wtorek, 26 lipca 2016

HOPUS JUMBO



Hopus Jumbo to drugi trunek spożywany w ramach „Tygodnia z Browarem Pinta”. Ciekawy jestem, czy tylko mnie nazwa ta kojarzy się z latem 96 i nieśmiertelnym hitem Mistera Presidenta. Każdy  kto żyw nucił wówczas ‘jaja je koko dżambo, jaja je’. Kurde tyle lat minęło, a ja wciąż nie wiem po jaką cholerę koko dżambo jadł te jaja? ;>
Dobra, żarty na bok, bo mam tu przecież piwo do wypicia i to nie byle jakie. Hopus Jumbo to mocniejsza (imperialna) wersja popularnego i okrutnie smacznego Black IPA od Pinty, co się zowie Hopus Pokus. Może nie jest to najlepszy napój chłodzący na obecne temperatury, ale szczerze – mam to gdzieś. Uwielbiam czarne ipy, a podwójne/imperialne czarne ipy uwielbiam podwójnie (o ile nie są spartaczone). Zdublowana dawka szczęścia. Dwupak endorfin w płynie. Jaja je koko dżambo, jaja je :D 


Młodszy brat Hopusa Pokusa wygląda zacnie i schludnie. Ze szkła łypie na mnie czarna ciecz okryta obfitą czapą drobnej, beżowej i puszystej piany, która praktycznie nie opada. Stoi w miejscu jak zaczarowana, a w miarę picia zostawia liczne zacieki na ściankach. Piwo w szkle wygląda i zachowują się naprawdę wzorowo.
W smaku też jest dobrze. Trochę martwi mnie bardzo niskie wysycenie, ale dalej jest już tylko lepiej. Piwo doskonale łączy w sobie wpływy nowofalowych chmieli i ciemnych słodów. Nie brakuje tu owoców tropikalnych, odpowiedniej dawki żywicy i ziołowo-cytrusowego podtekstu. Z drugiej strony barykady atakuje nas niebotycznie przyjemna czekolada (taka gorzka, prawdziwa), wspierana przez lekko palone słody, łagodną kawę i nader urodziwe nuty kakao. Jakby się uparł to i orzechy laskowe by tu znalazł, a nawet chleb razowy. Po każdym łyku gardziołko smaga bardzo sympatyczna i krótka goryczka o fajnym ziołowo-kawowym zacięciu. Nie jest ona jakaś bardzo mocna. Sugerowane 83 IBU można sobie włożyć w wiadome miejsce. Oczywiście 19% ekstraktu robi swoje, ale mimo to nie dałbym jej więcej niż 60 jednostek aj-bi-ju. Generalnie smaczne to jak mamusi schabowe. Obie łapki w górę :)

W aromacie też jest fajnie, z tymże tutaj przeważają ciemne klimaty – ponownie sporo czekolady, kakao, opiekane słody, orzechy i delikatny karmel. Jankesi jakby się trochę wystraszyli i pochowali się po kątach. W jednym kącie majaczy odrobina żywicy, w drugim pobrzmiewają cienie owoców tropikalnych, w trzecim baraszkują zwiewne cytrusy, a w czwartym zwykły europejski chmiel oraz jakieś zioła. Sumarycznie jednak w zapachu rządzi czerń i nie za bardzo daje pole do popisu „zielonym aspektom”. Trochę szkoda, ale jakoś to przeżyje.
Hopus Jumbo to naprawdę niezłe piwko. Posiada sporą pełnią, gładką fakturę, niezłą złożoność i odpowiednią treściwość. Chwilami jest trochę słodko, ale bez przesadyzmu. Słodkim ulepkiem bym tego nie nazwał, chociaż dalej twierdzę, że goryczka to się tutaj nie popisała. Balans jest raczej przeciętny. Mimo to pijalność jest bez zarzutu. Piwo pije się szybko i w miarę przyjemnie.
Cóż, piwo ma potencjał, ale chyba nie do końca został on wykorzystany. Kilka drobnych mankamentów nieco zniżyło loty tego napitku. Jednak wciąż jestem rad, że spróbowałem imperialnej wersji Hopus Pokus. Z przykrością jednak twierdzę, iż pierwotna wersja jest/była dużo lepsza.
OCENA: 7/10
CENA: ok 8.50ZŁ
ALK.7,9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 04.01.2017
BROWAR PINTA// BROWAR ZARZECZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz