poniedziałek, 7 marca 2016

DOUBLE TROUBLE

Możecie mi łaskawie powiedzieć, co to do cholery jest Imperial Milk Stout? RIS z dodatkiem laktozy, czy może raczej imperialny stout mleczny? Gdzie jest granica między nimi i czy w ogóle one się czymś różnią?
Niedawno Piwoteka skumała się z Kraftwerkiem (oba browary cenię i szanuję), by we współpracy w Wąsoszu uwarzyć właśnie taką oto hybrydę. Parametry jak wyśniony RIS, lecz w składzie mamy laktozę oraz cukier kandyzowany, które z tym zacnym stylem raczej mają niewiele wspólnego. Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko krzyżowaniu ze sobą różnych piw, ale jeśli RIS ma być zanadto słodki, to nie ma co liczyć na mojego lajka na fejsie. Słodki i to bez nadmiernej przesady może być co najwyżej porter bałtycki, RIS zaś cenię, gdy ma doskonały balans i wyrazistą goryczkę.
Jak na kanwie moich rozważań wypada Double Trouble możecie przekonać się poniżej.


Kooperacyjny Imperial Milk Stout ma całkiem poczciwe lico. I nie mam na myśli etykiety, tylko samo piwo. Obrazkowa eta w sumie też spoko, trochę straszna, trochę śmieszna i przynajmniej wyróżnia się na sklepowej półce. Wracając do piwa jest ono nieprzejrzyście czarne, choć pod światło mieni się z deka brązowymi cieniami.
Piany nie trzeba było wymuszać, oj nie. Przeciwnie, lałem tylko po ściance (w WC też tak robię ;p), a i tak czapa urosła do pokaźnych rozmiarów. Jasno beżowa kołderka składa się z mieszanej wielkości pęcherzy, jest puszysta i wyjątkowo trwała. Niespiesznie opadając zostawia na szkle liczne i frywolne wzorki, w języku fachowym zwane lejsingiem.
Piwo jest konkret, ma 25% ekstraktu. Szacun, ale ponoć aż 5% pochodzi z laktozy. W dodatku mamy tu jeszcze cukier kandyzowany, który też (chyba) podbija balling. Powinno być zatem słodko i faktycznie kurna jest. Może nie jest to Miodowe Mocne (tak, piłem) w czystej postaci, ale w rzeczy samej słodkości nieźle dają po nosie. Ciecz sama w sobie jest dość gładka i gęstawa. Pierwszy akord to wspomniana słodycz – laktoza, wpierana przez delikatnie miodowe klimaty. Tuż zza niej wyłania się nieposkromiona czekolada deserowa oraz słodowa baza, której też jest nie mało. Słód także jest dosyć słodkawy, lecz w posmaku można tu również dostrzec jego lekko prażone cechy, przywodzące na myśl skórkę od chleba i tosty. Nieco dalej w końcu spotykamy na swojej drodze coś innego niż ‘ciuciaki’. Mianowicie z głębi odzywa się odrobina łagodnej kawy, rzecz jasna z odrobiną mleka i cukru! (nie jest to żaden Coffee Stout, więc wybaczam jej wątły i żenujący wizerunek). W tle natomiast drzemkę ucięły sobie głęboko schowane suszone owoce, oblane wyrazistym kakao (kakałem?). O dziwo pojawia się też i chmiel, ale tylko w postaci chmielowej goryczki, która mimo dość umiarkowanej mocy trochę zalega. Jej łodygowo-ziołowy profil i nieco mdły charakter wywołują u mnie niezbyt przyjemny grymas na twarzy.

Smak mimo pewnych niedociągnięć generalnie nie jest taki zły, więc niezbyt jeszcze zniechęcony wącham ten specjał. Mój nochal najwidoczniej skumał z jęzorem, bowiem w aromacie także króluje spora dawka słodyczy. Mamy tu spore pokłady słodkawego słodu, kakao, mlecznej czekolady i pralin, a wszystko to zatopione jest w hektolitrach mlecznej laktozy. Nigdy w życiu nie wąchałem bardziej nasiąkniętego laktozą piwa. W oddali majaczy niewyraźna paloność oraz szczypta kawy, a raczej lury, co to koło prawdziwej kawy nawet nie stała. Stawkę zamykają nieznaczne i mocno stonowane suszone owoce spod znaku śliwki, rodzynek (rodzynków?) oraz czarnych porzeczek. Dosyć bogaty to aromat, choć do wyśnionego ideału daleka droga.
Podwójne Kłopoty od Kraftwerku i Piwoteki z pewnością dostarczają podwójnych kłopotów w postaci nadmiernej moim zdaniem słodyczy. OK. – jest co prawda lekko kontrująca, chmielowa goryczka, ale po pierwsze laktozy jest tak dużo, że nie sposób jej utrzeć nosa. Po drugie sama gorycz jest dosyć mdła i ciut nazbyt zalegająca. Sumarycznie więc piwo ma słaby balans i pije się je raczej wolno. Choć w sumie może to i lepiej, bo nawet pite powoli nieźle miesza nam w główce (10 voltów nieźle ryje beret). Pełnia jest tutaj odpowiednia, choć zapewne nie jest to zasługa samego słodu.
Nie mam zielonego pojęcia (niebieskiego zresztą też) na co komu taki napitek? Mogliby zrobić normalnego RISa, albo zwykłego Milk Stouta i byłaby gitara. Oczywiście nie mówię, że Double Trouble jest piwem złym, zupełnie niesmacznym, czy niewypijalnym. Spokojnie i bez większej odwagi można je przyjąć na klatę, pytanie tylko po co?
OCENA: 6/10
CENA: ok. 11ZŁ
ALK.10%
TERMIN WAŻNOŚCI: 28.07.2016
BROWAR KRAFTWERK&BROWAR PIWOTEKA//BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

1 komentarz: