sobota, 5 marca 2016

ALCATRAZ

Jeśli wierzyć ćwierkającym wokół ptaszkom i pierwszym bocianom, to zima powoli się kończy, a ja wciąż mam od groma ciężkich i mocarnych, typowo zimowych piw w piwnicy. Nie żebym się smucił z tego powodu, wszak ja uwielbiam wyraziste i bezkompromisowe trunki, ale w miarę możliwości staram się dostosowywać pite piwa do pory roku. Nie jestem pod tym względem jakimś sztywnym konserwatystą – po prostu zimą ekstraktywne piwa lepiej mi smakują, choć czasem i w lecie wychylę szklankę jakiegoś mocarza. Drugą kwestią natomiast jest ich mnogość na rynku. Co rusz jakiś RIS, porter bałtycki lub Barley Wine. Nie żebym się smucił...
Jednym z tych właśnie ‘barli łajnów’ jest Alcatraz z Faktorii (Alcatraz, co to z którego w 1979 roku uciekał słynny Clint Eastwood). Wywar ten nie jest jednak klasycznym angielskim wydaniem tego stylu, lecz stanowi jego nowofalowe wcielenie. Nie poskąpiono tu jankeskich lupulin, a równe 100 IBU jak sądzę nie jest dziełem przypadku. 


Świeżynka z Faktorii prezentuje się jak pudel na psim konkursie piękności – praktycznie nie ma dla niej konkurencji. Generuje ona niesamowicie obfitą, gęstą i zwartą, a zarazem puszystą czapę piany kolory ecru. W dodatku rzeczona pierzynka jest niemalże nieśmiertelna! Jej czas opadania jest chyba dłuższy niż okres ostatniego zlodowacenia ;) Całe wieki musiałem czekać, aż zrobi się miejsce na dolewkę. Taka sytuacja.
Piwo jest bardzo nisko wysycone, a jego barwa jest dość miła dla oka. Ze szkła bowiem spogląda na mnie miedziano-brązowa ciecz, pod światło mieniąca się ładnymi burgundowymi refleksami (mimo, że jestem facetem nieźle znam się na kolorach ;).
W smaku także panuje bizancjum, jak mawia mój kolega Tomek. Pierwszy akord to solidny but na twarz od hamerykańskich chmielin, dzięki którym nie za bardzo wiem, czy to amerykańskie Barley Wine, czy Imperial IPA. Tropikalne, lekko słodkie owoce wydają się dominować nad nieco przygniecionymi cytrusami z grejpfrutem i pomarańczą na czele. W drugim akcie dostaję z kolanka w wątrobę od konkretnej, ale z deka przyciężkawej słodowej podbudowy, której pomaga z pozoru niewinna żywica. Słodowość jest dość silna, wyraźnie opiekana i po części karmelowa. Chwilami zahacza o rejony toffi i przypieczonej skórki chleba. W między czasie, a także na samym końcu dostaję z sierpowego od mocarnej chmielowej goryczki, która przewija się przez cały profil smakowy. Ziołowo-pestkowa gorycz mimo, że jest gładka to nieźle mnie masakruje, zwłaszcza że wyraźnie zalega na podniebieniu (100 IBU to nie som żarty). Pomimo tej niezbyt przyjemnej goryczki sumarycznie całkiem nieźle to smakuje. Odczucia są bogate, wyraziste i dosyć urozmaicone. Jak widzicie dostałem wpierdal i jeszcze się z tego cieszę! ;p Alkoholu choćbyś ze święcą szukał, to chłopie nie znajdziesz. Brawo!

Czas wsadzić nochal do szkła. Od razu czuć, że panuje tu większa równowaga na linii chmiel-słód, aniżeli miało to miejsce w smaku. Tropiki nadal się tu panoszą, choć nie są już tak dominujące jak wyżej. Słodowa baza jest bardzo ułożona i zbilansowana. Delikatnie opiekane klimaty przeplatają się z subtelnym karmelem, łyżką żywicy oraz odrobiną rześkiego cytrusa. Nieco w głębi egzystuje niespodziewana i intrygująca szczypta czerwonych owoców typu poziomka i truskawka. Kurde balans świetnie to pachnie! Mam ochotę wąchać bez końca. Smak był spoko, ale zapach to po prostu ambrozja! W dodatku tu również alko został doskonale ukryty. Nie wiem, jak oni to zrobili!
Mój dzisiejszy gość to niezwykle bogate w doznania piwo, które odznacza się niezłą pełnią smaku zakończoną niezwykle wytrawnym finiszem. Piwo oczywiście nie jest tak gęste i wyklejające jak potrafi być wzorowy Barley Wine, ale trzeba pamiętać, że mamy tu tylko 20° Plato. Goryczka jest konkretna jak lewy prosty Adamka za jego najlepszych czasów. Co prawda jej nadmiernie zaleganie koniecznie trzeba zaliczyć do wad, ale w sumie jest to jedyny mankament tego wielowątkowego napitku.
Pijalność Alcatraz jest nie jest jakaś powalająca, ale kto uważa, że wino jęczmienne powinno się pić wiadrami z pewnością jest w wielkim błędzie, bowiem jest to trunek wybitnie degustacyjny. Należy go pić powoli i z rozwagą, bo etanol tylko czeka, aż przejmie nad Tobą kontrolę.
Mimo oczywistych zalet tego piwa wydaje mi się, że jest ono nieco przechmielone, szczególnie w smaku (na goryczkę). Aromat natomiast to istny balsam na moje ciało i jednocześnie ukojenie dla mej grzesznej duszy.
Wciąż jednak nęka mnie pytanie – bliżej mu do American BW, czy IIPA?
OCENA: 8/10
CENA: ok. 10ZŁ
ALK.9,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 14.02.2017
BROWAR FAKTORIA//BROWAR ZODIAK

3 komentarze:

  1. skoro nie wiadomo czy blizej mu do BW czy do IIPA- to nazwanie tego BW jest błędem. Masakra jakaś- wszystko musi być zamerykanizowane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam do nikogo pretensji o nazewnictwo. American Barley Wine jest winem jęczmiennym na amerykańskich chmielach i w tym przypadku właśnie tak jest. Jednakże moim zdaniem ciut za mocno na wierzch wyszły te chmiele, a troszkę za mało tu słodowej bazy.

      Usuń
    2. "Masakra jakaś- wszystko musi być zamerykanizowane"

      Chciałem tylko nadmienić, że poruszasz dwie osobne kwestie. Jedna to fakt podobieństwa do IIPA, co generalnie jest zmorą polskich kraftowych BW. Druga to amerykanizacja - z moich doświadczeń wynika, że BW wykonany solidnie na modłę amerykańską wciąż pozostaje świetnym BW - amerykańskie chmiele nie niszczą jego charakteru, tylko go uzupełniają, a odbiorca nie ma wątpliwości, że to BW - polecam np. Old Guardian z browaru Stone.

      Usuń