poniedziałek, 14 maja 2018

OKO W OKO - Książęce IPA vs Żywiec Session IPA


Szanowni Czytacze! Na kanwie popularności (by nie rzec hajpu) ostatniego wpisu z serii Oko w Oko, postanowiłem rzucić Wam kolejne mięcho na pożarcie ;)
No nie mogłem się po prostu powstrzymać. Nie jestem oczywiście pierwszy, ale takiej okazji nie sposób nie wykonać. Cóż lepiej nadaje się do bezpośredniej konfrontacji niż dwa stosunkowo świeże jeszcze piwa, wypuszczone przez złe i podłe koncerny? Dwie niezbyt chwalone, nowofalowe IPY od dwóch największych graczy na polskim rynku. No przecież takie porównanie samo ciśnie się na usta, czy może raczej na język…
Książęce IPA piłem już sporo razy (zarówno z kija, jak i z butelki) i zauważyłem trzy spostrzeżenia. Po primo piwo ma wahania formy (niby normalna rzecz, ale koncernom nie przystoi). Po drugie primo - każde, które piłem było lepsze niż dość wadliwy, testowany na blogu egzemplarz (prawdopodobnie z pierwszej warki). Po trzecie primo – to piwo naprawdę nie jest takie złe. Niby to ma być IPA, ale patrząc na parametry i goryczkę od razu wiadomo, że bliżej mu do Session IPA.
W Grupie Żywiec są bardziej otwarci i chyba świadomi tego co produkują, i swoje najmłodsze dziecko nazwali już prawidłowo, czyli właśnie Session IPA. W rzeczywistości więc porównujemy tutaj dwie sesyjne ipki, nie oszukujmy się. Nowość z Żywca też już kilka razy w siebie wlewałem, więc jakieś tam pojęcie mam. Za każdym razem piwo fajnie mi smakowało, ale nadmieniam, że warki które piłem miały daty ważności do 24 i 25 września 2018 roku. Wiem, że gro osób najeżdża na ŻIPA, ale ja je szanuję. Smakuje mi i kropka.
Jaram się tym porównaniem, jak małolata pierwszym okresem. Naprawdę jestem ciekaw, kto z tego pojedynku wyjdzie zwycięsko. Po cichu obstawiam Żywca, ale pewności nie mam. Zaczynajmy :)


Książęce IPA

Piwo jest klarowne jak pierwszy z brzegu koncerniak. Barwa przyjemna, typowo złocista, ale nie jakaś blada. Piana średnio obfita, dość drobna, puszysta. Opada umiarkowanie wolno, fajnie znacząc szkło.
W zapachu po staremu. Znam już to na wylot i muszę stwierdzić, że testowana flaszka raczej pochodzi z tych „lepszych warek”. Jest rześko, bardzo wyraziście, no i słodko. Nos w głównej mierze wyłapuje zest owoców cytrusowych, głównie z limonki, a także miąższ z pigwy. Dalej mamy białe owoce (jak przy nowozelandzkim chmielu) oraz coś jakby mango, czy inny tropikalny pierun. Jest też całkiem sporo tradycyjnego chmielu, garstka ziół oraz nieco naszych polskich brzoskwiń. Biszkoptowa słodowość jest dosyć wyraźna, ale fajnie komponuje się z tymi owocami. Tłem sunie niespotykana wcześniej przeze mnie nuta białego wina. Intrygujące to i raczej rzadko występujące przy amerykańskim chmieleniu. Pachnie to bardzo zachęcająco, ale niestety trochę daleko od kanonów stylu.
W ustach białe owoce łącznie z brzoskwinią i morelą wysuwają się na przód, spychając tropiki w daleką otchłań. O cytrusach nawet nie wspomnę, bo w zasadzie ich tu nie ma. Podobnie zresztą jak i goryczki, która jest wysoce homeopatyczna. Okej, coś tam niby majaczy, jakaś ziołowość, jakaś chmielowość, ale to z pewnością dużo poniżej progu, nawet dla Session IPA. Stawkę zamyka nieco mdła słodowość, okraszona nutką żywicy i akcentów leśnych (nie owoców, lecz igliwia). Całość wypada nie najgorzej, ale to wszystko zależy od Waszych oczekiwać. Na pewno jest to dosyć pijalne piwo. Smakuje umiarkowanie dobrze, choć ma kilka widocznych niedociągnięć.

Mhhmmm… Jak je podsumować? Słodkawe, w miarę pełne w smaku i w miarę rześkie piwo (nawet mimo słodyczy). Przyjemnie owocowe, ale szwankujące jeśli chodzi o balans i goryczkę. „Jankesi” objawiają się tu głównie jako różnego rodzaje owoce, minimalizując udział innych pożądanych przy tym stylu akcentów. Podsumowując – trafiła mi się dość dobra warka, ale mimo to szału ni ma. Widać, że to niskobudżetowy koncerniak.

OCENA: 5/10
CENA: ok 4ZŁ
ALK. 5,4%
TERMIN WAŻNOŚCI: 20.08.2018
KOMPANIA PIWOWARSKA


Żywiec Session IPA

Różnica w wyglądzie jest kolosalna, bowiem Żywiec jest wyraźnie mętny. Może nie jak typowy pszeniczniak, ale z pewnością jak typowy rzemieślniczy napitek. Barwa piwa jest nie tyle złota, co pomarańczowa. Piana nieco grubsza niż w Książęcym, szybciej się dziurawi, ale finalnie utrzymuje się przy życiu podobną ilość czasu.
Zapach z pewnością jest mniej intensywny niż u konkurenta. Wyraźnie inny, choć w zasadzie na równi przyjemny. Tutaj prym wiodą słodkawe owoce tropikalne (ananas, mango), a kwaskowe cytrusy są tylko dopełnieniem i to tylko w formie skórek. Co oczywiście wcale, a wcale mi nie przeszkadza. Drugi plan to dojrzałe morele, mirabelki i brzoskwinie. Jak fajnie, jak europejsko! Daleko w głębi można natomiast odnaleźć kwiaty, szczątkowe ilości żywicy, igliwia sosnowego oraz landrynek. Piwo pachnie tak owocowo, że jak się człek zapomni, to nawet nie zda sobie sprawy z nieznacznej, ale jednak obecności słodu w formie białego pieczywa oraz słabo wypieczonych ciastek. Podoba mi się taki obrót sprawy :D Żywiec pachnie mniej intensywnie, ale nieznacznie wygrywa tą partię. Teraz bitwa na smaki.
Jest to dobrze mi znana warka. Co tu dużo mówić? Są skórki cytrusów (nie za dużo, ale jednak), są nieśmiałe owoce tropikalne, no i niewielka kwaskowość w posmaku. W tle chowają się echa brzoskwiń, moreli oraz ślady igieł sosnowych. Niestety żywica gdzieś wyparowała. Nie będę natomiast wypowiadał się na temat goryczki, bo piwo po prostu jest jej pozbawione. Już Książęce wyraźnie kulało w tym temacie, ale tutaj jest wręcz dramatycznie. Bez ogródek można powiedzieć, że piwo jest słodkawe, a w zasadzie słodko-kwaskowe. Mimo to, wciąż twierdzę, że jest fajnie, że jest nieźle, że jest w miarę rześko i soczyście. Może nie wytrawnie, ale rześko. Ta owocowość naprawdę robi tutaj robotę. Chcąc nie chcąc, ta runda ponownie dla Żywca!
Piwo jest bardzo lekkie w odbiorze i delikatne w smaku, ale patrząc na ekstrakt (12º Blg) naprawdę nie rozumiem tej całej nagonki, że niby jest wodniste i puste w smaku. Smak ma i to bardzo fajny, tyle że za słodki. Zapach też niczego sobie – jest na wskroś owocowy i bardzo rześki. Pijalność również bez zarzutu. Piwko wchodzi jak Red Bull na kacu! Jedynie brakuje mi tu goryczki. Choćby niewielkiej, ale żeby była jakaś kontra do tych owoców i słodowości. To jest największy mankament tego piwa, które nawet mimo tego pije się niezwykle przyjemnie.
Naprawdę będę bronił tego trunku, bo ono broni się zajebistym, jak na koncernowe standardy zapachem. Dla mnie jest to obecnie najlepsze (poza udanymi warkami porteru) piwo z Grupy Żywiec. Oczywiście kładzie Książęce IPA na łopatki. To mówiłem ja – Amator Piwa.

OCENA: 7/10
CENA: ok 4ZŁ
ALK. 5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 25.09.2018
GRUPA ŻYWIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz