wtorek, 23 maja 2017

MIŁOSŁAW DYMIONE BROWN ALE od FORTUNY


O moim refleksie leniwca pisałem w poprzednim poście, tak więc nie zamierzam się powtarzać. Dzisiaj kolejny dowód na to, że jestem dużo do tyłu. Sto lat za murzynami, czy jakoś tak ;)
Miłosław Dymione Brown Ale to trzeci wypust z serii Miłosław Warzy Śmiało. Obecnie w sklepach jest już czwarta pozycja, tak że ten tego… bez bluzgów i wytykania palcami proszę.
Śmiałym składnikiem są tutaj słody wędzone drewnem drzew owocowych, konkretnie gruszy, śliwy i jabłoni. Brzmi to dosyć rozsądnie trzeba przyznać, bo przecież czystej rasy krwi angielskie Brown Ale wieje nudą na kilometr. Nie przepadam za nimi, bo nic się w nich nie dzieje. Mam więc nadzieję, że dymienie wniesie tu coś ciekawszego niż to, co oferują nam wyspiarskie klasyki.
Cała ta seria piw od Fortuny robi nam się coraz ciekawsza. Oczywiście nie jest to żadne zagrożenie dla prawdziwych rzemieślników, ale śmiało może konkurować choćby z cyklem „Po Godzinach” od Ambera.


Cudnie to piwko wygląda w szkle. Śliczna brązowo-miedziana barwa pod światło mieni się przepięknym bursztynkiem. Do tego solidna czapa drobnej i puszystej pianki o jasno beżowym odcieniu, która utrzymuje się naprawdę długo. Krążkowanie także wysokich lotów. Firany są gęste i trwałe.
W rzeczy samej można się zachwycić tym piwem nawet go nie dotykając. Ja jednak zamierzam go dotknąć, posmakować. Biorę do dzioba. Wysycenie jest dość wysokie, zdecydowanie nie angielskie, choć mi osobiście to nie przeszkadza. W smaku czuć średnio pełne ciało oraz przeciętną treściwość. Dominują oczywiście akcenty słodowe o lekko opiekanym charakterze. Jest skórka chleba, tosty, opiekane słody, herbatniki i szczątkowy karmel. To wszystko owiane jest delikatnym muśnięciem chmielu typu ziołowego. Nad całym tym towarzystwem czuwa lekka i całkiem przyjemna goryczka – jest krótka, szlachetna, miękka. Robi co trzeba i ucieka, gdzie pieprz rośnie. Czy w tym wszystkim jest jakaś wędzonka? No kurka rurka słaba, ale jest. Bardzo stonowana, wręcz homeopatyczna. Jak się nie wie czego szukać, to można nawet jej nie zauważyć. Nie mniej jednak piwo jest dość smaczne. Proste w swojej konstrukcji, poniekąd jednowymiarowe, ale pije się to ze smakiem.

Wąchamy. Zapach zaskakuje swoją mocą. Jest naprawdę wyrazisty, intensywny. Niestety nuty wędzone reprezentują ten sam, tragicznie niski poziom. Gdzieś tam w tle majaczy jakiś dymek, ale to nie jest to czego oczekiwałem. Całkiem wyraźny jest za to karmel i te wszystkie melanoidy – chlebek, przypieczona skórka chleba, opiekane zboża, ciastka, herbatniki. Trochę przypomina mi to lichego koźlaka. Z tła przebijają się tony nieśmiałego chmielu, trawy oraz tytoniu. Świeżo to pachnie. Sumarycznie nie jest źle, lecz do euforii daleka droga.
Piwo ma średnią pełnię i całkiem dobry balans. Goryczka idealnie kontruje słodową podbudowę, dzięki czemu finisz zahacza nawet o rejony wytrawności. Nieźle to smakuje i ciężko jest mi tu coś zarzucić, poza nikłą wędzonką. Może tak miało być, może Fortuna nie chciała do siebie zrazić początkujących fanów piwnego rzemiosła? Piwo jest bardzo pijalne, umiarkowanie lekkie w odbiorze. Świetnie nadaje się pod zagrychę z grilla, o czym przekonałem się w ostatni weekend ;)
Miłosław Dymione Brown Ale smakuje dobrze, ale niczym nie zaskoczy typowego craftopijcy.
OCENA: 7/10
CENA: 4,45ZŁ (Fresh Market)
ALK. 5,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 04.02.2018
BROWAR FORTUNA

1 komentarz: