piątek, 5 maja 2017

MENTOR z BROWARU RECRAFT



Ach… długo czekałem z tym piwem na jakąś specjalną okazję. Wiecie, może jakiś jubileusz, jakieś wielkie piwne święto na blogu, jakieś naprawdę zacne wydarzenie, milion wyświetleń,  okrągła liczba degustacji, czy cuś. Piwo stało i stało. Czekało cierpliwie, a ja przy jakiejś większej okazji zawsze mówiłem, że jeszcze nie teraz i sięgałem po inne sztosy. W końcu zdałem sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie, to będę (ze względu na wiek) je musiał zdegustować w ramach cyklu „Moja Piwniczka”! Mając dwie sztuki byłoby to z mojej strony wielce niestosowne. 


Mentor z Browaru ReCraft – bo o nim mowa – pojawił się na rynku niemal rok temu. Mocno szokował swoją ceną, choć trzeba mieć na uwadze, że było to jeszcze przed „Imperium Prunum Gate”. Fakt faktem, że wówczas było to jedno z najdroższych polskich piw! Mój portfel do dzisiaj pamięta ten dzień….
Mentor to ichni porter bałtycki o bardzo prawilnych parametrach (8,9% alko, 22°Plato). Nie o parametry tu jednak chodzi, a o opakowanie, które z pewnością miało być głównym wabikiem na klientów i jednocześnie wytłumaczeniem bardzo wysokiej ceny. Mała (375ml), strasznie stylowa buteleczka, lak, ekskluzywna zawieszka (pieczęć) na sznurku, no i to jakże eleganckie kartonowo-plastikowe pudełeczko z pewnością wyróżniają to piwo na półce. Od razy mamy świadomość, że nie jest to pierwszy lepszy trunek. Świętochłowicki ReCraft daje nam tym samym do zrozumienia, że oto mamy przed sobą prawdziwego sztosa. Trzeba też mieć na uwadze, że piwo dojrzewało w browarze przez 10 miesięcy, co jest jednym z najdłuższych wyników w tym aspekcie. Za taki zabieg już na wstępie muszę dać spore propsy :)


Mentor prezentuje się dosyć zwyczajnie. Ciemno brunatna, niemal czarna barwa została przystrojona średnio obfitą kołderką drobnej i beżowej piany. Jej trwałość jest przeciętna, po kilku minutach następuje redukcja do symbolicznego kożuszka. Lejsing słabiutki, więc o fajerwerkach nie może być mowy.
W smaku czuć, że nie jest to żadna świeżyzna. Czas zrobił tu swoje, dając nam piwo totalnie ułożone, gładkie i bardzo grzeczne. Na wierzch wyszły suszone owoce, głównie śliwka, figi i rodzynki, z czego moja mordka się bardzo cieszy. Owoce mieszają się z przyjemną czekoladą deserową, prażonymi słodami i smaczną zbożówką (kawą zbożową dla niekumatych). Jest słodkawo i wyraźnie deserowo. Delikatnie palona goryczka cechuje się raczej niewielką mocą, ale jej charakter jest typowo szlachetny. Nic tu nie zalega, nie drażni, nie piecze. Alkohol w zasadzie jest nieobecny, co zresztą było do odgadnięcia. W tle można odnaleźć ciemne pieczywo razowe, przypieczoną skórkę chleba,  a nawet odrobinę lukrecji i sosu sojowego (utlenienie jest wyraźne). Dość smaczne to jest, ale wielce dalekie od urywania czegokolwiek. Półki aż uginają się od podobnych jakościowo porterów.

Obczajmy co tam piszczy w aromacie…. Zapach jest mocny i wyrazisty, ale nie jakiś oszałamiający. Tu również pierwsze, co rzuca się w oczy (czy też w nos), to widoczny upływ czasu. Piwo jest cholernie dobrze ułożone, gładziutkie, wręcz wypucowane. Suszone owoce pchają się do nozdrzy drzwiami i oknami. Nie sposób ich powstrzymać. Figi, rodzynki, daktyle i śliwki… Jest tego mnóstwo. Po piętach drepczą im zniewalające akcenty czekolady deserowej i zwiewnej kawy. Rolę statystów natomiast pełnią niuanse ciemnego pieczywa, przypieczonej skórki chleba, tostów i lukrecji. Na szczęście sos sojowy schował się tak dobrze, że w zasadzie można go pominąć. Alko oczywiście totalnie nieobecne.
Mentor to piwo dobre, ale w sumie nic szczególnego nie ma nam do zaoferowania. Ze sztosem nie ma nic wspólnego, poza ceną. 
Pełnia smaku jest dość wysoka, treściwość także na odpowiednim poziomie. Balans natomiast troszkę mi nie odpowiada, ale po takim czasie, to w sumie nie dziwota. Generalnie całość jest bardziej treściwa, aniżeli wytrawna. Utlenienie poszło poniekąd w dobrą stronę, tylko te ślady sosu sojowego psują nieco odbiór. Sumarycznie jest jednak dobrze, piwo pije się w umiarkowanym tempie, jak na porter bałtycki przystało.
Ciekawy jestem jak smakowało tuż po butelkowaniu? W każdym bądź razie, po niemal dwóch latach nie ma się czym podniecać. Nawet mi nie drygnął ;p
OCENA: 7/10
CENA: 35ZŁ (Skład Piwa)
ALK. 8,9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.06.2018
BROWAR RECRAFT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz