wtorek, 9 maja 2017

BURGUNDOWY ŁOWCA z BROWARU PODGÓRZ



Pamiętacie jeszcze Barley Wine z Podgórza? Burgundowy Łowca się zwie i przez to trochę  mi się kojarzy z lidlowskim Argusem Łowczym niestety… Piwko już dość stare, ale ja jakoś nie miałem jak dotąd natchnienia, by się z nim zmierzyć. Ostatnio patrzę, a tam data ważności minęła już dawno temu, więc w końcu uznałem, że to już czas. Swoja drogą była bardzo krótka, bo jedynie trzy miesiące, a tak poza tym przy takich mocarzach, termin przydatności nie ma aż takiego znaczenia. Zwłaszcza jeśli trunek stoi w ciemnym i chłodnym miejscu, a tak było w moim przypadku :)
Z tego co zdążyłem się zorientować, to kiedyś to piwo miało trochę inne parametry (nie mówiąc już o etykiecie). Mamy więc tutaj dopracowanie receptury, za co moje ukłony wędrują w stronę piwowara Łukasza Jajecznicy. Oby grzebanie w recepturze przyniosło wymierne efekty. Z etykiety dowiedziałem się, że piwo było leżakowane z płatkami dębowymi, za co po raz drugi chylę czoła.


Burgundowy Łowca tylko z nazwy jest burgundowy. W rzeczywistości do burgundu mu daleko, tak samo jak mnie do tytułu księcia Walii (zdjęcie jest przekłamane). Piwo jest lekko mętne, a jego kolor przypomina dość bladą herbatę lub niektóre gatunki miodu. O pianie nie będę nawet wspominał, bo była żałośnie niska i nietrwała. Po co mam se nerwy targać? Zapominamy o piance i przechodzimy od razu do meritum.
Biorę łyczek, potem drugi…łoo kuźwa jakie to słodkie!!! Może to faktycznie jest miód, a nie piwo?! Cholernie słodki ulepek. Olbrzymia słodowość, miód, biszkopty, herbatniki oraz jasne pieczywo. Całość polana oczywiście obfitą ilością karmelu. Słodkiego jak miód karmelu. Zaczynam się zastanawiać na ile jest to efekt utlenienia, a na ile samej receptury? Czy możliwe jest, żeby po pół roku piwo, aż tak się postarzało? Gdzieś hen daleko mamroczą nieśmiałe akcenty drewna, wnoszą one jednak stosunkowo niewiele. Goryczka jest naprawdę znikoma, prawie że nieobecna. Powiedzmy, że reprezentuje ona poziom piwa Dębowe Mocne, czy jakiegoś innego koncernowego strong lagera. Kurcze nie ma tu totalnej tragedii, ale strasznie wolno się to pije… Strasznie ciężko wchodzi. Plus natomiast należy się za nieźle ukryty etanol. Praktycznie nic nie czuć tego woltażu.

Wąchamy. Aromat jakoś mocno nie bucha ze szkła i nie jest tak słodki jak smak. Oczywiście tu również dominuje sowita słodowa podbudowa ze sporym udziałem miodowych i karmelowych naleciałości, ale przegięcie w tej materii jest trochę mniejsze. Jest słodko, ale bez przesadyzmów. Z tła wyłapałem nieśmiałe tony cukru kandyzowanego oraz dębiny (chyba ciut wyraźniejszej aniżeli w smaku). Chwilami całość przypomina mi cukierki „krówki”. Bardzo jednostronny to aromat. Jednostronny, czyli nudny, ale tu również należy się mały plusik za dobrze schowany alkohol.
Cholernie treściwy to napitek. Treściwy, słodki, ulepkowaty, bardzo pełny w smaku. Wyraźnie brakuje tu goryczki oraz balansu. Dzięki czemu całość jest niebywale monotonna, nudna i zamulająca. Pije się to wolno i bez emocji. Chmielu też strasznie pożałowano, bo mam wrażenie, że jest to piwo wyłącznie oparte na słodzie.
No nieciekawie to wygląda. Dopracowanie receptury najwidoczniej Łukaszowi nie wyszło. Mam spore wątpliwości, by po niecałych sześciu miesiącach wdarło się tutaj, aż tak wyraźne utlenienie.
OCENA: 4/10
CENA: 15ZŁ (Skład Piwa)
ALK. 8,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 28.02.2017
BROWAR PODGÓRZ

1 komentarz:

  1. ja niestety mialem podobne odczucia, dodatkowo mialem tez wyrazny posmak parafiny/wosku przechodzacy w taninowosc (mimo tak mocnej slodyczy), ogolnie jest to jedyne piwo z Podgorza jakie mnie solidnie rozczarowalo

    OdpowiedzUsuń