wtorek, 27 listopada 2018

MOJA PIWNICZKA: 4,5-LETNI ARGUS PORTER CZARNY

"Moja Piwniczka" to regularny cykl degustacji porządnie wyleżakowanych piw (minimum 4-letnich), które pojawiają się na blogu mniej więcej raz na miesiąc w okresie jesienno-zimowym.
 

Naprawdę sprawy sobie nie zdajecie, jak moja dusza się cieszy, gdy na zewnątrz mroźno i śnieżno (bez mała), a ja mogę sobie wyciągnąć z moich zbiorów kilkuletni egzemplarz jakiegoś mocnego piwa i napawać się tą wspaniałą i emocjonującą chwilą odkrywania jego uroków. Kurdę, zabrzmiało to trochę jak jakieś tanie romansidło ;) Ale poważnie uwielbiam ten moment. Ogólnie nie lubię zimy i tego całego chłodu, ale zaprawdę powiadam Wam, że gdy za oknami zimowa aura, to mocne i stare trunki wywołują u mnie największe poruszenie.
No właśnie. Startujemy z drugim w tym sezonie wpisem z cyklu Moja Piwniczka. Oczywiście na tapecie ląduje porter bałtycki (jakże by inaczej?). Ano inaczej też będzie i to jeszcze tej zimy. Zapewniam.
Dziś jednak zajmiemy się piwem Argus Porter Czarny. Pamiętacie, jaki szok wywołał w 2014 roku, pojawiając się w środku lata w Lidlu? Wydaje mi się, że była to jednorazowa akcja, gdyż dość szybko piwo to zniknęło z półek. Producent tego napitku nie podpisał się na opakowaniu, jednak z miejsca podejrzenia padły na Browar Amber, który zresztą od razu przyznał się do współpracy z tą niemiecką siecią handlową. Amber ma oczywiście w swojej ofercie słynnego Granda, ale jak twierdzą sami twórcy „piwa różnią się recepturą i składem surowcowym od naszych marek”. Tak więc, mamy tu typowo budżetowego portera bałtyckiego, który kosztował zaledwie trzy złocisze. Czy jest sens leżakowania takiego piwa? Jak zmienił się jego profil smakowo-zapachowy? W którą stronę poszło utlenienie? Odpowiedzi znajdziecie poniżej :)

Producent
Browar Amber
Termin ważności
22.12.2014
Wiek (miesiące)
53
Zawartość alkoholu (%)
7,9
Ekstrakt (°Blg)
18,1

Otwieram i przelewam. Cykam kilka mniej lub bardziej udanych fotek i oglądam. Piwo ma godną prezencję, adekwatną do swojego wieku. Praktycznie czarna ciecz została sowicie przystrojona puchową pierzynką w barwie intensywnego beżu. Drobna, puszysta, średnio trwała czapa całkiem ładnie wygląda w tym szkle. Lejsing również sprawuje się nieźle. 


Pijemy. Już kilka pierwszych łyczków przekonało mnie o tym, że piwo jest naprawdę bardzo dobre. Nie pamiętam już jak smakowała świeża wersja (zostały mi jedynie zapiski), ale mam pewność, że to smakuje znacznie lepiej. Tak więc już teraz możemy odetchnąć z ulgą – Argus Czarny Porter można było leżakować! Strasznie czekoladowy zrobił się ów napitek. Gorąca czekolada do picia (tylko, że zimna) – to jest adekwatne określenie. Wtóruje jej tabliczka mlecznej czekolady, podsycona wyraźnymi nutami kakao, dobrych gatunkowo pralinek i suszonych owoców (śliwek, rodzynek oraz daktyli). Słodko, ale przyjemnie. Do tego gładko, szlachetnie i szalenie intensywnie. Niby to tylko 18-stka, ale mam wrażenie, że piję portera o ekstrakcie 22º Blg! Wiem, że balling się nie zwiększył, ale wrażenie jest niesamowicie realne. W tle cichutko siedzą akcenty lekko palonych słodów, przyjemnej kawy zbożowej, przypieczonej skórki chleba oraz subtelnego karmelu i lukrecji. Pyszniutkie! O alkoholu możemy zupełnie zapomnieć. Ułożenie jest tu mistrzowskie :D Ależ to wchodzi. God damn!

Zapachowi także niczego nie brakuje. Można jedynie mieć małe zastrzeżenia, co do jego intensywności. Ze szkła nie bucha jakoś strasznie mocno, ale bez większego wysiłku wyczuwam wszystkie składowe. Pałeczkę ponownie dzierży płynna czekolada do spółki z belgijskimi pralinkami, karmelem, kakao oraz kawą zbożówką. Drugi plan to ciemne, prażone słody, przypieczona skórka chleba, toffi oraz brownie w asyście śladowych ilości lukrecji. Odbieram również delikatnie alkoholowe niuanse. Swoją drogą ułożone i szlachetne, dodające piwu splendoru i nieco likierowatego charakteru. Zwłaszcza mając na uwadze te przepiękne akcenty rodzynek, suszonych śliwek oraz fig. Utlenienie najwyższego sortu! Zupełnie w tle natomiast odnotowałem bardzo subtelne nuty sosu sojowego, co absolutnie nie jest żadną wadą i czymś niezwykłym przy takim wieku. Cudnie to wszystko pachnie. Niebywale zachęcająco, bogato i wielowątkowo. Jestem w szoku, że to piwo przybrało taki obrót sprawy.
Argus jest szalenie gładki na podniebieniu, wyraźnie słodkawy, treściwy, przez co nawet nieco likierowy w odczuciu. Pełnia smaku rozbija bank, podobnie jak genialne ułożenie, wybitnie degustacyjny charakter oraz wspaniała pijalność. Jak się człek zapomni, to można to wychylić w dziesięć minut, takie to smaczne!
Bez dwóch zdań napitek ten zmienił się w znacznym stopniu. Zrobił to niezwykle sprawnie i skutecznie. Jest o niebo lepszy niż świeżyzna. Normalnie cenka opada ;) Co ciekawe, przypomina mi to najlepsze warki Grand Imperial Porteru. Takie naprawdę rzadkie, top level. Może nie mam tu na myśli zupełnie świeżych egzemplarzy, ale takich dwuletnich i owszem. Granda pijam często i dosyć regularnie, więc jestem świadom tego co mówię. Tak więc – albo 4,5-letni Argus Porter Czarny, albo 2-letni Grand Imperial i to jeszcze z tych najlepszych warek. Dziękuje za uwagę i zapraszam do następnych wpisów z serii Moja Piwniczka :)

OCENA: 9/10

Jeśli ten tekst Ci się spodobał i nie chcesz, by w przyszłości ominęły Cię kolejne, ciekawe artykuły na temat wyleżakowanych piw – już teraz zapisz się do newslettera, dołącz mnie do swoich kręgów Google+ lub polub mój profil na fejsie ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz