środa, 20 lipca 2016

POŻEGNANIE KORPORACJI



Praca w korporacji. Dla mnie raczej nie znana. Nigdy nie pracowałem za biurkiem, bo zakładam, że robota w korpo, to głównie siedzenie za biurkiem. Sam pracuję w bardzo dużej firmie, zatrudniającej ze 4 tysięcy ludzi, ale bądź, co bądź jest to praca bardziej fizyczna.
Na pracę w korpo prawie każdy narzeka. Zauważyliście? Ludzie przez jakieś 80% czasu klikają w klawiaturę i jeszcze im źle. Siedzą na tyłku, mają klimy, firmowe telefony, służbowe samochody i inne gadżety. Przy czym zarabiają nie mało! Ale narzekanie to przecież choroba narodowa Polaków. Trzeba narzekać. Nie ważne, że masz willę z basenem, jeździsz nowym mercem, ale narzekać trzeba.
Pożegnanie Korporacji to RIS, który powstał na cześć wyrwania się założycieli Browaru PiwoWarownia z (a jakże) pracy w korporacji! Dokładnie, to uwarzono je dla uczczenia pierwszej rocznicy istnienia browaru, ale mniejsza o większość. Im się udało wyrwać ze szponów wielkiej korpo. Skoro stamtąd uciekli, to też na pewno narzekali…


Otwieram tego RISa. Tuż po otwarciu zakląłem soczyście. Ale spokojnie, to z euforii nad aromatem. Na początek jednak zacznę nudny opis wyglądu tego mocarza. A więc piwo jest czarne i nieprzejrzyste, bla, bla, bla. Generuje sowitą dawkę cholernie drobno pęcherzykowej piany o pięknej jasno brązowej barwie, bla, bla, bla. Piana jest niezwykle zbita i sztywna (coś jak bita śmietana) i posiada nieziemską trwałość, bla, bla, bla. Opada wolniej niż wynosi erozja Gór Świętokrzyskich. Lacing także niczego sobie, bla, bla, bla. Naprawdę jest na czym oko zawiesić.
Po nieco nudnawym wstępie, przystępuję w końcu do tego, co Gumisie lubią najbardziej, czyli do konsumpcji. Muszę rzec, że piwo jest bardzo gęste i lepkie. Wysycone zostało odpowiednią ilością bąbelków, czyli stosunkowo niewielką (w końcu to nie Witbier Panie). Mamy tu sporo gorzkiej czekolady, bardzo przyjemnej zresztą. Nie brakuje tu również świeżo palonej kawy i palonych słodów. Naprawdę palonych, a nie tylko opiekanych jak w niektórych ciemnych piwach. Z tła wyciąga do mnie rękę odrobina chmielu, spalenizny, popiołu i lukrecji. Gdzieniegdzie pojawia się też jakaś sugestia suszonych owoców, ale trzeba mieć nos jak owczarek niemiecki i wyobraźnię Tomasza Weinerta, by je wyłapać. Ja mam, więc luz ;) Na finiszu majaczy lekka i całkiem sympatyczna, kawowo-palona goryczka. Dosyć prosty w konstrukcji to napitek, ale całkiem smaczny.

Wracam teraz do zapachu, przy którym mało orgazmu nie dostałem. Fakt – aromat jest bardzo przyjemny i intensywny, ale nad jego złożonością można było jeszcze popracować. Piwo pachnie nader czekoladowo i są to różne odmiany naszej ulubionej słodkości. Od ciemnej, prawdziwej, poprzez praliny, do taniej mlecznej Milki za dwa pisiont. Nieco dalej wyczuwam nuty kakao, łagodnej kawy (bez mleka) i lekko palonych słodów. W smaku paloność jest wysoka, tutaj wyraźnie mniejsza. Niestety żadnych owoców nie zarejestrowałem, a skupiałem się chyba bardziej od kury, która właśnie znosi jajko.
Pożegnanie Korporacji to jak mówiłem niezbyt skomplikowany trunek, posiadający dużą pełnię smaku. Ciecz jest przyjemnie gęsta i gładka. Piwo nie jest ani za słodkie, ani zbyt gorzkie dzięki odpowiedniemu balansowi (czy to w ogóle tak się odmienia?). Alkohol został tutaj fenomenalnie ukryty, chyba nawet lepiej niż mityczny Święty Graal, którego nikt do tej pory nie odnalazł. Do pijalności również nie można się przyczepić – piwo pije się szybko i przyjemnie. Banan ani na chwilę nie znika z facjaty. Trochę brakuje mi tu suszonych owoców, ale to w sumie jedyny mankament tego wywaru. Poza tym jest gitara :)
OCENA: 8/10
CENA: ok 12.50ZŁ
ALK.10,3%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.2016
BROWAR PIWOWAROWNIA//BROWAR MARYSIA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz