wtorek, 9 stycznia 2018

Letnia edycja RIS In Peace z AleBrowaru. Czy śliwka zrobiła robotę?



Dawno nie gościł u mnie AleBrowar. No dawno. Bardzo sobie cenię tego rzemieślnika, ale po prostu jakoś tak wyszło. Ostatnim piwkiem od nich, recenzowanym na łamach niniejszego bloga był ichni RIS In Peace (edycja pierwsza, czyli zimowa z początku 2017 roku). Bo jak wiecie drogie dzieci, AleBrowar wprowadził do swojej oferty serię RISów z różnymi dodatkami. Po jednym na każdą porę roku. Piwo bazowe jest zawsze to samo, a co kwartał dorzucają do niego po prostu jakiś inny dodatek. Sprytne to, ale moim zdaniem trochę tym sposobem poszli na łatwiznę. Klepią co trzy miesiące to samo piwo, a głowią się tylko nad jego urozmaiceniem. No, ale nie o tym miał być ten wpis przecież.
Celowo odpuszczałem sobie z AleBrowaru te różne milkszejki i inne dziwne wynalazki, ale jak trafił mi się ruski Stout, to nie mogłem obok niego przejść obojętnie. Jest to edycja Summer 2017 z dodatkiem śliwki. Po prostu. Śliwka ma robić tutaj robotę. Nie piszą, że wędzona, więc zakładam, że była świeża. Nie piszą jaki to konkretnie gatunek, ale można domniemywać, że chodzi o węgierkę. No, bo chyba kurna nie wrzucili mi tutaj małych żółtych mirabelek!? Gdzieś po drodze ominąłem wersję wiosenną 2017 z kwiatem czarnego bzu. No trudno. BTW jest już dostępna edycja jesienna zamykająca serię czterech piw z 2017 roku. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony jest o kontakt w tej sprawie ;)


Dobra, pora trochę pomlaskać, skupić się i wyciągnąć wnioski. Czy śliwka zrobiła robotę? Owszem! Czuć owoce i to właśnie śliwkę węgierkę wskazałbym na pierwszym miejscu. Na dalszym planie czai się jeszcze nieco rodzynek, świeżych ciemnych winogron oraz garść suszonych daktyli. Naprawdę bardzo owocowy RIS z tego wyszedł. Taki słodki poniekąd, przyjemnie deserowy. Jest tu sporo czekoladowych klimatów, jest wyraźne kakao, drogie pralinki, są palone słody, przypieczona skórka chleba razowego i łagodna kawusia. Ogólnie rzecz biorąc jak na RISa, to tej paloności jest niewiele, no ale wspomnieć trzeba było. Finisz jest długi, lekko owocowy, ale też subtelnie czekoladowy. Kawowa goryczka trzymana jest w ryzach. Nie ma jej zbyt wiele, ale nie można powiedzieć, aby piwo było za słodkie, czy mdłe. Alko jest znakomicie ukryte. Pijąc zapomniałem nawet z jakim mocarzem mam do czynienia. Wielkie brawa! Wysycenie jest raczej niskie, czyli taki jak Pan Bóg przykazał. Piwo wielowątkowe, gładkie, niebywale ułożone, takie puszyste, aksamitne, strasznie smaczne, deserowe w smaku. Oh yeahhhhh….. :D
Do wyglądu przyczepić się nie sposób, chyba że jest się jakimś pierdolonym estetą. Piwo jest czarne i w miarę klarowne. Piana obecna, choć niewysoka. No, może jakbym lał z trzeciego piętra, to byłoby jej więcej, ale ja lałem tak normalnie, po ludzku. Beżowa w barwie, dość drobna, puszysta, umiarkowanie trwała. Tyle w tym temacie.

Czas zapuścić kinola do szkła. A jest co wąchać muszę przyznać. Aromat jest mocny i zdecydowany (coś jak kopnięcie młodego ogiera). Dosyć słodko tu, wyraźnie owocowo i deserowo. Taka troszkę powtórka ze smaku. Jest przyjemna śliweczka (świeża, nie suszona), są rodzynki, ciemne winogrona, suszone daktyle oraz figi. Fani owocowych estrów mogą dostać podwójnego orgazmu, więc uważać! Dalej mamy trochę ciemnych klimatów – opiekane słody, lekką kawę, czekoladę deserową, gorzkie kakao, ciemne pieczywo, prażony słonecznik i szczyptę lukrecji. Na złożoność tego bukietu naprawdę nie można narzekać. Zapaszek wali po nosie, aż miło! Bardzo przyjemnie się to wącha. Co ciekawe żadnego alkoholu tu nie czuję. Powaga. Prawie dyszka alko, a wącha się to jak jakiegoś Dunkela. Mistrzostwo jeśli chodzi o ułożenie. Drugie miszczostwo za wielowątkowość!
RIS In Peace Summer 2017 to piwo pod paroma względami niebywałe. Rzeczona śliweczka na bank zrobiła dobrze na podniebieniu wszystkim fanom tego owocu. Naprawdę dawno już nie spotkałem żadnego mocnego piwa z tak porządnie rozbudowanym owocowym profilem (pomijam piwa z sokiem). Druga niebywała rzecz to doskonale ukryty etanol. No kurczę pije się to wyśmienicie. Szybko i gładko. Nic nie piecze, nic nie drapie, nic nie drażni, nawet nie grzeje! AleBrowary RIS to trunek na wskroś ułożony, bardzo pełny w smaku, cholernie wielowątkowy, treściwy z balansem w kierunku słodyczki. W rzeczy samej nie jest to napitek zadziorny i agresywny. Raczej grzeczny, potulny i taki delikutaśny. Do rany przyłóż i patrzaj, czy się szybko goi ;p Kto, co lubi, ale dla mnie jest to piwo bliskie ideału.
OCENA: 9/10
CENA: ok 16ZŁ
ALK. 9,8%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.05.2018
ALEBROWAR

1 komentarz:

  1. Ja się trochę zawiodłem; no może jakby jeszcze poleżało ale generalnie cała seria ris in peace coś mi nie podchodzi

    OdpowiedzUsuń