wtorek, 18 października 2016

FLYING CIRCUS



Dawno nie było nic od Krafwerka, więc proszę – oto i jest coś. Śląski Kraftwerk to fajna ekipa. Lubię ich bardzo. Nie znam osobiście, ale gdybym znał, to na pewno bym ich lubił. Bylibyśmy jak Polak i Węgier, dwa bratanki i do szabli i do szklanki ;p
Mam w piwnicy trzy ich piwa. Każde z nich świetnie rokuje, ale na pierwszy ogień poszedł Flying Circus, którego zakupiłem u siebie, to jest w Czewie. Zresztą nie dziwota, bo główna warzelnia Kraftwerku mieści się dosłownie rzut skarpetą od granic administracyjnych Częstochowy, czyli w Wąsoszu. No dobra, ale miało być o piwie, a nie o skarpetach i wąsach…
Ten Latający Cyrk to niezłe ziółko jest. Niby Summer Ale, ale nie taki zwyczajny. Prócz koleżków z hameryki mamy tu jeszcze bowiem kokos i hibiskus. Akurat tak się składa, że i jedno i drugie leży w kręgu moich ulubionych smaków. Uwielbiam ciastka kokosowe, czy inne słodycze nim podrasowane, a na herbatę z hibiskusem nie trzeba mnie dwa razy namawiać. No to jedziemy z tym koksem (czy może w tym wypadku bardziej z kokosem?). 


Po przelaniu piwo zostało uzbrojone w przeciętnej wielkości białą pianę, która jest średnio ziarnista, acz dość trwała. Do tego bardzo solidnie brudzi mi szkło, za co jestem jej wdzięczny. Kolor trunku jest lekko zamglony i przypomina krzyżówkę miedzi, jasnego miodu i pomarańczy. Taka sytuacja.
Wygląd całkiem wporzo, no ale nie kupiłem piwa, żeby go oglądać, tylko go wypić. W smaku Flying Circus okazuje się być dość pełnym w smaku i treściwym piwem. Początkowo bowiem jest dosyć słodkawo i owocowo. Są frukty tropikalne, jest wyraźna słodowość, pszenica i biszkopty. Mistrzem drugiego planu jest natomiast przyjemna kwiatowa nuta (głównie hibiskusowa) i jakieś zioła. Tuż za nimi do akcji wkracza chmielowa goryczka o nader łagodnym usposobieniu. Jest krótka i szlachetna, ale niezbyt mocna. Żadnych akcentów kokosowych niestety tu nie wyczułem, a szkoda, bo wiele sobie po nich obiecywałem. Ostatecznie Kraftwerkowy wywar nie jest jakimś złym piwem, ale byłby dużo lepszym, gdyby cechował się większą świeżości i rześkością.

W zapachu jest bardzo intensywnie. Tak jak lubię. Mamy tu bogaty mariaż słodkich owoców tropikalnych, hibiskusa, róży oraz innych kwiatów. Akompaniuje im biszkoptowo-ciasteczkowa słodowość i nieco karmelu, momentami zahaczającego o rejony miodu. Niuanse cytrusowe są totalnie stonowane, niemalże nieobecne. Daleko w tle brzdęka sobie łagodna chmielowość oraz ociupinka kokosu! Tak, to nie pomyłka. Coś tam majaczy, choć bardzo niewyraźnie. Całość pachnie mocno i zdecydowanie, choć wyraźnie słodkawo. Nadal brakuje mi tu jakiegoś świeżego, kwaskowego kopa. Czegoś, co tchnęłoby tu nieco rześkości.
Faktycznie z biegiem czasu piwo robi coraz bardziej mdłe i szorstkie w smaku. Początkowo było jeszcze spoko, ale pod koniec zrobiło się mniej ciekawe. Owszem, owocowość robi tu niezłą robotę, ale gdzie podziały się kurna kwaskowe cytrusy? Hibiskus także robi co może i wg mnie spisał się na czwórkę z plusem, ale niestety to chyba trochę za mało. Summer Ale powinno być okrutnie rześkie i lekkie w smaku. Tymczasem piwo jest przyciężkawe, stosunkowo treściwe i dziwnie pełne w smaku. Pijalność jest średnia i w rzeczy samej przy tym stylu raczej nie brzmi to jak komplement.
Cóż, potencjał był duży, ale chyba został on trochę zmarnowany. Może przekombinowano z dodatkami, może nieumiejętnie dobrano chmiele, a może źle skomponowano zasyp? Nie wiem, ale piwo wyszło niewiele ponad przeciętne. Szkoda.
OCENA: 6/10
CENA: 7ZŁ (Częstochowski Festiwal Piwa)
ALK.4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 21.03.2017
BROWAR KRAFTWERK//BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz