sobota, 29 października 2016

BURACZANA PIANA



Polska to naprawdę dziwny kraj. Kraj absurdów, cudaków i odchyleń od normy. Zdrowo rąbnięci ludzie tu mieszkają. Mam tu na myśli na przykład porąbanych piwowarów, którzy wrzucają do kadzi z piwem co tylko znajdą pod ręką. Tym sposobem w kraju nad Wisłą mieliśmy już choćby piwo z czosnkiem, ze śledziami, z ziemniakami, z grzybami, z ostrygami, z ogórkiem, z chrzanem, z bekonem, z dynią, solą, pieprzem, chili i kazylionem innych przypraw, ziół i różnego rodzaju zielonego badziewia od ostropestu, po aloes.
Browar Na Jurze nie chcąc być gorszy od konkurencji, nie tak dawno także wypluł na rynek niezłe dziwactwo. Buraczana Piana to zakwaszany bakteriami Lactobacillus ejl z dodatkiem buraka, rabarbaru i koncentratu jabłkowego. Brzmi to nie tyle strasznie, co nierozsądnie. Po jaką cholerę dawać do piwa buraka ćwikłowego?! Gdzie sens, gdzie logika? Gdzie ABW, gdzie CBŚ? ;p


Nowość z Zawiercia pieni się bardzo dobrze, choć grube pęcherze nieco ujmują uroku. Obfita pierzynka opada w średnim tempie, zostawiając liczne i wzorzyste zacieki na szkle. Samo piwo jest lekko mętne, a jego barwa to blada czerwień, płynnie przechodząca w kiczowaty róż.
Pal licho wygląd. Ja kupiłem to piwo dla buraka w składzie, a nie po to, by jarać się wyglądem. Już po dwóch łykach z radością skonstatowałem, że smakuje mi ten wynalazek. Zapewne głównie dlatego, że wcale nie czuć tu żadnych buraczanych smaczków. Jest za to wybitnie owocowo i rześko. Z początku nawet lekko słodkawo, lecz po chwili odzywa się przyjemny kwasek. Summa summarum kwaśność nie jest jakaś szczególnie duża i gdybym nie czytał etykiety, przysiągłbym, że pochodzi ona tylko i wyłącznie od rabarbaru. To właśnie on przoduje w tym piwie. Rządzi i dzieli, spychając jabłkowe niuanse na drugi plan. W tle cichutko siedzą sobie nutki słodu i innych czerwonych owoców (poziomka, truskawka, żurawina). Chmielowa goryczka jest bardzo niewielka, wręcz znikoma.

Aromat w zasadzie wtóruje smakowi. Ponownie jest przyjemnie rześko i owocowo. Całą robotę odwala rabarbar, co jedynie od niechcenia pomagają mu aspekty jabłkowe. Tu również wyczuwam cienie poziomki i dojrzałej truskawki. Naprawdę wybitnie owocowe piwo! Bardziej w głębi można spotkać lekką kwaśność, wyraźnie przypominającą kwasek cytrynowy. Dodaje to piwu mocno rześkiego kopa. Takie kopniaki, to ja rozumiem :) Subtelna słodowość został tutaj zredukowana do minimum, przez co praktycznie nie czuć, że mamy do czynienia z piwem. Bardziej przypomina mi to smaczny, świeży kompocik.
Buraczana Piana okazała się być bardzo smacznym, rześkim i lekkim napitkiem o niskiej pełni i słodko-kwaśnym zabarwieniu. Ciecz jest wybitnie sesyjna i pijalna. Można ją pić wiadrami, a i tak się nie znudzi. Zadba o to świetny balans, który sprawiedliwie rządzi na granicy słodycz-kwasek. Goryczka się tu nie miesza, bo w zasadzie jej tu nie ma. To zupełnie nie ta bajka.
Naprawdę zostałem mile zaskoczony. Świetne piwo na upały, które jak wiadomo już dawno się skończyły. Niestety, a może raczej stety tytułowego buraka można sobie w zadek wsadzić. Kompletnie nie odnotowałem tutaj jego obecności. I całe szczęście.
OCENA: 8/10
CENA: ok 7ZŁ
ALK.4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 03.2017
BROWAR NA JURZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz