środa, 12 kwietnia 2017

WEST COAST IPA z WĄSOSZA



No i w końcu się doczekałem, a raczej to oto piwo się doczekało. West Coast IPA z Browaru Wąsosz. Wielkim nieporozumieniem jest fakt, że dopiero teraz biorę się za ów trunek. Już wyjaśniam dlaczego.
W czerwcu 2016 miał miejsce VII Częstochowski Konkurs Piw Domowych Bractwa Piwnego (CKPD BP). Główną nagrodą tego konkursu było uwarzenie komercyjnego piwa na bazie zwycięskiej receptury (Grand Championa) w Browarze Wąsosz. Przy współudziale samego zwycięzcy rzecz jasna. Proste jak zachód słońca na etykiecie tego piwa. Rzeczonym zwycięzcą okazał się Mariusz Bigielmajer (wielkie gratki). No i oczywiście swe piwo uwarzył jak mu obiecano. Jego premiera odbyła się pod koniec września Anno Domini 2016. Wszystko ładnie, pięknie, szkoda tylko, że na butelki tego piwa musieliśmy czekać, aż kurna do lutego 2017!!! Nikt dokładnie nie wie, dlaczego we wrześniu na rynku pojawiły się tylko kegi (w niewielkich ilościach jak można domniemywać). Co najlepsze, z tego co się autor piwa dowiadywał, w lutym do butelek trafiło to samo piwo, co na początku jesieni! To jest ponoć jedna i ta sama warka! Zupełnie to nielogiczne, wręcz pojebane. Po kiego grzyba zajmować sobie tank przez tyle miesięcy?! Poza tym przecież nowofalowy napitek z biegiem czasu traci na swoim smaku, jak i aromacie! Ludzie w Wąsoszu, jeśli to info jest prawdziwe, to apeluję do Was – ogarnijcie się! Nie róbcie tak.
Ufff… bebechy mi się gotują. Jedźmy z koksem. 


West Coast IPA nalewa się z całkiem sympatyczną pianą o kremowej barwie i niebywale drobnej budowie. Pianka jest nieznośnie puszysta, zbita i trwała. Opada naprawdę wolno, ładnie i wyraźnie krążkując. Samo piwo jest lekko mętne, dość ciemne jak na styl – jego barwa przypomina krzyżówkę ciemnego miodu i herbaty.
Próbujemy… Łeeee, co to ma być? Chyba faktycznie to piwo zostało uwarzone wieki temu! Wysycenie jest niemal zerowe, ale to nie jest wcale najgorsze. Piwo jest mdłe, ciężkie, toporne, typowo miodowe z nutami opiekanego słodu i karmelu. Jednym słowem – utlenione i to porządnie. W smaku nie czuć prawie nic cytrusa, czy jakiegoś tropika. W ogóle pojawia się tam jakiś dziwny kwasek… Naprawdę kaszana. No może jest tam jakaś żywica i chyba coś sosnowego, ale co z tego?! Nie otake krafty walczyłem ;p Nie ma tu ani krzty rześkości, czy świeżości. Jedyne co, to goryczka jest w porządku. Dość mocna i żywiczna, nie zalega i jest naprawdę wyraźna.

W zapachu jest podobnie – lekka stęchlizna, solidna słodowość, tosty, skórka od chleba, a w wokół morze karmelu oraz miodu. Może pałęta się tam jakiś owoc tropikalny, ale naprawdę ciężko jest mu się przebić przez to utlenienie. Aha, jest jeszcze ta żywica… ona jedyna się tutaj nie poddała. Walczy do upadłego z upływającym czasem. Ze świeżością jednak to piwo nie ma nic wspólnego. Prawie wszystkie użyte tutaj chmiele poszły się je***. Gdzie tu jest IPA? Gdzie łest kołst mada faka…?!
Poważnie, absurdem było butelkowanie tego piwa dopiero w lutym. Bo nie wierzę, że w ciągu dwóch miesięcy stałoby się, aż tak podłe i utlenione. To faktycznie musi być pierwsza warka uwarzona dokładnie 2 września zeszłego roku. Nie ma bata…
OCENA: 3/10
CENA: ok 7ZŁ
ALK. 7,1%
TERMIN WAŻNOŚCI: 23.11.2017
BROWARY REGIONALNE WĄSOSZ

Mam jeszcze dla Was bonusa ;) Tak się składa, że znam Mariusza Bigielmajera osobiście i podrzucił mi on oryginalną butelkę swego zwycięskiego piwa!!!! Tak dla porównania. No więc tak.
To są dwa zupełnie odmiennie piwa, mimo że oryginał jest jeszcze sporo starszy! Skoro konkurs był w połowie czerwca ubiegłego roku, to konkursowe piwo najwcześniej powstało… no w maju kurde. Po pierwsze jest w pytę jaśniejsze. Jak na West Coast przystało prezentuje typową złocistą barwę. Po drugie jest obecnie przegazowane, ale w przypadku domowego piwa z takim stażem, to rzecz często spotykana. No, ale Panie i Panowie piwo smakuje i pachnie jak dobra zachodnia IPA. Jest wytrawne, bardzo goryczkowe, żywiczne, delikatnie kwaskowe w posmaku, subtelnie słodowe. No i są owoce – rześkie cytrusy i całkiem sporo słodszych owoców tropikalnych!! I w smaku i w aromacie. I to po takim czasie! Żadnego utleniania. Jestem w głębokim szoku. Chyba pójdę do kościoła i dam na tackę…
Nie wiem dokładnie, czy zmieniono coś w recepturze (chodzi głównie o zasyp słodami), ale to zupełnie inne piwo. Trochę starsze, a o niebo lepsze! Wielkie ukłony dla Mariusza.
OCENA: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz