Ronin’s Journey to piwo z zeszłego roku, ale oczywiście to jest druga warka. Gdy brałem je z półki w Lidlu za cholerę nie wiedziałem, co znaczy Mochi IPA. Sądziłem, że być może to jakiś single hop na nieznanym chmielu mochi. Myliłem się. Otóż mochi, to japoński owocowy deser/koktajl, bardzo gęsty, gładki i kleisty, przypominający w smaku tropikalne żelki. Piwo z Piwnego Podziemia swoją kremową strukturę zawdzięcza dodatkom używanym podczas warzenia, takim jak kleisty ryż, płatki owsiane, płatki ryżowe, słód pszeniczny, maltodekstryna oraz laktoza. Użyto tu chmielu Nectaron, Cascade, Citra Incognito, Nelson Sauvin, Rakau i Abstrax Peach. W składzie są też terpeny naturalne, czyli tak naprawdę aromaty. Chyba już drugi raz spotykam się z tym określeniem. Dziwne.
Wygląda to, jak hejzi ipka. Piwo jest złote, lekko mleczne i totalnie mętne. Średnich rozmiarów piana jest śnieżnobiała, drobna i puszysta. Opada jednak trochę za szybko.
Ej, w teorii miało być słodko, a jest raczej kwaskowo. Od groma tu różnych owoców – jest mango, limonka, cytryna, mandarynka, marakuja, brzoskwinia, melon i morela. Tuż obok odnalazłem tony białego pieczywa, jasnego słodu oraz subtelnej żywicy. W posmaku znowu do gry włączają się owoce – tym razem białe winogrono i ananas. Goryczka jest dość znikoma. Całość zalatuje nieco landrynkami, jest bardzo rześka, naturalna i soczysta. Mniam!
W aromacie także czuć ową kwaskowość, co oczywiście przekłada się na olbrzymie pokłady cytrusów i marakui. Chwilę później do głosu dochodzi mango, papaja, melon, brzoskwinia, morela oraz ananas. Słodu praktycznie nie czuć. W zasadzie pachnie to, jak wieloowocowy soczek rodem z tropików. Widocznie takie klimaty ma to mochi. Alko oczywiście jest nieobecne, bo woltaż przecież niewysoki. Na serio cudnie to pachnie. Szalenie intensywnie, mega świeżo, naturalnie, harmonijnie i strasznie zachęcająco.
Ronin’s Journey to pełne w smaku piwo, faktycznie bardzo gładkie, aksamitne i gęstawe, ale po „opisach” spodziewałem się konsystencji syropu. Tego tutaj nie ma. Piłem kilka zwykłych Hazy IPA, które miały więcej ciała i były bardziej gęste. Robotę robi tutaj mega rześkość i kwaskowatość na podniebieniu, dzięki czemu napitek jest okrutnie pijalny i doskonale gasi pragnienie. W ciemno powiedziałbym, że to jakaś hejzi ipka z sokiem z marakui, tudzież cytrusów. Po prostu tu jest bardziej kwaśno, a mniej słodko. Generalnie jednak bardzo dobrze to smakuje. Chociaż jak dla mnie, nie jest to piwo w żaden sposób odkrywcze.
OCENA: 8/10
CENA: 9.99ZŁ (Lidl)
ALK. 6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 27.05.2027
PIWNE PODZIEMIE

Komentarze
Prześlij komentarz