piątek, 7 lipca 2017

RYCZĄCA CZTERDZIESTKA z BROWARU NA JURZE



Browar Na Jurze lubi eksperymenty. Wiedzą o tym niemal wszyscy rodzimi birgicy. Może niezbyt często, ale w miarę regularnie z Zawiercia w Polskę wyrusza jakiś autorski projekt. Jego niecodzienność w głównej mierze polega na jakimś mniej lub bardziej nieznanym dodatku. Nie inaczej jest z Ryczącą Czterdziestką. O dodatkach będzie kilka linijek poniżej, ale wpierw musimy rozgryźć nazwę, która jak wiadomo  - z dupy się nie wzięła. Piwo bowiem powstało niejako „na cześć” Pani Moniki, córki założycieli Browaru Na Jurze. Monika w tym roku skończyła czterdziechę i to właśnie ona przede wszystkim specjalizuje się w wymyślaniu tych bardziej ekstrawaganckich napitków. Tak się składa, że poznałem tę kobietę osobiście podczas mojej grudniowej wizyty w browarze. Bardzo miła, rozgadana i pełna energii osoba. Czy ryczy, to nie wiem, ale potencjał na pewno jest ;)
Tytułowe piwo to belgijski mocarz w stylu Belgian Golden Strong Ale. Co ciekawe jeden z trzech w ofercie browaru! Wyróżnia go dodatek świeżo wyciśniętych soków z cytryny i melona. Nachmielono to po słoweńsku, amerykańsku oraz australijsku. Lecimy z koksem!


Zgodnie ze świecką, średniowieczną tradycją zaczniemy od wyglądu. Pani Monika… tfu! Rycząca Czterdziestka to bardziej pomarańczowe w barwie, aniżeli złociste piwo. Mamy tu lekkie zamglenie, bo mętnością bym tego nie nazwał. Trzeba jednak zaznaczyć, że piwo się już dobrze sklarowało – na dnie została się spora ilość osadów. Wieńczy je niezbyt wysoka kołderka białej, średnio ziarnistej piany, która niestety do wytrwałych nie należy.
Czas na konsumpcję. Ja pierdziu jak to dziwnie smakuje!! Strasznie owocowo, strasznie melonowo! Uprzedzam, że nie przepadam za tym owocem, choć słowo „nie lubię” byłoby tu pewnym wyolbrzymieniem. Melon zajmuje u mnie miejsce tuż obok arbuza, czyli ani mnie ziębi, ani grzeje. Kurczę, ale w życiu bym nie powiedział, że to ma 9,5% alko!!! Absolutnie i pod żadnym względem nie czuć tutaj tego woltażu. Nic nie grzeje, nic nie piecze, nic nie smyra. Zajebioza :) Ale ciało czuć. Nie wiadomo iloma Plato szczyci się ów napitek, ale pełnia jest naprawdę spora. Piwo jest dosyć gęstawe, a przy tym przyjemnie gładkie. Melon dzierży palmę pierwszeństwa, nie dając zbytnio wychylić się zza winkla subtelnym akcentom cytryny, grejpfruta i słodszych tropików typu mango, liczi, czy marakuja. Naprawdę cholernie owocowe piwo. Na tyle owocowe, że nut słodowych trzeba się doszukiwać ze świecą. W tle majaczą niewielkie, acz obecne cienie przyprawowe – w końcu to belgijskie piwo. Z odchmielowych niuansów na pewno można zauważyć niewielkie ziołowe echa oraz pokaźną goryczkę o wyraźnym grejpfrutowo-łodygowym charakterze. Goryczka jest solidna i wyrazista, a przy tym dość szlachetna. Świetnie radzi sobie z owocową słodyczą tego piwa, tylko nieznacznie zalegając na podniebieniu.
Wrażeń w gębie co niemiara, rzućmy okiem na aromat… znaczy się nosem rzućmy ;p Tu jest dosyć podobnie. Zapach jest miły dla nozdrzy, dość intensywny, choć do urywania czegokolwiek trochę brakuje. Melon, melon i jeszcze raz melon. Czy brzmię, jakbym się powtarzał? Bynajmniej, aczkolwiek mi ten melon jakoś tu nie przeszkadza. Fajnie komponuje się na tle innych białych owoców (brzoskwinia, papaja, morela, białe winogrono). Bardziej fikuśne frukty (tropikalne) jakby się wycofały, ale cały czas mam wrażenie, że są tuż za moimi plecami. Typowej słodowości tu raczej niewiele, podobnie jak było w smaku. Ponownie są za to przyprawy, co prawda ciężkie do sprecyzowania, ale dedykowane drożdże jak najbardziej zdały tutaj egzamin. Z tła można jeszcze wyłapać nieznaczne ślady kwiatów, kojarzących się z zakwitniętą łąką w pełni sezonu wiosennego. Alko zupełnie nieobecne. Wielki brawa! No naprawdę wybitnie to pachnie. Bardzo wyjątkowo, oryginalne i wielowątkowo.
W ogóle całe piwo jest niepowtarzalne i niespotykane. Co prawda sok z cytryn gdzieś się zapodział, ale melon naprawdę wymiata. Poza tym belgijskie drożdże też robią tutaj robotę. Na poczet sukcesów możemy jeszcze dołożyć dobrze skomponowaną i ułożoną goryczkę, świetny balans, odpowiednią dla stylu pełnię oraz przyjemną gładkość na finiszu.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że Rycząca Czterdziestka to piwo na wskroś autorskie. Klasyczne podejście w nowoczesnym wydaniu chciałoby się rzec. Kupujcie, bo naprawdę warto!
OCENA: 8/10
CENA: ok 9ZŁ
ALK. 9,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 07.01.2018
BROWAR NA JURZE

1 komentarz: