niedziela, 10 lutego 2019

LIFT TO THE SCAFFOLD. Raduga nie zawiodła


Życie jest za krótkie, żeby pić kiepskie piwo. Pewien znany bloger wymyślił to hasło i ja się z nim zgadzam. Przecież nie wzbogacisz się oszczędzając trzy, czy cztery złote na jednym piwie. Owszem, parę złociszy będziesz do przodu. Może nawet wyjdzie ze stówka miesięcznie jak dużo chlejesz, ale cóż to jest względem wszystkich naszych wydatków? Czy jesteś w stanie za to ułożyć sobie życie? Kupić dom lub chociaż samochód? No właśnie.
Polak jednak z natury jest człowiekiem zachłannym, ale jednocześnie raczej oszczędnym. Czasem samemu nie weźmie i drugiemu nie da. Ciągle tylko kombinuje, żeby łatwiej mu się żyło, żeby się nie narobić, a zarobić. Albo żeby kupić coś jak najtaniej. Na przykład rzemieślnicze piwo o uznanej marce za piątaka J Czasami właśnie hipermarkety wychodzą do nas z taką inicjatywą.
Lift To The Scaffold to bardzo stare już piwo od Radugi. Jestem pewien, że jest z nami już ponad trzy lata. Zatem nie nowość, ale kusi. Zwłaszcza za takie piniondze. Sprawdźmy zatem czy uznana Session IPA od Radugi trzyma poziom, jaki pamiętam sprzed lat. Na blogu oczywiście piwo debiutuje dopiero teraz. 


Trunek pieni się bardzo ochoczo. Śnieżnobiała czapa rośnie do zastraszających rozmiarów. Jest drobna i puszysta. Z czasem zaczyna się rozrzedzać, tworząc coraz grubsze pęcherze. Generalnie jednak jest bardzo żywotna. Lacing również bez zarzutów. Samo piwo jest lekko zamglone, a jego kolor to czyste złoto.
W smaku bez wątpienia są amerykańce, ale to już chyba nie ten poziom co kiedyś. Mamy tu pewne pokłady cytrusów w formie skórek, a raczej samego albedo. Tuż za nimi drepczą nieśmiałe tropiki, coś jakby mango i marakuja. Towarzyszy im nieco żywicy oraz leśnego igliwia. Wszystko to zostało osadzone na lekkiej podbudowie słodowej z niewielką domieszką białego pieczywa i herbatników. Wysycenie jest niskie, może nawet ciut za niskie jak na mój gust. Goryczka za to dzielnie pręży muskuły. To znaczy nie jest jakaś olbrzymia, ale z pewnością dosyć wyrazista i solidna. Delikatnie nawet zalega, ale sumarycznie jest gładka, miękka i nieźle ułożona. W punkt kontruje słodową bazę. Piwo jest lekkie, pije się je w miarę szybko, ale nie ma tego efektu wow.

W zapachu jest chyba ciut lepiej. Piwo naprawdę bucha mi ze szkła, a to już coś. W tym aspekcie przeważają dojrzałe słodkie owoce tropikalne – wyraźne mango, liczi, papaja i marakuja. Owocowo fest. Żywica też pięknie się tutaj eksponuje, wnosząc zarazem pewne nuty leśne, kojarzące się oczywiście z igłami sosnowymi. Na dalszym planie prym wiodą cytrusy w formie miąższu z sokiem (przeważa tutaj różowy grejpfrut). Tłem natomiast suną echa kwiatów, landrynek, delikatnego słodu i świeżego chlebka. Bardzo przyjemny to aromat i całkiem nieźle rozbudowany. Jestem ukontentowany takim obrotem sprawy :)
Bez wątpienia ten piękny zapaszek uratował całe piwo od stosunkowo niewysokiej oceny. Zdecydowanie lepiej się to wącha niż pije, choć oczywiście moje kubki smakowe nie odnotowały żadnej tragedii. Piwo jest bardzo dobrze zbalansowane, wyraźnie owocowe, goryczka jest odpowiednia, a pełnia proporcjonalna do ekstraktu. Pijalność jest nawet niezła, ale mogłaby być jeszcze większa. Świeżość melduje się na umiarkowanym poziomie. Jest nieźle, ale to aromat nadaje tutaj ton.
Sumarycznie wyszło dobrze z potencjałem na jeszcze lepiej.
OCENA: 7/10
CENA: 5ZŁ (Auchan)
ALK. 4,7%
TERMIN WAŻNOŚCI: 13.04.2019
BROWAR RADUGA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz