcieniu. Nie jakiś tam blady jak dupa beż, tylko konkretny i wyrazisty brąz. To lubię!
Jedźmy dalej. Biorę łyka i nie wierzę. Jakież to gęste, jakie lepkie! Jeszcze jeden rzut oka na butelkę – to nie 5W40, a piwo. 24 Ballingi. Dużo, ale piłem większe pociski i nie czułem tego, co tutaj. Totalna gęstość, zawiesista konsystencja, olbrzymia pełnia i ten wybitnie czarny kolor mącą mi w głownie, dając wrażenie picia co najmniej 28 Ballingów. Świetna sprawa, świetny dobór słodów. Jest mocna kawa, świeżo parzona i solidna. Tuż za nią stoi prawdziwa gorzka czekolada z zawartością kakao minimum 90%. Jest też sowita dawka palonych słodów i popiołu, które płynnie przechodzą w paloną goryczkę. Mocną i zdecydowaną jak sierpowy Kliczki! Goryczka jest naprawdę silna, ściska gardło jak Pudzian na gali KSW, poza tym w punkt kontruje czekoladową pełnię. 100 IBU nie urwało się przecież z choinki. Daleko w tle majaczą suszone owoce i coś jeszcze, jakby zioła, jakby chmiel jakiś, może nawet szczypta żywicy. To może być słuszny trop, bo przecież na pokładzie mamy amerykańca. Piwo lekko grzeje od środka, ale w żadnym wypadku nie jest alkoholowe.

Uff, taka masa wrażeń, a to jeszcze nie koniec. Czas bowiem obwąchać to cudo :> Tutaj również jest sztos. Zapach jest silny i wyrazisty. Dominuje w nim mega przyjemna gorzka czekolada, ta sama, która zrobiła robotę w smaku. Na sąsiednim torze popierdziela świeża kawusia. Też mocna i zdecydowana. Podoba mi się. Dalej mamy delikatny powiew szlachetnego alkoholu. Nie żaden spirol, bardziej likier jakiś, który zupełnie tu nie przeszkadza. W tle pojawiają się ku mojej uciesze suszone owoce, głównie rodzynki i śliwki. Stawkę zamyka prażony jęczmień, subtelne muśnięcie wanilii oraz palony słód, który już nie jest tak silny jak w aromacie, ale absolutnie w niczym to nie przeszkadza. Super świetny, ułożony i bogaty to zapaszek. Obie łapki w górę. Nogi też, a co tam ;p
Panie i Panowie, geje i lesbijki – cholernie porządne piwo właśnie opróżniłem. Klasa światowa puka do naszych drzwi. Pełnia smaku niemal zwala z nóg, podobnie jak wyrazistość i złożoność tego doskonałego napitku. Ciecz jest gęsta, lepka i gładka zarazem. Wypełnia każdy zakamarek jamy ustnej swoją szlachetnością i ułożonym charakterem. Balans jest idealny, a olbrzymia goryczka niczym miecz samurajski skutecznie odcina wytrawny finisz od treściwego prologu. Cudo, normalnie cudo! Ideał pieprzony, do tego genialnie pijalny i dobrze wchodzący :D
Wow! Jestem pod olbrzymim wrażeniem. Tego właśnie oczekuję od potężnych RISów. Grabarz wbił mnie na dwa metry w ziemię, niemal pogrzebał żywcem skurczybyk jeden. Ale nie winię go za to, w końcu to jego praca. Taką ma robotę. Poczciwy z niego starzec.
OCENA: 10/10
CENA: ok 15ZŁ
ALK.10,3%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.12.2016
BROWAR BROKREACJA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz