czwartek, 8 czerwca 2017

Żytni porter bałtycki od Browaru Stu Mostów i Jopena



Łobuzie znowu ‘Bałtyk’! Tak, ale nie byle jaki ‘Bałtyk’. Kooperacyjny! Piwo nie jest nowe (ma już z pół roku), ale jakoś cicho o nim było. Przeszło zupełnie bez echa, bez wieści. Stoi u mnie bodajże od lutego, no to się w końcu nad nim zlitowałem.
Jest to dzieło polskiego Browaru Stu Mostów i holenderskiego Jopena. Tak, to ten znany i ceniony Jopen. Jeden z najbardziej utytułowanych i najstarszych browarów rzemieślniczych w krainie rowerów, tulipanów, wiatraków oraz serów. Piwo uwarzono za gramanicą – żeby nie było, że to kolejny polski porter bałtycki ;) Mało tego – jest to żytni porterek. Propsy, bo każdy szanujący się kraftopijca ceni żyto w piwie. Trunek ma lekko ponad 9% alko, a ekstrakt to górna granica widełek dla stylu (22°Plato). Brzmi to bardzo rozsądnie muszę przyznać. Ślinianki ruszyły do pracy… lenie śmierdzące.
Mam pewną zagwozdkę co do nazwy, zresztą chyba nie tylko ja. Na różnych stronach widnieją różne wersje – Polished Black Gold lub Jopen Rye Baltic Porter, a czasem jedno i drugie. Do wyboru, do koloru. Niech każdy sobie dopasuje ;p


Piwo w szkle wygląda bardzo apetycznie. Wygląda jak klasyczny RIS – jest zupełnie czarne. Niemal tak czarne jak ludzie w Afryce. Zdobi je sporych rozmiarów pianka – beżowa, mieszano ziarnista i niebywale puszysta. A jaka skubana trwała jest! Opada w iście ślimaczym tempie, haftując piękne firany na szkle. Takie coś to ja rozumiem ;D
Koniec gapienia się na piwo jak wół na malowane wrota. Szkiełka w dłoń i jedziem z koksem! Bardzo fajną pełnię tutaj czuję. Jest konkretne ciało, gładkość, krągłość, aksamit i spora treściwość. Lecz piwo nie jest słodkie, o czym za chwilę. Dominuje tu miks czekolady deserowej, kakao oraz umiarkowanie mocnej kawy. Na pewno nie zbożówki. Kawusia jest prawdziwa, świeżo parzona. Drugi plan to popis palonych słodów. Jest ich tu całkiem dużo… fajnie palone piwko. Tłem suną akcenty palonego jęczmienia, przypalonego karmelu oraz subtelnego toffi. Finisz zostawia nas z lekkim popiołem w ustach. Goryczka też niczego sobie – wyraźna, kawowo-palona, dość mocna, ale krótka i szlachetna. Alkohol dobrze schowany, ułożony. W zasadzie go nie czuć. Kurde blade bardzo charakterny porter bałtycki. Zadziorny, krzepki, zdecydowany, bezkompromisowy. Po prostu smaczny!

Wąchamy ten specjał. Piwo pachnie przyjemnie, ale nie jakoś szalenie intensywnie. Jest tu wszystko, co powinno być w tym stylu – dużo ciemnych, lekko palonych słodów, trochę kawy, gorzkiej czekolady, kakao, nieco popiołu, a nawet garść suszonych owoców się pojawiła. Brawo! Na to właśnie czekałem. Daleko na horyzoncie widnieje szczypta lukrecji, cukru brązowego i ciemnego pieczywa razowego polanego karmelem. Z tła przebija się też subtelna nutka alkoholu w typie likieru. Broń Boże mi to nie przeszkadza. Całość bogata i urozmaicona. Podoba mi się :)
Polished Black Gold od Jopena i Stu Mostów to naprawdę strasznie solidne piwo. Bardzo pełne w smaku, treściwe, gładkie, aksamitne, śliskie, takie wykwintne. Dobrze zarysowana goryczka świetnie balansuje sporą słodową podbudowę. Wiele się tu dzieje, a przecież to zwykły porter bałtycki bez żadnych dodatków, nieleżakowany w drewnie. Trzeba przyznać, że ma charakter skurczybyk jeden!
Gdyby miał w sobie ciut więcej owocowych estrów, bez dwóch zdań powiedziałbym, że to bardzo dobry RIS. Tymczasem jest to bardzo dobry porter bałtycki! Śmiało polecam :D
OCENA: 8/10
CENA: ok 14ZŁ
ALK. 9,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.01.2019
BROWAR STU MOSTÓW & JOPEN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz