wtorek, 1 września 2015

KWAS GAMMA

Z wielką dozą prawdopodobieństwa można założyć, że to już ostatni w tym roku dzień, kiedy na dworze słupki rtęci dochodzą do 35 kresek (ponoć wrzesień ma być stosunkowo chłodnym miesiącem, nie mówiąc już o październiku). Oczywiście strasznie nad tym ubolewam, ale w związku z tym nie znajdę już chyba lepszej okazji to opróżnienia najnowszego Soura od Pinty, czyli Kwasu Gamma.
Jest to już trzeci po Alfie i Becie kwasior, jednak tym razem mamy przed sobą wersję smakową, a dokładniej mówiąc malinową. Do jego produkcji oprócz bakterii kwasu mlekowego, użyto świeżo wyciśniętego soku z jednej tony malin. Brzmi dosyć obiecująco, a o efekcie takiego zabiegu możecie poczytać poniżej. 

Rzeczone piwo po przelaniu mieni się pięknymi czerwonymi refleksami. W zasadzie jest mętne i intensywnie czerwone, tudzież rubinowe. O pianie nie będę nawet wspominał, bo nie dość, że była nie wysoka i gruba, to jeszcze zniknęła w oka mgnieniu. Cóż...
Czas na pierwszy łyk, bo pić się chce niemiłosiernie. Bakterie kwasu mlekowego, które zdążyłem już dobrze poznać, radzą sobie w tym trunku niemal doskonale. Kwaśność jest dość cierpka i czysta, a przy tym mocno owocowa. Oczywiście dojrzałe maliny są dużo bardziej słodkie, aniżeli kwaśne, stąd wiadomo, że kwasek pochodzi od ww. przemiłych mikroorganizmów, a nie od soku malinowego. No, ale czy znajdziemy tutaj coś jeszcze? Owszem, oprócz smaku malin, wyraźnie czuję charakterystyczny smak rabarbaru, limonki oraz czerwonych porzeczek (skąd takie skojarzenia, nie wiem). Słodu, chmielu i tym podobnych piwnych akcentów raczej tu nie znajdziecie, ale w kwasach można je sobie darować.

Aromat także nie jest zbyt rozbudowany, ale chyba dzieje się tu odrobinę więcej niż w smaku. Pierwszy plan to mix malin, rabarbaru, czerwonych porzeczek oraz soku z cytryny i limonki. Oczywiście od razu czuć, że mamy do czynienia z kwachem. W przeciwieństwie do smaku, pojawia się tutaj natomiast lekka nutka chmielu typu trawiastego, a w tle pobrzmiewa delikatna kwiatowość i to by było na tyle. W zasadzie można ten zapach porównać do kompotu z czerwonych owoców. Jest naprawdę swojsko, miło i naturalnie.
Piwo jest lekkie i zarazem dość pełne w smaku. Pijalność także oceniam wysoko – zawartość szybko znika ze szkła.
Maliny (i inne owoce) oraz kwasek tworzą nader udany duet, dając nam maksymalną dawkę orzeźwienia i świeżości. Całość smakuje bardzo naturalnie, intensywnie i po prostu smacznie.
Malinowy Sour w wykonaniu Pinty, to moim zdaniem bardzo udany eksperyment i świetna alternatywa dla innych piw smakowych, które zazwyczaj są mega słodkie i ulepkowate. Poza tym raczej nie mają nic wspólnego z naturalnym sokiem z owoców.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 9ZŁ
ALK.5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 29.01.2016
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz