piątek, 15 lipca 2016

IMPERIAL WILD BLACK KISS W


Wojtek Frączyk z Browaru Widawa lubi kombinować. Naprawdę. Facet potrafi zrobić pierdyliard wersji tego samego piwa, ani chwili się przy tym nie nudząc. Po prostu bawi się swoją pracą.
Przykładem takiego kombinowania jest właśnie FES Black Kiss, od którego wszystko się zaczęło. Dziś w me ręce, a także gardło trafia jego dzika i imperialna odmiana leżakowana pół roku w beczce po whisky (stąd literka W). Na rynek trafiły też leżaczki po burbonie (B) i rumie (R). W międzyczasie widawski browar opuścił także Wild Black Kiss oraz Imperial Black Kiss w wersji bez leżakowania w drewnie i z leżakowaniem, ale już bez dzikich naleciałości. Być może jeszcze coś umknęło mojej uwadze, nie jestem pewien.
Dzisiaj tak jak wspomniałem mam okazję spróbować jednej z najbardziej wypaśnych wersji tego piwa. Imperial Wild Black Kiss z literką W na etykiecie. Dziki RIS leżakowany w beczce po whisky – przyznacie, że sounds good :D 


Piwo ładnie wygląda w szkle. Jest czarne jak zad konia. Spowija je dość obszerna piana o pięknej beżowej barwie. Piana jest drobna, ale z czasem trochę się rozrzedza i dziurawi. Sumarycznie jednak dość długo się utrzymuje przy życiu. Do tego tworzy niezły lacing.
No, ale przecie ja nie miałem ślinić się na temat wyglądu piwa, tylko jego smaku, a smak jest naprawdę cudowny. Bardzo pełny, lekko kwaskowy, delikatnie dziki. W pierwszym akordzie rządzi cholernie przyjemna czekolada, podrasowana lekkim muśnięciem kakao i pralinek. Takich naprawdę drogich, rasowych. W drugim rzucie na wierzch wypływają owoce (rodzynki, śliwki, wiśnie), palone słody, akcenty drewna i szczątki łagodnej kawy. Tłem sunie wyraźny kwasek, cienie whisky oraz nuty likieru owocowego, delikatnie piekącego w gardziołku. W zasadzie jest to jedyny objaw alkoholu w tym piwie. Palona goryczka nie jest wysoka, ale obecna. Super sprawa! Świetny i złożony trunek. Szczena opada, a papa sama z dachu spada.

Smak jest dojebany, ale aromat rzecz jasna wcale nie pozostaje mu dłużny. Jest doszczętnie wielowątkowy i okrutnie wyrazisty. Coś jak moja żona podczas kłótni ze mną ;) Wącham i czuję na maksa przyjemny  mariaż owoców w czekoladzie, likieru i whisky. W to wszystko próbują wmieszać się palone słody, wespół z łagodną kawą, cukrem kandyzowanym i karmelem. Na horyzoncie natomiast pojawia się delikatna sugestia popiołu oraz pralin z wyższej półki. Kwasek jest niewielki, ale coś tam majaczy w oddali. Wcale mi to jednak nie przeszkadza, bo piwo i tak pachnie obłędnie! Uwaga spoiler: po całkowitym ogrzaniu się wyłapałem z tła bardzo subtelne dzikie klimaty typu funky – stajnia, siano, spocony ogier! No dobra, może to jest klacz ;p Tak, czy siak myślałem, że przydomek Wild odnosi się tylko do lekko kwaskowych naleciałości, tymczasem są tu też typowe nuty funky, które zazwyczaj są domeną dzikich brettów.
Imperial Wild Black Kiss W z Browaru Widawa to naprawdę zacne i ekstremalne w doznania piwo. Pełnia pochłonie Cię już przy pierwszym łyku. Balans nie stanowi tu mistrzostwa świata, ale i nie musi stanowić. Ciecz jest dość treściwa, chwilami wręcz słodkawa, a niewielka goryczka jest tu tylko sympatycznym dodatkiem. Całość jest nad wyraz czekoladowa, owocowa, a przy tym lekko kwaskowa i palona. Alko świetnie ukryte, co jedynie delikatnie grzeje w przełyku, co przy takim woltażu jest rzeczą normalną. Piwo mimo 22°Plato pije się niezwykle szybko. Ciężko jest zapanować nad ręką. Może to dzięki przyjemnie gładkiej i aksamitnej fakturze?
Dawno nie piłem już tak bogatego w doznania i smacznego napitku. Chwała Bogu za takich ludzi jak Wojtek Frączyk! :D
OCENA: 9/10
CENA: ok 14ZŁ
ALK.8,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 07.10.2016
BROWAR WIDAWA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz