środa, 13 marca 2019

OKO W OKO - Mango Tango vs Tango z Mango!


Ludzie i ludziska. Piwosze i piwoszki. Oto przed Wami kolejny pojedynek „Oko w Oko”. Niby wciąż to są tylko recenzje, ale osobiście bardzo lubię porównywać piwa. Zwłaszcza, gdy mają one ze sobą coś wspólnego, jakiś wspólny mianownik. Takie właśnie są założenia tego cyklu wpisów.
Dziś porównam dwa dosyć podobne napitki, gdzie jak sama nazwa mówi, motywem przewodnim jest mango – mój najbardziej ulubiony owoc tropikalny! Oczywiście piw z tym dodatkiem jest dużo więcej (choćby Mangoł od Kazimierza, Jungle Smoothie od Hopito), ale jedno z założeń mówi, żeby to były dwa piwa. Od większej ilości są przecież Wielkie Testy ;)
Mango Tango z Browaru Na Jurze, gdy pojawiło się w zeszłym roku, swoją nazwą wzbudziło wiele emocji, bowiem od razu skojarzyło się piwnemu ludowi z trunkiem o łudząco podobnej nazwie – Tango z Mango z Pracowni Piwa. Oczywiście to drugie jest już na rynku od dość dawna. Prócz nazwy łączy je dodatek pure/pulpy tego pyszniutkiego owocu rodem z tropików.
Mango Tango już raz pojawiło się na blogu, czym wzbudziło mój nieskrywany zachwyt. Przypomnę, że jest to piwo uwarzone na podstawie zwycięskiej receptury Zbyszka Kabzińskiego VIII Częstochowskiego Konkursu Piw Domowych 2017. Prócz miąższu z mango do piwa dodano pierdyliard innych owoców i soków oraz płatki około tryliona kwiatów. Jednak nie będę tu tego wszystkiego wypisywał, bo szkoda Waszego i mojego czasu.
Tango z Mango od Pracowni Piwa z kolei jest piwem dużo prostszym w swojej budowie. W składzie prócz podstawowych rzeczy widnieje tylko mango, laktoza oraz płatki owsiane. Jak prosto i jak logicznie. Szklanki w dłoń i do dzieła! :)



Mango Tango

Na pierwszy ogień idzie znane mi już Juicy IPA z Zawiercia. Piwo w szkle prezentuje się przeciętnie. Owszem, jest spora i drobna piana, ale sama ciecz jest jakaś taka błotnista, przybrudzona, o barwie ni to złocistej, ni to pomarańczowej, ni beżowej. Oczywiście mętne to jak diabli.
Bierem do dzioba. Soczyste piwko sprawia wrażenie mocno naznaczonego różnymi owocami. Dominuje mango, ale nie brakuje tu również pomarańczy, ananasa, czy marakuji. Cytrusy bardziej w formie skórek, niż soku, czy miąższu. Są też wspomniane wyżej kwiaty. O tak, jest fest kwiatowo. W tle lekkie tony żywicy, ziół oraz chmielu w tradycyjnej postaci. Słodowość mocno wycofana do defensywy, ale obecna. Jest i goryczka – średnio mocna, przyjemna, ułożona, gładka. Taka naprawdę sympatyczna. Całość bardzo smaczna, szalenie gładka, taka wręcz puszysta, kremowa w odczuciu.

Zapaszek jest równie przyjemny, intensywny, okrutnie owocowy i soczkowaty. Daleki od piwnych klimatów. Ponownie rządzi świeże, soczyste i dojrzałe mango. Tuż za nim podążają inne tropikalne owoce (cytrusy oraz brzoskwinia/morela). Nuty kwiatowe chowają się nieco z boku, wyraźnie dając wyszaleć się owocom. Tłem sunie biszkoptowo-herbatnikowa słodowość oraz nieśmiałe akcenty chmielu oraz ziół. Przepięknie to wszystko pachnie. Niebywale zachęcająco i zadziwiająco świeżo! Jestem na tak :)
Naprawdę bardzo przyjemne i smaczne piwo. Świetnie skomponowane, wyważone, dobrze zbalansowane z wyraźną goryczką i fajną, ale nie przeszkadzającą słodową bazą. Mango niby dominuje, ale robi dużo miejsca dla pozostałych „graczy”. Mango Tango znika ze szkła w zatrważającym tempie. Takie krafty to ja rozumiem :D

OCENA: 8/10
CENA: ok 8ZŁ
ALK. 5,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 08.07.2019
BROWAR NA JURZE


Tango z Mango

W wyglądzie kolosalna różnica. Trunek z Modlniczki nosi soczyście pomarańczową barwę, pod światło wpadającą w intensywną żółć. W zasadzie to wygląda identycznie jak sok pomarańczowy. Mętność horrendalna, piany niestety brak. Dziwne.
Oponent z Pracowni Piwa smakuje zgoła odmiennie. Na pewno mniej piwnie, a bardziej soczkowo. Mango woła mnie i krzyczy jak szalone. Co dziwne, są też niewielkie skojarzenia z sokiem z pomarańczy i brzoskwini, ale to może autosugestia przez barwę piwa. Całość bardzo aksamitna, gładziutka, soczysta, świeża, ale niestety nieco jednostajna. Mało się tu dzieje, choć piwko smakuje wybornie. Goryczka mniejsza niż powyżej, w sumie to ledwo zauważalna. Mimo to bardzo słodko nie jest, raczej delikatnie kwaskowo. Smaków typowo piwnych brak. Rześkie to jak diabli i wchodzi niemiłosiernie dobrze :)
Wąchamy. Zapach bez zarzutu. Piwo pachnie dosyć wyraziście, strasznie świeżo, owocowo, dobitnie mangowo… He he ;) Zamykam oczy i sądzę, że to jakiś soczek. Koło piwa to to nawet nie stało – tak bym rzekł. Ale jeśli wiem, że to piwo z dodatkiem mango, to inna gadka. Fakt, że Tango z Mango pachnie jednotorowo, ale ten tor jest okrutnie przyjemny. Mango jest wręcz namacalne. Musieli go zużyć kosmiczne ilości. Naprawdę ciężko opisać, co tu się dzieje w aromacie. Po prostu mistrzostwo!
Piwo jest jeszcze bardziej gładkie, bardziej jedwabiste niż to z Browaru Na Jurze. Pijalność też minimalnie większa, ale to pewnie dlatego, że jest bardziej słodkie, bowiem goryczka jest tu naprawdę iluzoryczna. Odważę się rzec, że kobietom na bank bardzo podejdzie ;) Zresztą mi też bardzo podchodzi. Naprawdę nie ma się tu do czego przyczepić. Może jedynie do tego, że mango zdominowało to piwo wzdłuż i wszerz, dzięki czemu nie ma tu żadnej różnorodności doznań. Ale czy to, aż tak wielki problem?
Fruit Ale z Pracowni Piwa dostaje zatem dokładnie taką samą notę, jak napitek z Zawiercia, bo nie jest lepsze. Jest po prostu inne, ale obydwa piwa szalenie polecam! 

OCENA: 8/10
CENA: 11.99ZŁ (Z Innej Beczki)
ALK. 6,7%
TERMIN WAŻNOŚCI: 20.07.2019
PRACOWNIA PIWA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz