piątek, 19 sierpnia 2016

BLONDYNA




Schodzę dzisiaj do piwnicy, patrzę, a tam Blondyna! Leży sobie cichutko w kącie i czeka. Czeka, aż ktoś się nad nią zlituje i zabierze ją na powierzchnię (piwnica jest poniżej poziomu gruntu). Hej Blondyna, kto cię dyma jak mnie nima? - rzuciłem przelotnie. Blondyna jednak milczy wyraźnie onieśmielona moim sarkastycznym tekstem. Ech… nie martw się – mówię – dzisiaj jest twój wielki dzień. Po czym wziąłem Blondynę pod pachę i wyszedłem na zewnątrz co, by się jej lepiej przyjrzeć. Urocze to dziewczę trzeba przyznać. Smukła talia, fajny biust, długie nogi, jędrna pupa, duże usta i cudowne niebieskie oczy. Blondyna jak z obrazka. Belgian Blond się zwie. Wiem, bo miała napisane na ubraniu. Swoją drogą niezbyt ciekawym – takim kremowo-żółtawym, dość monotonnym i nudnym można rzec. Nie szata jednak zdobi człowieka – pomyślałem sobie. Najważniejsze jest przecież wnętrze. 


Czym prędzej zatem dobieram się do jej wnętrza. By zdjąć z niej odzienie wystarczy jeden mały przyrząd – może być otwieracz, ostatecznie nawet śrubokręt. Po chwili jasnowłosa ukazuje mi się w całej krasie. Okazało się, że wraz z sukienką spadła jej też peruka i Blondyna okazała się być rudą, mówiąc metaforycznie. Kolor jej włosów przypominał bowiem bursztyn, miedź, a nawet rdzę. Tak się przy tym wkurwiła, że z ust zaczęła się jej toczyć piana – drobna i obfita o lekko kremowym odcieniu. Sporo jej było i długo nie chciała zniknąć, toteż aby dobrać się do jej seksownych warg musiałem nieco tej piany spożyć. Mówi się trudno.
W końcu nadszedł ten moment. Zbliżam swoją ohydną mordę do jej facjaty i następuje kontakt. Blondyna smakuje słodko, słodowo, nieco też ciasteczkowo. Coś jak biszkopty lub herbatniki. Po chwili docierają też do mnie subtelne nuty chmielu i przypraw, choć tych jest naprawdę niewiele. Robię krótką pauzę, po minucie jadę dalej z koksem. Wczuwam się, mlaskam i wywijam ozorem. Mam wrażenie obcowania z jakimiś owocami. Europejskimi owocami, może nawet polskimi. Majaczą tu ulotne cienie brzoskwiń, białych winogron i takich dużych żółtych śliwek (renklody głupcze). W tle pojawia się też odrobina karmelu i miodu. W posmaku zaś poczułem lekko goryczkowe klimaty o chmielowo-ziołowych naleciałościach. Goryczka była krótka, szlachetna i sympatyczna. Dosyć przyjemnie było obcować z taką Blondyną, która smakuje wielowątkowo i bogato. Podobało mi się, choć orgazmu nie dostałem. Fajna z niej sztuka, ale trzeba mieć świadomość, że na mieście są lepsze dupy do wyrwania.

Na koniec tych igraszek postanowiłem sobie Blondynę powąchać. A co mi szkodzi, pomyślałem. Wygląda ładnie, to może i pachnie jakoś ładnie. W rzeczy samej. Gdy tylko zbliżyłem nos do jej skóry natychmiast poczułem całą feerię aromatów. Są owoce (te same co w smaku), ponownie pojawia się też słód. Dużo słodu, ciastek, biszkoptów i tego typu pierdół. Szukam dalej, schodzę niżej… Tu wdzięcznie pobrzmiewa wyraźna nuta karmelu, cukru kandyzowanego oraz miodu. Ach, jak słodko pachnie ta dziewczyna! Słodko i intensywnie. Nie spodziewałem się tego. W tle natomiast następuje lekkie muśnięcie chmielu, przypraw i niestety alkoholu. Niegrzeczna dziewczynka. Taka młoda, a już pije! Wstydź się! – skarciłem dziewczę. Na szczęście chyba niewiele wypiła, bo etanol zbytnio się nie narzucał. Sumarycznie pachniała całkiem spoko, choć z kapci mnie nie wyrwała. Kuboty wciąż są na miejscu ;)
Nie będę marudził – lepsza taka Blondyna niż żadna. Fajnie mi się z nią obcowało. Miała taką gładką teksturę (skórę znaczy się), a jej smak i zapach był złożony i nieźle zbalansowany jak na kobietę o imieniu Belgian Blond. Sumarycznie jednak jest to słodka istota o pięknym wyglądzie (pomijając perukę) i miłej aparycji. Z chęcią zaliczyłbym ją jeszcze raz :D
Odnoszę jednak wrażenie, że mogła dać z siebie jeszcze więcej, bowiem leżąc sobie w piwnicy spodziewałem się po niej nieco więcej fajerwerków. Może z biegiem czasu jeszcze dorośnie, dojrzeje i stanie się bardziej ponętna? Kto wie.
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK.6,8%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.10.2016
KUJAWSKI BROWAR REGIONALNY OSOWA GÓRA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz