Przejdź do głównej zawartości

AMPOLIROS Barley Wine. Klasyka też może być smaczna


„No i znowu ta nudna recenzja. Oj Piotrek, kiedy Ty w końcu coś zmienisz? Kiedy w końcu zaczniesz nagrywać jakieś filmiki?”
- Tak, a później będziecie robić ze mnie beke, żem pijany darł mordę na otwarciu nowego multitapu, czy lokalu firmowego…. ;p
Tak więc bezpieczniej jest już pisać farmazony o piwach niż robić z siebie pośmiewisko przed kamerą. Zwłaszcza z moją aparycją.
Dziś na warsztat wjeżdża Ampoliros z Browaru Bednary. Klasyczne barli łajno bez żadnych udziwnień. Rzadko pijam piwa Rafała Łopusińskiego, ale jak już coś wrzucę na ruszt, to raczej nigdy tego nie żałuję. Piwko od jakiegoś czasu stało sobie zasłonięte innymi trunkami. Po cichaczu wyszło już z terminu, ale mając na uwadze solidne parametry, myślę że miesiąc po dacie nie wpłynie negatywnie na odbiór. Jeśli już, to wręcz przeciwnie :)


Zrywam kapsel i ciecz wędruje do szkła. Miluśkie to dla oka. Jakieś takie czerwonawe, miedziane, czy może rubinowe. Sam nie wiem. Pianka niewysoka, ale nader puszysta i drobna. Opada w średnim tempie, dość dobrze krążkując.
24 ballingi fajnie obklejają mi buźkę od środka. Oczywiście nie jest to kisiel, ale gęstość i pełnia smaku jest tu odpowiednia. W Barley Wine często problemem jest nadmierna, zalepiająca wręcz słodycz. Tutaj tego nie ma. Owszem, balans kieruje się bardziej w stronę słodyczki, ale ta szybko zanika, a na horyzoncie pojawia się delikatna jak pierdnięcie osy, chmielowa goryczka. Niepozorna, ale jednak zauważalna. Pierwsze skrzypce gra opiekana słodowość (żadne to odkrycie), dalej mamy pewne ilości karmelu i przypieczonej skórki chleba. W oddali majaczy szczypta miodu, cukru kandyzowanego, biszkoptów i innych ciasteczek. Alko subtelnie rozgrzewa kiszki, ale nic ponadto. Żadnego gryzienia, pieczenia, czy drapania w gardełko. Widać tu bardzo dobre ułożenie oraz szlachetność. Naprawdę fajnie się to pije. Jestem mile zaskoczony.

Piwo się już porządnie ogrzało, więc to najlepszy moment, by wsadzić kinola do szkła i wziąć głęboki wdech. Jest słodko, miodowo, karmelowo. Spoko zapaszek. Wino jęczmienne w czystej postaci. Opiekane słody same pchają się do nosa. Tuż za nimi podążają nuty biszkoptów, słodkiego kruchego ciasta oraz herbatników. Cały czas w asyście karmelu rzecz jasna. Stawkę zamyka subtelne, acz bardzo przyjemnie muśnięcie suszonych owoców – rodzynek, daktyli oraz suszonej żurawiny. Cały czas swoje trzy grosze dorzuca tutaj dobrze wpasowany i pięknie ułożony alkohol. Jest taki szlachetny i likierowy. Zupełnie nie inwazyjny. Bardzo dobrze mi to pachnie muszę przyznać.
Ampoliros (nie mam pojęcia co to znaczy) niby niczym nie zaskakuje, a sprawia sporo radości. Klasyczny Barley Wine na obecne czasy może i wieje nieco nudą, ale jeśli jest dobrze wykonany, to nie mamy powodu do narzekań. Browar Bednary zadbał by to piwo było ułożone, wyraziste, dobrze zbalansowane, treściwe, w miarę gładkie, smaczne i dobrze pijalne, jak na takiego potworka.
Nie jestem nim wniebowzięty, ale wypiłem ze smakiem. Choć tanie nie było…. :/
OCENA: 7/10
CENA: ok 15ZŁ
ALK. 9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.09.2018
BROWAR BEDNARY

Komentarze

  1. Very nice post. I absolutely love this website.

    Keep writing!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz