czwartek, 17 maja 2018

GRYF POMORSKI, czyli napakowany RIS z miodem na pokładzie


W końcu przyszła pora i na niego. Oto Gryf Pomorski z Browaru Bytów. Trzymałem to piwo na jakąś specjalną okazję, ale już mi się odechciało czekać. Ileż razy otwierając szafkę można patrzeć na to cudo i wycierać ślinę z pyska?
W polskim piwnym rzemiośle kartonik nie jest już żadnym novum, ale opakowanie Gryfa Pomorskiego po prostu niszczy system. Kartonik na planie piramidy, czy też ostrosłupa to po prostu mistrzostwo! Arcydzieło godne Leonarda da Vinci! Do tego dochodzą oczywiście jeszcze frontowe złocenia, info o półrocznym leżakowaniu oraz ręcznie ponumerowane egzemplarze, bo to rzecz jasna seria limitowana. W ten oto sposób mamy gotowy przepis na sukces, by ten specjał rozszedł się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki lub jak prezerwatywy na Woodstocku.
Podjarałem się opakowaniem, ale w środku też jest nie byle co. Mocarz taki, że ho ho! Olbrzymiaste 33º Blg oraz jebuckie 12% alko!!! Nigdzie nie jest napisane jaki to styl piwa, ale generalnie można uznać go chyba za RISa. Jego głównym wyróżnikiem ma być dodatek naturalnego miodu, szkoda jednak, że nie podali o jaki miód chodzi. W składzie mamy jeszcze z ciekawszych rzeczy płatki owsiane, jęczmień palony, pszenicę prażoną oraz cukier kandyzowany. Tak więc ciało mamy tu kolosalne, ale wiadomo, że częściowo uzyskane z miodu, a może i też z tego cukru. To zależy na jakim etapie produkcji został dodany. Nasuwa mi się teraz takie pytanie – czy jest to bardziej Honey RIS, czy może Braggot? Bo przecież podstawą brażota może być każde piwo. 


Przelewam. Gryf Pomorski okazuje się być totalnie czarny i nieprzenikniony. Piany brak.
Już podczas wędrówki do szkła było widać, że ciecz jest sowicie gęsta. Jama ustna to potwierdza. Piwo jest gęste jak prawilny syrop. Długo i niespiesznie spływa w dół przełyku, osadzając się na ściankach. Gładkość, aksamitność również na wysokim poziomie (płatki owsiane zrobiły swoje). W pierwszym uderzeniu atakuje mnie ciemna, gorzka czekolada, podbita wyraźną palonością. Czuć palone słody, jak również palony jęczmień. Po chwili do głosu dochodzą słodkie akcenty miodu, cukru kandyzowanego i przypalonego karmelu. Wbrew pozorom całość nie jest jakaś bardzo słodka, bowiem na straży stoi mocna i wyrazista goryczka o typowo palonym profilu, która w punkt kontruje olbrzymie słodowe ciało. Stawkę zamykają lekkie nuty kawy bez cukru, pumperniklu i spalonych tostów. Generalnie sporo tu spalenizny, by nie rzec popiołu. Troszkę brakuje mi tu suszonych owoców, ale nawet bez nich jest bardzo dobrze. Alkohol subtelnie daje o sobie znać, minimalnie piekąc w gardełku. Sumarycznie jednak jest bardzo dobrze ułożony i szlachetny. Kojarzy mi się z likierem kawowym. Całość bardzo smaczna, wyrazista, cholernie gęsta i gładziutka niczym pupa niemowlęcia.

Teraz wąchamy. Noooo, jest co wąchać. Zapaszek pierwsza klasa. Wyrazisty i intensywny, jak kopnięcie Chucka z półobrotu. Mamy tu sporo ciemnych i słodkawych klimatów. Oczywiście jest miód, ale chyba nie na pierwszym planie. Bardziej na drugim. Jest też mnóstwo świeżo parzonej kawy, palonego słodu, prażonego ziarna i gorzkiej czekolady. Pojawia się też nieco karmelu dla równowagi, melasy i cukru kandyzowanego. Tak więc na zmianę jest gorzko i słodko. Tłem natomiast sunie garstka zjaranych tostów i jakby suszonych owoców. Stawiam na suszone figi i daktyle. Alkohol owszem troszkę czuć, ale jak na taki woltaż jest wręcz zajebiście! Tu również mam skojarzenia z jakimś fajnym i przyjemnym kawowym likierem (samej kawy nie znoszę, ale likier kawowy bym przyjął na klatę). Zaprawdę powiadam Wam – piwo jest bardzo dobrze ułożone. Nie jest jeszcze jakoś wyraźnie utlenione, ale alko w żadnym wypadku nie jest gryzące, czy przeszkadzające. Super się to wącha :)
Przy tak ekstremalnym ekstrakcie ciała nie powinno brakować i oczywiście jest to prawda. Pełnia smaku miażdży moje kubki smakowe niemiłosiernie. Gryf jest piwem szalenie gęstym, jedwabiście gładkim i poniekąd też treściwym, choć na finiszu dzięki mocnej goryczce wydaje się być dość wytrawnym napitkiem. Balans naprawdę staje tutaj na wysokości zadania.
Fajnie się to wącha, super się pije. Wyraźnych mankamentów brak. Piwo może nie jest jakieś odkrywcze, czy niespotkane (no może poza tą gęstością), ale jest baaardzo smaczne, super skontrowane i naprawdę dobrze pijalne, pomimo swoich sakruckich parametrów. Do sztosa może i mu troszkę brakuje, ale jako prezent dla beergeeka będzie doskonałym pomysłem (o ile jeszcze jest gdzieś do kupienia, w co wątpię).
OCENA: 8/10
CENA: ok 28ZŁ
ALK. 12%
TERMIN WAŻNOŚCI: 31.10.2019
BYTÓW BROWAR KASZUBSKI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz