sobota, 26 września 2015

BOJAN MAORYS

Dzisiaj znowu degustacja w formie „odgrzanego kotleta”, bowiem Bojan Maorys to piwo, które już dość długo puszcza do nas oczko ze sklepowych półek. Nie chcąc, aby się przeterminowało, po prostu się nad nim zlitowałem, choć muszę Wam się przyznać, że po niedawnej recenzji Somero jest strach! Przecież to piwo z Bojanowa! ;p
A już tak na poważnie, to w rzeczy samej Bojan Somero, tak jak większość prawie wszystkie piwa z tej warzelni jest słabym napitkiem, po którym już niemal straciłem zaufanie do tego producenta. Szybko jednak skonstatowałem, że ostał mi się jeszcze Maorys, który gdy się pojawił zbierał bardzo dobre recenzje (mimo, że z BeRJotu to ludzie sobie chwalili).
Nie pozostaje mi nic innego jak zweryfikować owe zjawisko i raz na zawsze odpowiedzieć na pytanie, czy w Bojanowie potrafią uwarzyć naprawdę ciekawe i smaczne piwo?
Aha, Bojan Maorys to piwo w stylu Rye IPA, gdzie za efekt ‘wow’ odpowiedzialne są nowozelandzkie chmiele: Kohatu oraz Motueka do spółki z Amerykańcem o imieniu Mosaic i Niemcem o ksywie Magnum. 


Otwieram i przelewam. Buchło mi ‘nową falą’, aż mi się błogo zrobiło, jednak o tym za chwilę. Trunek generuje średnich rozmiarów pianę, która ma barwę ecru i średnio ziarniste pęcherzyki. Piana umiarkowanie długo cieszy gały, jednak w miarę opadania zostawia po sobie liczne potomstwo na ściankach.
Piwo jest bardzo mętne i to nawet pomimo ostrożnego nalewania i pozostawienia osadu na dnie butelki. Barwa jest dość ciemna jak na IPA - brunatna, a pod światło miedziano-burgundowa.
No, ale co z tym zajebistym zapachem, który pojawił się tuż po zdjęciu kapsla? Jego intensywność może nieco spadła, ale wciąż jest very good. Moje nozdrza zatyka cały kosz słodkich owoców tropikalnych z przewagą mango, liczi i granata. Jest także odrobina melona, marakui oraz różowych winogron. Drugi plan to subtelna, ale bardzo przyjemna kwiatowość oraz słodowa nuta, oblana z lekka niewielkim karmelem i ulotnymi melanoidynami. Gdzieś tam w tle natomiast pałęta się subtelny cytrusik, wsparty minimalną dozą żywicy. Całość bucha w twarz owocami świata, aż nie można oderwać nosa, choć poboczne niuanse także dają radę. Naprawdę świetna sprawa!

Piwo jest optymalnie wysycone, a smak jest równie wielowątkowy, co aromat. Tu również impreza zaczyna się od całej gamy owoców - od różnorodnych tropików, po subtelne cytrusy, kończąc nawet na typowo polskich czereśniach. Dalej mamy lekką opiekaną słodowość z niewielką domieszką tostów, skórki od chleba i szczypty karmelu. Mam wrażenie, że czuję tu także odrobinę rodzynek oraz figi (wiem, bo niedawno jadłem świeże). Na dalszym planie możemy spotkać nieco przytłumioną żywicę, która skumała się z chmielowo-ziołową goryczką, tworząc razem całkiem zgraną paczkę. Średnio mocna goryczka może minimalnie zalega, ale najważniejsze, że nie jest mdła, ani szorstka i doskonale kontruje słodową bazę.
Smakuje mi ten napitek. Nie jest ani za słodki, ani za gorzki. Doskonały balans jest zasługą odpowiednio dobranej goryczki, która tuż obok wysokiej pełni i wspaniałego owocowego aromatu jest niewątpliwą zaletą Maorysa. Piwo pije się stosunkowo lekko i nie trzeba wróżyć z tarota, czy mamy wziąć kolejny łyk, czy zwiększyć obroty miejscowej oczyszczalni ścieków.
Całość sprawia wrażenie dobrze przemyślanego, a przede wszystkim dobrze wykonanego piwa. Może i piłem kilka lepszych w tym stylu, ale i tak czapki z głów Ladies & Gentelmens. W końcu po żmudnych i długich poszukiwaniach znalazłem piwo z Bojanowa, do którego z chcę wrócić! Marek przybij pione! ;p
OCENA: 8/10
CENA: ok. 6.50ZŁ
ALK.5,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 14.10.2015
BROWAR BOJANOWO (BRJ)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz