poniedziałek, 25 lipca 2016

KWAS EPSILON




„Tydzień z Browarem Pinta” czas zacząć. Na szczęście ekipy tej nie trzeba nikomu przedstawiać, więc nie muszę na darmo strzępić klawiatury. Pinta warzy od pierwszego dnia piwnej rewolucji w Polsce i niech nam to stwierdzenie wystarczy.
Dziś na wokandzie ich najnowszy kwach – Epsilon się zwie. Do tej pory wszystkie Soury od Pinty były lekkimi, sesyjnymi piwami. Tym razem jest inaczej o czym świadczą dość spore parametry. Piwo zostało zaszczepione blendem, aż trzech szczepów bakterii Lactobacillus. A całość nachmielono oczywiście po amerykańsku. Na zimno też. To tyle teorii, czas na praktykę, czyli konsumpcję :) I to jest właśnie najlepsze w tym fachu!


Kwas Epsilon przywitał mnie ładnym, bursztynowo-pomarańczowym kolorem. Kwachy kojarzą się z raczej z jasną słomkową barwą, a tu proszę jaka niespodzianka. Piana niestety nie jest mocną stroną tego piwa. Mimo agresywnego nalewania nie udało się wymusić więcej niż dwa centymetry białego puchu, który i tak zniknął po kilku minutach, więc moje starania można o dupę potłuc.
Najnowszy pintowski kwasior jest moim zdaniem umiarkowanie kwaśny. Nie wykręca mordy jak niektóre jego poprzedniki. Piwo jest przyjemnie rześkie, cytrusowe, chmielowe zresztą też. Kwaśność także mi się podoba. Jest wyraźnie cytrynowa, może też lekko kefirowa. Słód jest tu tylko dodatkiem, który wnosi trochę ciała, choć piwo wciąż sprawia wrażenie stosunkowo lekkiego. W życiu bym nie powiedział, że jest tu aż 18° Plato. W posmaku przewijają się cienie ziół i niedojrzałych owoców agrestu. Na finiszu natomiast pojawia się niezbyt mocna, ale wyraźna goryczka o fajnym cytrusowym zacięciu.

Niezwykle smaczne to napitek, ale czas w końcu trochę poniuchać. Tu również kwaskowe klimaty wysuwają się na pierwszy plan. Cytryna, limonka i odrobina zielonego grejpfruta dominują nad słodszymi owocami tropikalnymi i pszeniczną słodowością. W tle siedzi nieco kwiatów i chmielu. Takiego wiecie, zwykłego, tradycyjnego chmielu w czystej postaci. Generalnie prosty i nieskomplikowany to aromat. Przyznam jednak, że mógłby być bardziej intensywny.
Double India Sour od Pinty to dość smaczne i przeciętnie kwaśne piwo. Nie brakuje mu świeżości, cytrusów oraz akcentów chmielowych. Pełnię ma średnią, balans znakomity, a pijalność urywa nogi przy samej dupie. Ciecz wchodzi jak złoto. Można pić wiadrami, a i tak się nie znudzi. No, ale podejrzewam, że woltaż zrobiłby nam porządek na poddaszu. Bez wątpienia nie jest to trunek sesyjny. Oj nie.
Sumarycznie dobry to napitek. Taki nieskomplikowany, prosty jak budowa taczki. Szału żadnego nie robi, ale wad też nie ma.
OCENA: 7/10
CENA: ok 8.50ZŁ
ALK.6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.09.2016
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz