poniedziałek, 29 maja 2017

PROJEKT VAGABUND z ANTYBROWARU



Jak obiecałem tak zrobiłem. Słowo się rzekło. Iście letnie temperatury (w końcu!) sprokurowały mnie, bym sięgnął po typowo letni napiwek. Taki, który wchodzi lepiej niż woda. Taki, który nie upija jedną butelką. Taki, który dobrze gasi pragnienie.
PROjekt Vagabund z Antybrowaru – bo o nim mowa – nadaje się do tych celów idealnie. Wszak to niemalże słynny kwaśny Berliner Weisse. Niemalże, bo nie ma tu w składzie bakterii kwasu mlekowego, a zamiast słodu pszenicznego są tylko płatki pszenne. No, ale nawiązanie jest. Nawet w nazwie. Vagabund to nowofalowy berliński browar założony przez trzech gości z USA, którzy to zechcieli nawiązać współpracę z naszym polski Antybrowarem.
Ów kwasior został okraszony płatkami dębowymi i suszonym hibiskusem. Kwiatami jak mniemam. Zacna to roślinka muszę przyznać. Herbatkę hibiskusową zawsze chętnie wypiję. Tak więc zapowiada się smacznie. 


Przelewam i oglądam. No hibiskus mocno zabarwił ten trunek. Piwo jest klarowne i wybitnie czerwone. Takie rubinowe bym powiedział. Pięknie się prezentuje. Piany nie generuje Bóg wie ile. Kołderka jest przeciętnych rozmiarów, puszysta, zwarta, drobna, umiarkowanie trwała.
W smaku jest rześko, owocowo, lekko kwaśno. Z pewnością do klasyków z tego gatunku mu trochę brakuje, choć nie powiem, bo kwasek jest wyraźnie wyczuwalny. Wyraźnie, jednak mordy nie wykręca jak niektóre kwachy, jakie piłem. Wysycenie jest średnie, ale patrząc na styl, to chyba troszkę brakuje mi tu tych bąbelków. Lekka podbudowa słodowa daje tu niewielką ilość ciała, ale to dobrze. Tak właśnie ma być. Hibiskus objawia się głównie w posmaku, dając charakterystyczną cierpkość. Kojarzy się on trochę z czerwonymi owocami, stąd moje skojarzenie, wymienione na początku tego akapitu. Coś jakby żurawina, czy niedojrzałe wiśnie. Daleko w tle majaczą echa kwaśnych cytryn. Nawet niezłe lekkie piwko. Pije się je szybko i bez oporów.

W zapachu jest chyba ciut gorzej. Ze szkła nic mi tu nie bucha. Porządnie trzeba się skupić i głęboko wsadzić nochal do szkła, by coś poczuć. Gdy już coś poczujesz, to i tak jest tego niewiele. Głównie czerwone owoce, lekkie nuty hibiskusa oraz subtelny kwasek, kojarzący się z jakimś kefirem lub maślanką. Może dali tu kwas mlekowy, ale nie wymienili na etykiecie? Całość osadzona jest na nieśmiałej słodowej bazie. Aromat nie jest zły, szkoda tylko, że taki mało wyrazisty.
PROjekt Vagabund to dość lekkie, dobrze pijalne, umiarkowanie kwaskowe piwo. Dodatek hibiskusa nieźle się tu sprawdził. Czuć go, a to niewątpliwa zaleta. Są jednak i minusy – zbyt niskie wg mnie wysycenie oraz wątły aromat. Że nie wspomnę tu o płatkach dębowych, których nie sposób się tu doszukać. W sumie to nawet po co komu drewno w takim piwie?
Całość nie jest zła, choć określenie satysfakcjonujące, to chyba największy komplement na jaki mogę sobie tutaj pozwolić. Nic mnie w tym trunku jakoś specjalnie nie urzekło. Nawet ten hibiskus jest jakiś taki wyblaknięty, przytłumiony, wybrakowany, gorszego sortu.
OCENA: 6/10
CENA: ok 7.50ZŁ
ALK. 5,3%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.07.2017
ANTYBROWAR & BRAUEREI VAGABUND

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz