wtorek, 6 czerwca 2017

1423 BRAGGOT od PIWOTEKI. Miód pitny, czy wciąż piwo?



1423 – to rok szczególnie ważny w dziejach historycznych państwa polskiego. W tym właśnie roku Władysław Jagiełło lokował miasto Łódź. Obecnie jest to jedno z największych polskich miast, a w czasach swojej świetności Łódź była bodajże największym ośrodkiem przemysłu włókienniczego, tkackiego i sukienniczego w naszym kraju. Miasto moloch, miasto wielkich zakładów przemysłowych, miasto szeroko pojętego industrializmu. No dobra, ale wróćmy może do piwa…
1423 od Piwoteki to Braggot – połączenie miodu pitnego oraz piwa. Przy czym trzeba tutaj zaznaczyć, że udział samego miodu ma być dość znaczny. Nie może on jednak przekroczyć 50% zasypu, gdyż wg polskiego prawa taki napitek nie mógłby się już nazywać piwem. Tak więc Braggoty to po prawdzie ani typowe piwa, ani typowe miody pitne (piłem kilka, polecam jako ciekawostkę. Cholernie słodkie). Historycznie trunki te powstawały albo w wyniku procesu browarniczego, albo miodosytniczego lub po prostu przez zmieszanie piwa i miodu pitnego tuż przed podaniem klientowi. Co jeszcze trzeba wiedzieć o tym wynalazku? Na pewno to, że podstawą Braggota może być niemalże każde piwo. W tym konkretnym przypadku jest to Foreign Extra Stout, czyli popularny FES. Prócz tego z Piwoteki na rynku pojawił się już Braggot od Peruna oraz Browaru Twigg, więc może  rodzi się na naszych oczach jakaś chwilowa moda?


Do sporządzenia tego napitku zużyto, aż 775kg miodu wielokwiatowego! To naprawdę olbrzymia ilość. Piwo leżakowało w browarze cztery miesiące, a jego obecne parametry (26°Blg, 11% alko) bez wątpienia zaliczają go do typowych mocarzy.
Najważniejsze pytanie jakie od początku chodziło mi po głowie brzmi: jak bardzo będzie słodko? Po kilku łykach już wiem, że nie jest bardzo słodko. Słodycz jest bardzo umiarkowana. Powiedziałbym nawet, że miód wyraźnie ustępuje tutaj miejsca podstawie piwnej, jaką jest wspomniany FES. Mamy tu spore pokłady umiarkowanie mocnej kawy, sporo palonych słodów, gorzkiej czekolady oraz lekkiej spalenizny w posmaku. Alkohol trochę grzeje w przełyk, może nawet nieco piecze, ale idzie się do tego przyzwyczaić. Przypomina mi to jakiś ciemny likier kawowy/czekoladowy. Jest też szlachetna goryczka o kawowo-palonym zacięciu – niezbyt mocna, ale obecna. Dobrze kontruje słodową bazę, jak również sam miód. Smaczne to jest, choć szału żadnego nie robi.

Czarne w barwie piwo pachnie dość intensywnie i przyjemnie. Mam wrażenie, że akcenty miodowe w tym aspekcie są nieco bardziej uwypuklone. Pod płaszczem fajnego miodku kryją się czarne klimaty – gorzka czekolada, kawa z mlekiem, lekko palone słody, pumpernikiel oraz subtelne echa spalonych grzanek i popiołu. No czuć tutaj tego FESa. Bez dwóch zdań. Alkohol został znakomicie ukryty. W zasadzie zapomniałem już, że to jedenastoprocentowy „potworek”. Całkiem fajnie się to wącha.
1423 jest bardzo pełnym w smaku piwem o wybitnie treściwym usposobieniu. Nie brakuje w nim ciała, mocy i charakteru. Balans oraz goryczka sprawują się bez zarzutu. Piwo jest słodkawe, ale uwierzcie mi, że piłem niejedno piwo miodowe o bardziej słodkim smaku. Tutaj słodycz miodu jest natychmiast unicestwiana przez sympatyczną goryczkę oraz samą słodową podbudowę o wyraźnie palonym profilu. Pije się to niezbyt szybko, ale w tym przypadku to zupełnie normalne. Nie jest to piwo do picia „na hejnał”…
Fajny eksperyment. Wyszedł z tego całkiem niezły napitek, choć się sądzę, żebym w najbliższym czasie został wielkim fanem Braggotów. Zawsze jednak przyda się kolejne doświadczenie w moim piwnym CV ;)
OCENA: 7/10
CENA: ok 12ZŁ
ALK. 11%
TERMIN WAŻNOŚCI: 29.03.2018
BROWAR PIWOTEKA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz