sobota, 8 października 2016

BEARNARD PORTER BARIBAL


Browar Czarny Kot is back! Na bloga is back znaczy się.
Dziś postanowiłem po raz drugi (dopiero) w moim marnym żywocie wypić piwo od Czarnego Kota. Pierwszym był napitek o smaku mięty i energydrinka, który miałem wątpliwą przyjemność kosztować w Wielkim Teście Piw Zielonych. Czarny Kot to kontraktowiec z Radomia, którego wielką tajemnicą jest miejsce warzenia. Zaczynali od sklepu (albo hurtowni?), a teraz warzą piwo. Z jakim skutkiem, to wszyscy wiemy. Są miszczami w specjalizowaniu się w piwach smakowych – od jeżyny, po truskawkę, zahaczając pośrodku o porzeczkę. Może to jacyś kumple Browaru EDI, albo Witnicy? Cholera wie.
Bearnard to jedna z dwóch serii piw tego browaru, która już z daleka rzuca się w oczy, dzięki papierowej owijce. Dosyć to oryginalne, ale na dłuższą metę raczej niepraktyczne. Pod ubrankiem mamy zatem gołą butelkę. Owijka z misiem i nazwą Porter Baribal kryje w sobie jak mniemam portera bałtyckiego. I jest to w rzeczy samej jedyny powód, dla którego stałem się nabywcą tego piwa (na inne w życiu mnie nie namówicie). Co prawda nigdzie nie ma tu wzmianki o dolnej fermentacji, czy dokładnym określeniu stylu (na stronce browaru też nie), więc tak na dobrą sprawę pozostaje to kwestią wiary. 


O dziwo porter ten nawet ładnie się prezentuje. Jest spora piana, drobna i puszysta, barwy cappuccino. Utrzymuje się dość długo przy życiu za co duże propsy. Kolor piwka też spoko – burgundowo-brunatny (na zdjęciu tego nie widać) z ładnymi rubinowymi refleksami, ale to tylko jak spojrzysz pod światło.
Czas na pierwszy kontakt. Piwo jest nisko wysycone i wyraźnie słodkie. Jest karmel, cukier brązowy, tosty, trochę przypieczonej skórki od chleba i opiekanej słodowości. WTF?! A gdzie czekolada? Gdzie kawa? Gdzie suszone owoce? No dobra, może trochę czekolady się tam przewija, ale dlaczego jest ona taka tania? I dlaczego jest nieświeża i pokryta jest białym nalotem?! Sam już nie wiem, czy to czekolada, czy może kakao? Goryczka praktycznie tu nie istnieje. Piwo jest słodkie, jednowymiarowe i bardzo puste w smaku. Płaskie jak murawa na Narodowym. W ciemno stawiałbym, że to jakaś „szesnastka”, więc porter bałtyckim zwać się to nie powinno. Dobrze, że chociaż woltaż został nieźle ukryty. Nawalili tyle melanoidów, że wszystko byś tu ukrył…

Aż boję się wąchać, no ale muszę. Intensywność aromatu jest wprost proporcjonalna do smaku. Zapach nosa nie urywa, ale na szczęście dostrzegam tutaj światełko w tunelu. Oczywiście nadal jest słodko jak po zjedzeniu dwóch Alpen Goldów  – dominuje mleczna czekolada (tania), karmel oraz cukier. Jednak na sąsiednim torze pojawia się dość wyraźne muśnięcie suszonych owoców. Rodzynki, śliwka oraz figi odwalają tu niezłą robotę. W to wszystko ukradkiem wplątuje się niewielka i szlachetna doza alkoholu, wywołując pewne skojarzenia z likierem owocowym. W tle natomiast majaczy odrobina prażonego słodu i  skórki chleba. Zapach na kolana nie rzuca, jednak w porównaniu do smaku to i tak Bizancjum ;)
Cóż za dziwne piwo. Z pewnością koło portera bałtyckiego ów Baribal nawet nie stał. W smaku chyba nawet bliżej mu do jakiegoś koźlaka! Piwo jest bardzo słodkie (widać, że cukru tu nie żałowano), płaskie i jednorodne  w smaku. Ma także niską pełnię i słabiutki balans. Pijalność to jego kolejna pięta achillesowa. Mimo wątłego ciała pije się wolno i topornie. Wącha za to całkiem przyjemnie – aromat co prawda  nie wyciera mną podłogi, ale stanowi miłą odskocznię od niefajnych wrażeń smakowych. Suszone owoce i likierowe klimaty wnoszą tutaj pewien powiew świeżości i luksusu.
Sumarycznie więc Porter Baribal wypada bardzo przeciętnie. Niby wypić się da, ale nie jest łatwo. Smak jest zupełnie nieadekwatny do zapachu. Cóż, czasem tak bywa.
Najgorszy krajowy porter bałtycki? Z pewnością.
OCENA: 5/10
CENA: 6ZŁ (Targi PIWOWARY)
ALK.9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.08.2016
BROWAR CZARNY KOT

2 komentarze: