niedziela, 4 czerwca 2017

PO GODZINACH - STOUT z AMBERA



Niedawno w jakimś wpisie ględziłem o serii „Po Godzinach” z pomorskiego Ambera. Więc proszę, oto Stout - dziesiąty i póki co najnowszy nabytek z cyklu limitowanych stylów od wspomnianego browaru. Najmłodszy w rodzinie… Najmłodszy ma zawsze najlepiej. Wiedzą o tym wszyscy starsi bracia i siostry ;)
Jak wiecie rodzina Stoutów jest dosyć spora. Browar z Bielkówka nie określił dokładnie z jakim konkretnie stylem mamy do czynienia, ale wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że mamy tutaj do skonsumowania najbardziej klasyczną wersję – Dry Stout. Tymi znakami są przede wszystkim dość niskie parametry, a także morskie opowieści o Irlandii na kontretykiecie. Aha, bym zapomniał – padło gdzieś tam słowo „wytrawne”, więc wszelkie wątpliwości rozwiane :)
Nie mam dzisiaj zbytnio czasu mydlić Wam tu oczy, bo za pół godzinki idę z żoną na długi spacer, a potem na pizzę, więc wpis będzie nieco krótszy niż zwykle. Łamiemy rutynę! Idziemy pod prąd ;p


W szkle ląduje czarne piwo zwieńczone pokaźną czapą beżowej i drobnej piany. Ciecz pieni się okropelnie jak na wyspiarski styl, no ale niech tam będzie. Widocznie taka jest filozofia Ambera, a ja jakimś okrutnym purystą znowuż nie jestem. Piana jest umiarkowanie trwała. Opadając zostawia pokaźne zacieki na szkle – lacing pierwsza klasa!
Smakujemy. Mamy tu 12,1 Ballingów, czyli niemalże górna granica widełek dla stylu, ale mimo to piwo wydaje się trochę puste w smaku i jednocześnie wytrawne na finiszu. Może nie jest jakoś strasznie wodniste, ale pełnia jest naprawdę mizerna. Po Godzinach Stout nie jest piwem ani zbyt słodkim, ani też gorzkim niestety. Paloności jest bardzo niewiele. W roli głównej występują ciemne, opiekane (nie palone) słody, tosty, szczątki czekolady deserowej oraz strasznie rozwodnionej kawy w posmaku.. Przypalony spód od ciasta pełni zaś rolę tła. Goryczka jest znikoma, mimo to balans jest całkiem niezły. Pewnie dlatego, że ciała/słodowej podbudowy nie tu zbyt wiele. Podsumowując piwo jest dosyć wodniste, puste, bez wyrazu i bez charakteru. Ja rozumiem, że miało być pijalne (no i jest) i lekkie w odbiorze, ale ono smakuje bezpłciowo, nijako. Nie kupuję tego…

Czy aromat jest w stanie uratować resztki godności Browaru Amber? No szału to ja tu żadnego nie widzę, ale jest chyba ciut lepiej niż to, co odbierają moje kubki smakowe. W szkle wyczuwam lekkie nuty gorzkiej czekolady, okrutnie łagodnej kawy (lury) i lekko palonych słodów. Naprawdę lekko. W tle majaczą jakieś grzanki, czy inne tosty. Całość mocno wycofana, stonowana, delikatna i subtelna. Strasznie grzecznie to pachnie, choć sumarycznie wolę to wąchać niż pić.
Cóż… aromat nieco ratuje sytuację, ale nawet mimo tego niewielkiego koła ratunkowego piwo wypada nie za specjalnie. Można wypić, pytanie tylko po co?
OCENA: 5/10
CENA: bodajże 7ZŁ (Tesco)
ALK. 4,6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 30.09.2017
BROWAR AMBER

1 komentarz: