poniedziałek, 15 stycznia 2018

OKO W OKO - Kustosz Białe vs Don Wito z Biedronki



Naszła mnie ochota na pewne porównanie, taki test porównawczy dwóch podobnych do siebie piwek. Może nie jest to jakaś odkrywcza forma blogowania, ale zawsze to jakieś urozmaicenie, jakaś odskocznia od nudnych jak flaki z olejem, szablonowych recenzji, prawda?
Dziś w ringu stają dwa Witbiery! Tak. Witki z Biedry, mówiąc wszelakim znanym mi żargonem. Don Wito z Manufaktury Piwnej (czyli z Jabłonowa) i Kustosz Białe, którego producentem jest nie kto inny, jak producent wszystkich Kustoszy, czyli Van Pur (hy hy hy). Gdzie to piwo robią, tego nie wiedzą nawet sroki zrodzone z trzynastego pokolenia po wybuchu reaktora w Czarnobylu. Piwni Janusze z pewnością stwierdzą, że w Warszawce na ulicy Cybernetyki 7, ale jest to błędne myślenie drodzy amatorzy Żubra w puszce ;) Van Pur dysponuje, aż pięcioma browarami i żodyn nie mieści się w stolicy. A gdzie tłuką tego pseudowitka? Zapewne sam ich prezes, by odpowiedzieć na to pytanie, musiałby ze dwa dni pomyśleć, drapiąc się przy tym prawą ręką po lewym jajku :D
No dobrze. Nie ma co przedłużać, bo Witosławy stygną… znaczy się…ocieplają się. Lecim z koksem.


Kustosz Białe

Macherzy z Van Pura poszli na skróty i najebali tu kilka różnych dodatków, po to, aby z jasnego piwa pszenicznego zrobić belgijskiego Witbiera. Czy ten zabieg im się udał? Połowicznie. Ekstrakt z curacao, ekstrakt z cytryny i naturalny aromat kolendry razem wzięte wypadają dość sztucznie niestety. Ale po kolei.
Skurczybyk pieni się jak szalony! Jakby go jakąś wścieklizną poczęstowali. Pianka jest wysoka i dobrze zbudowana – gęsta, zbita, drobna i sztywna. Taka betonowa można rzec, choć nie jakoś szalenie trwała (to zupełnie jak z naszymi nowymi autostradami). Piwo jest jasno złote w barwie, przyjemnie mętne dla oka.
Tak jak mówiłem przeszkadza mi tutaj owa sztuczność, ale ogólnie rzecz biorąc czuć, że jest to Witek. Dominuje lekko mydlana kolendra i guma balonowa, a tuż obok czai się pszeniczna podstawka, jakieś biszkopciki, ciastka i ciasteczka. Akcenty cytrusowe są mocno wycofane do defensywy, ale coś tam z lekka pobrzmiewają. Przypomina mi to nieco Żywca Białego lub Valkirię z Żabki. Daleko w tle natomiast brzdękają nieśmiało echa drożdży oraz jasnego pieczywa. Wysycenie jest dość wysokie, ale nie inwazyjne. Beka się po tym w sam raz, więc propsuję ;) Całość nie jest jednak tak rześka, jak piszą w książkach o tym stylu. Czegoś tu po prostu brakuje.

W zapachu kolendra i guma balonowa chyba jeszcze wyraźniej przejmują pałeczkę. Co ciekawe – nie wypadają już tak chemicznie. No dobra, chemicznie nie wypadała nawet w smaku, ale coś tam po prostu z lekka trąca syntetykiem. Cała reszta w zasadzie pozostaje bez zmian, więc oszczędzę sobie stukania w klawiaturę, bo mi jeszcze mój hapek odmówi posłuszeństwa :p
Całość wbrew pozorom nie wypada wcale tak źle. Piwo spokojnie daje się wypić i to bez większych grymasów na mordce. Do ideału daleka droga, ale za te piniondze można brać w ciemno. Mówiąc inaczej – jak na piwo z ekstraktami jest całkiem nieźle.

OCENA: 6/10
CENA: 2.29ZŁ
ALK. 4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.07.2018
VAN PUR

Don Wito

Konkurent z Manufaktury Piwnej przedstawia się zgoła inaczej. W Jabłonowie zrobili wszystko po Bożemu, co jednak wcale nie znaczy, że wyszło lepiej. Do piwa dodali prawdziwej skórki gorzkiej pomarańczy (słynne curacao), prawdziwą kolendrę (szacun) oraz dodatkowo rumianek. Nie lubię tego ustrojstwa, ale niech im będzie.
Piwo jest o jakieś dwa tony ciemniejsze niż Kustosz. Piana za to jest o dwie długości basenu w tyle. Niska, brzydka i mało żywotna. Dwie minuty i już jej nie ma. Po zawodach jak to się mówi.
Smak to zupełnie inna para kaloszy, niż w przypadku rywala od Van Pura. W rzeczy samej Witbierem to raczej bym tego nie nazwał. Piwo jest bardzo cytrusowe – to fakt. Takie skórkowe, rześkie, delikatnie kwaskowe, fajnie nasycone bąbelkami, no ale gdzie ta kolendra mości panowie? Tam fajnie huczała (mimo, że wypadała nieco sztucznie), a tu nic, zero, nul, amba fatima, kaplica. Może o dwa ziarenka za mało im się do tanka sypnęło, nie wiem. Ale kolendra w Witku musi być! Musi być i kropka. To tak jakby mieć Merca bez celownika, Beemę bez wiatraczka, albo Dżaguara bez kota na masce. No chujnia jak się patrzy.
Prócz rzeczonych skórek moje receptory wyłapują tu jeszcze obfitą słodowość, biały chlebek, odrobinę pszenicy, tańczącej tuż nad horyzontem. Aha, daleko w głębi wyłapałem jeszcze ten nieszczęsny rumianek. Nie ma go dużo, ale ja po prostu za nim nie przepadam.
Teraz wąchamy. Mieszam, niemal zanurzam kichawę do szkła i nic. Kolendry jak nie było, tak nie ma. Cała reszta pozostaje bez zmian. Są skórki cytrusów, jest chlebuś i pszenica. Są nawet nieśmiałe nutki chmielu. Jest w miarę rześko, świeżo i dosyć poprawnie. Sztuczności tu nie uświadczysz, mimo to do Witka daleka droga.
Kurde bele, ten egzemplarz też pozostawia sporo do życzenia. Przy czym trzeba mieć na uwadze, że piwo cenowo wpisuje się już w tę troszkę wyższą półkę, więc oczekiwania również powinny być nieco większe. Tymczasem sumarycznie piwo wypada trochę gorzej i to pomimo użycia naturalnych składników. Trudno. Po prostu dalej mu do prawdziwego Witbiera.

OCENA: 5/10
CENA: 3.49ZŁ
ALK. 4,9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 01.03.2018
BROWAR JABŁONOWO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz