niedziela, 31 marca 2019

DOŻYNKI od Pinty. Piwo wielozbożowe!


Wprawdzie do tegorocznych dożynek jeszcze szmat czasu, ale osobiście uznałem, że już najwyższy czas na Dożynki… od Pinty :) Piwo zakupione jeszcze w zeszłym roku, ale do sierpnia, czy września nie zamierzam z nim czekać. Mam cierpliwość, ale nie aż taką.
Styl Barley Wine został już przemaglowany tysiące razy. Wheat Wine także chyba nie jest nikomu obcy. Nawet słowo Rye Wine już na dobre zawitało do słownika każdego szanującego się birgika, ale przyznam się Wam, że z Multigrain Wine spotykam się po raz pierwszy. Pinta to zawsze coś wymyśli ;) Coś ciekawego ma się rozumieć. Tak, wiem – Beer Bross razem z Harpaganem też uwarzyli coś takiego.
Oczywiście w rzeczywistości sprawa jest bardzo prosta – jest to piwo wielozbożowe, a przy tym bardzo mocne jak barli łajno. Mamy tu więc słód jęczmienny, żytni, pszeniczny i owsiany. Taka to mieszanka. Chmiele: Zeus, Liberty, EKG. No to lecimy w koksem :D


Z wyglądu klasyka. Niska, wręcz mizerna piana, ale za to całkiem ładna miedziano-bursztynowa barwa piwa. Delikatnie zamglona, ale to zrozumiałe.
Kilka małych łyczków i już wiem co i jak. Przede wszystkim głębia smaku oraz gęstość – bez zarzutu. Ciecz wyraźnie lepi się do ścianek jamy ustnej i przełyku. Jest przy tym odpowiednio gładka, i taka śliska wręcz. Uczucie oleistości jak najbardziej na miejscu. Słodowość, słodowość i jeszcze raz słodowość, ale nie jakoś strasznie urozmaicona. Są opiekane słody, tosty, przypieczona skórka chleba oraz bardzo subtelna nuta orzechów polanych karmelem. Nieco z boku czai się nieśmiały chmiel, a także coś jakby marcepan, cynamon oraz jakieś zioła. Goryczka umiarkowana, to znaczy jest dosyć wyrazista, ale nie szarpiąca za kubki smakowe. Finisz jest długi, lekko chmielowy, lekko alkoholowy, choć ułożenie jest całkiem dobre. Piwo nieco grzeje w kiszki, ale nie jest tak źle (pamiętajmy z jakim woltażem mamy do czynienia). Troszkę nudnawe to piwo, ale sumarycznie nie najgorzej smakuje. Do pełni szczęścia jednak daleka droga.

W aromacie jest już trochę lepiej. Pojawiają się tutaj bardzo przyjemne i dość wyraźne suszone owoce (rodzynki, daktyle), które skutecznie przełamują słodową – bądź, co bądź – nudę. Powiem więcej – majaczy mi tu również świeża brzoskwinia, białe winogrono oraz szczypta ananasa. Mistrzem drugiego planu jest oczywiście słodowa podbudowa w formie opiekanego pieczywa, skórki chleba oraz różnej maści ciastek. Wszystko polane jest sowitą ilością miodu i karmelu. Mam również wrażenie obecności w tle cukru kandyzowanego, z lekka muśniętego chmielem oraz nutką korzenną, głównie cynamonem. Alkohol genialnie się tu wkomponował. Jest zupełnie nieinwazyjny, choć cały czas obecny. Innymi słowy – ułożenie pierwsza klasa :) Pachnie to naprawdę ładnie, bogato i zachęcająco.
Cóż, jak widać smak nieco odstaje od nader pozytywnych wrażeń zapachowych. Natomiast prócz aromatu robotę robi tu głównie niebagatelna gęstość oraz olbrzymia pełnia smaku. No i balans też jest całkiem niezły. Czyli odczucia w ustach całkiem fajne, ale sam smak raczej średniawy. Zbierając do wszystko do kupy otrzymujemy wcale nie najgorsze piwo, które uwodzi głównie aromatem. Zaskoczenia jednak żadnego nie było. Pinta mogłaby lepiej się postarać.
OCENA: 6/10
CENA: ok 10ZŁ
ALK. 11,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.11.2020
BROWAR PINTA//BROWAR NA JURZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz