niedziela, 13 marca 2016

MAORI KISS SINGLE HOP DR RUDI

Podjarany jak Rzym za Nerona, sięgam dzisiaj po drugą nowinkę z Fabryki Piwa – Maori Kiss Single Hop Dr Rudi w stylu New Zealand India Pale Ale. Dużo obco brzmiących wyrazów prawda? Byłem na dwóch lekcjach angielskiego no to Wam tera co nieco wyjaśnie. Maori Kiss (Maoryski Pocałunek) to piwo uwarzone z jedną nowozelandzką odmianą chmielu, co się zowie Dr Rudi. Co to jest IPA to już powinniście wiedzieć, a jeśli nie wiecie, to macie poważne zaległości w piwnym świecie (sto lat za murzynami jak nic).
Mój dzisiejszy gość to już trzeci nowozelandzki ‘jednochmiel’ tego producenta, w którym podstawowe parametry są takie same, a poszczególne piwa różnią się tylko rodzajem użytej przyprawy, zwanej u nas chmielem. Tu warto również nadmienić, że jeden z poprzednich single hopów z Fabryki Piwa miał taką samą nazwę i niemalże identyczną etykietę, ale tam użyto odmiany Waimea. Naprawdę łatwo się pomylić. Jeśli masz ksywę Stępień, a Twoje bryle przypominają denka od słoików po ogórkach kiszonych, to masz poważny problem. Albo zrób sobie przeszczep gałki ocznej, albo zainwestuj w mikroskop. Tylko tyle Ci pozostało ;)


Rzeczona nowość wyglądem przypomina standardowe piwo, które lekko opalizuje, a jego barwa zawieszona jest gdzieś pomiędzy ciemnym złotem, a jasnym bursztynem. Wieńczy je wysoka, średnio ziarnista piana o żywocie, którego mogą pozazdrości nawet Żółwie Olbrzymie. Aby było jeszcze ciekawiej na szkle możemy podziwiać całkiem okazały lejsing.
Piwo jest nisko wysycone -  nic nie szczypie, nic nie łechce, nic nie smyra, a szkoda. Lubię, gdy lekkie trunki mają dużo bąbelków. W smaku w roli głównej występują białe owoce (winogrono, morela, brzoskwinia, gruszka, agrest) oraz wyraźna słodowość typu herbatnikowego. Kwaskowych cytrusów bardzo niewiele, słodkich tropików także. W tle natomiast pojawia się karmel oraz odrobina przypieczonego pieczywa oraz zioła. Finisz zakończony umiarkowanie mocną goryczką o chmielowo-trawiastym profilu. Gorycz nie jest przesadnie silna, nie zrobi Ci z ozora wycieraczki, a mimo to delikatnie zalega. Nieźle się to pije, ale trochę brakuje tu rześkości, szczypty jakiegoś wiaterku, bryzy. Mam wrażenie, że dzisiaj pite piwo zostało otwarte dwa dni temu.

W aromacie na szczęście jest już dużo lepiej. Wyraźne i intensywne białe owoce pestkowe (renkloda, morela, mirabelka) świetnie korespondują z bardzo przyjemną i łagodną słodową bazą. Z tła co jakiś czas przebijają się słodkawe biszkopty oraz minimalna trawiastość. Prosty jak budowa cepa i niezwykle mało skomplikowany to zapaszek, lecz mimo to sprytnie wpasował się w moje gusta.
Maori Kiss to lekkie, nawet smaczne, dobrze zbalansowane i dosyć pijalne piwo. Przeciętna pełnia smaku co prawda nie zapewni nam żadnych spazmów jak w przypadku barli łajna, czy RISa, ale nie o to tu przecież chodzi.
Niskie wysycenie oraz nieco przydługawa goryczka to jego największe (i w sumie jedyne) wady, które niestety ujemnie rzutują na świeżość tegoż napitku.
Sprawę trzeba postawić jasno. Sumarycznie piwo nie jest złe, ale do wybitnych też nie należy.  Jest to prosty, codzienny trunek, nie absorbujący zbytnio naszej uwagi. Nie trzeba się nad nim zbytnio skupiać, tajemniczo marszczyć czoła, unosić brwi, czy wtykać nos do szkła po same dziurki. No, chyba że chcesz zgrywać cwaniaka wśród swoich nie imających się craftu kolegów ;)
Niedługo, może nawet za tydzień lub dwa rozpocznie się sezon grillowy (sport narodowy Polaków) i takie właśnie piwko do karkówki będzie jak znalazł!
OCENA: 7/10
CENA: nieznana
ALK.5,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 01.10.2016
FABRYKA PIWA//SZCZYRZYCKI BROWAR CYSTERSÓW „GRYF”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz